Przedstawiona przez opozycyjną Partię Pracy propozycja zakłada nałożenie jednorazowego podatku na zyski firm z sektora naftowo-gazowego, z którego dochód byłby przeznaczony na pomoc dla gospodarstw domowych borykających się z rosnącymi rachunkami.

Clarke w rozmowie ze stacją Sky News powiedział, że nie można wykluczyć nałożenia takiego podatku i "wszystkie opcje są na stole". To najsilniejsza jak dotychczas sugestia ze strony rządu, że podatek od nadzwyczajnych dochodów może zostać przyjęty. Rząd początkowo odrzucał ten pomysł obawiając się, że dodatkowy podatek zniechęci do inwestycji w Wielkiej Brytanii, ale wobec rosnących kosztów życia zaczyna brać to pod uwagę. Tym niemniej według brytyjskich mediów, premier Boris Johnson i niektórzy członkowie rządu nie są jeszcze przekonani, a zwłaszcza pomiędzy Johnsonem a ministrem finansów Rishim Sunakiem istnieje ponoć różnica zdań w kwestii tego, czy jest to skuteczna metoda pomocy.

Reklama

Clarke zapewnił, że rząd zdaje sobie sprawę z "prawdziwego wyzwania stojącego przed gospodarstwami domowymi w całym kraju", a sytuacja prawdopodobnie pogorszy się jesienią, gdy ponownie wzrośnie maksymalny pułap cen energii. "Jeśli chodzi o samą koncepcję podatku od nadzwyczajnych zysków, to nie mamy wątpliwości, że w czasach, gdy branża osiąga bardzo duże zyski, istnieje realna potrzeba, aby zyski te zostały ponownie zainwestowane w nowe instalacje morskie, aby w większym stopniu wykorzystać Morze Północne, co jest oczywiście istotne z punktu widzenia dostaw energii, ale również korzystne dla miejsc pracy i całej gospodarki. Jeśli inwestycje te nie dojdą do skutku, nie mamy wątpliwości, że rozważymy wszystkie opcje" - wyjaśnił.

Dzięki rosnącym cenom ropy i gazu firmy energetyczne osiągają duże przychody, ale te wysokie ceny oznaczają zarazem wzrost rachunków dla odbiorców. Od kwietnia maksymalny pułap cenowy energii dla klientów indywidualnych wzrósł o ok. 50 proc., a w październiku spodziewana jest kolejna podwyżka. Dodatkowo ceny energii w największym stopniu napędzają inflację, która w kwietniu osiągnęła w Wielkiej Brytanii 9 proc. i jest na najwyższym poziomie od 40 lat. A to jeszcze pogarsza problem rosnących kosztów życia, bo za wzrostem cen nie nadążają płace.

Z Londynu Bartłomiej Niedziński (PAP)