Żeby ratować naturę, musimy ją traktować jak towar? Ta logika prowadzi do katastrofy

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
24 października 2020, 00:15
amazonia
<p>Amazonia</p>/Media
Czy żeby ratować naturę, należy ją uznać za towar jak każdy inny? Zamienić w instrumenty finansowe? Przekonanych do tego pomysłu przybywa, ale to ta logika zaprowadziła nas na skraj katastrofy

Ludzkość prowadzi wojnę z naturą – stwierdził Antonio Guterres, sekretarz generalny ONZ, otwierając niedawny szczyt poświęcony zanikającej bioróżnorodności.

Nie chodzi (tylko) o to, że na zawsze niszczymy efekty trwającej miliony lat ewolucji. Podcinamy też gałąź, na której siedzimy. O ile kryzys klimatyczny i destrukcyjne konsekwencje emisji CO2 przedarły się do publicznej debaty, o tyle zmniejszająca się bioróżnorodność jest wciąż na jej marginesie. Ktoś w ogóle zauważył ten szczyt ONZ?

Zaprzęganie rynków

Sytuacja jest krytyczna. Wymieranie przyspiesza, w tej chwili wyginięcie grozi 1 mln gatunków. By je ratować, potrzebne są setki miliardów rocznie. Skąd je wziąć?

Trzeba „zaprzęgnąć rynki” oraz „włączyć sektor prywatny” – podpowiadają niektórzy ekonomiści i finansiści, a nawet ekolodzy i badacze. Żeby ekonomia mogła wesprzeć akcję ratunkową, musimy jednak najpierw przetłumaczyć rzeczywistość na jej język. Natura musi stać się „kapitałem naturalnym”. Termin ten oznacza ziemię (i to, co pod nią), wodę, powietrze i wszystkie żyjące istoty, czyli wszystko, co konsumujemy i na czym zarabiamy, ale sami tego nie wytworzyliśmy. Po „przetłumaczeniu” procesy ekosystemowe stają się „usługami ekologicznymi”, bo przecież lasy oczyszczają nam powietrze, zapylacze dbają o uprawy, z węgla, ropy czy wiatru czerpiemy energię, rozmaite gatunki są naszą żywnością, a np. morza i jeziora choćby wspierają ekoturystykę. Natomiast np. rzeki i góry to po przetłumaczeniu „zielona infrastruktura”. Teraz trzeba to wszystko przeliczyć na pieniądze. Kryzysy klimatyczny i bioróżnorodności to w języku ekonomii bankructwo.

Do tej pory traktowaliśmy naturę jako nieskończony i darmowy rezerwuar. Nie płaciliśmy więc za jej „usługi” i nie czuliśmy się zobowiązani ponosić kosztów. Czerpaliśmy z niej, nie wliczając w cenę produkcji i konsumpcji realnej wartości zatruwanych rzek, wycinania lasów, przeeksploatowania łowisk czy topnienia lodowców. Kopalnie, fabryki, deweloperzy i inni nie regulowali rachunków, które – z opóźnieniem – przychodzi opłacić nam wszystkim: pieniędzmi, zdrowiem i przyszłością.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj