Największa rzeźnia w Niemczech zamknięta z powodu koronawirusa. Trwa konflikt z zarządzie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
18 czerwca 2020, 16:57
Robert Toennies, współwłaściciel noszącego jego nazwisko niemieckiego koncernu mięsnego, do którego należy zamknięta z powodu koronawirusa największa w Niemczech rzeźnia, skierował do swego stryja Clemensa Toenniesa list z żądaniem opuszczenia zarządu spółki - podała w czwartek agencja dpa.

Wykrycie masowego nosicielstwa koronawirusa wśród pracowników rzeźni w Rheda-Wiedenbrueck w powiecie Guetersloh w Północnej Nadrenii-Westfalii ujawniono w środę.

Jak napisał dziennik "Tagesspiegel" na 983 przeprowadzone testy na Covid-19, 657 okazało się pozytywnych.

Przyczyny wystąpienia tej lokalnej epidemii są wciąż badane. Powiatowe władze zarządziły kwarantannę zarażonych i w ramach prewencji zamknęły szkoły oraz przedszkola.

Władze pobliskiego miasta Bielefeld nakazały w czwartek szkołom i przedszkolom odesłanie do domów dzieci pracowników koncernu Toennies. Jak zaznaczono, innych dzieci z powiatu Guetersloh to nie dotyczy.

Jak podkreśla "Tagesspiegel" działacze na rzecz praw zwierząt obwiniają z kolei rząd federalny, który - jak mówią - nie zrobił nic na rzecz podniesienia jakości pracy w rzeźniach pomimo wielokrotnych skarg na panujące w nich warunki.

Dziennik pisze, że stowarzyszenie "Soko Tierschutz" udokumentowało nie tylko okrucieństwo wobec zwierząt w niemieckich rzeźniach, ale też "przerażające" warunki zakwaterwoania pracowników. Mieli oni spać na piętrowych łóżkach, korzystać ze wspólnych toalet, a nawet kontynuować pracę pomimo skaleczeń.

64-letni Clemens Toennies i będący synem nieżyjącego założyciela koncernu Bernda Toenniesa 42-letni Robert są wyłącznymi właścicielami firmy, w której mają po połowie udziałów. W noszącym datę 17 czerwca liście Robert zarzucił zarządowi i radzie nadzorczej spółki nieodpowiedzialne działania oraz spowodowanie zagrożenia dla przedsiębiorstwa i ludności. Wskazał przy tym, że mimo wydanych w 2017 roku wytycznych wciąż nie rezygnuje się z zatrudniania pracowników zewnętrznych. Moje wskazówki i inicjatywy były konsekwentnie blokowane - napisał Robert Toennies, który już od dłuższego czasu dąży do przejęcia kontroli nad firmą.

"Temu, że właśnie w rzeźniach liczba zakażeń znacznie przewyższa przeciętną, winne jest z pewnością również korzystanie z pracy zewnętrznej. System taki wiąże się dla wielu pracownic i pracowników z nieznośnymi warunkami mieszkaniowymi, których efektem są wysokie ryzyko infekcji i niewielkie szanse na uchronienie się przed nią" - czytamy w liście. Pracownicy zewnętrzni niemieckiego przemysłu mięsnego to przede wszystkim obywatele państw wschodniej i południowo-wschodniej części Unii Europejskiej.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj