CNN powołuje się na listopadowy raport o zatrudnieniu – w ciągu ostatnich 12 miesięcy przemysł węglowy stracił 8 tys. miejsc pracy, czyli 15 proc. siły roboczej. W zeszłym tygodniu dwie kolejne spółki węglowe, Lighthouse Resources i White Stallion Energy, złożyły wnioski o upadłość. To już czwarta i piąta firma węglowa, która złożyła wniosek o upadłość w ciągu ostatnich pięciu miesięcy – według informacji na BankruptcyData.com wnioski złożyły również Hopewell Mining, FM Coal i CLI USA.

To stosunkowo małe, prywatne przedsiębiorstwa, których bankructwa nie wzbudziły wielkiego zainteresowania – oprócz miast w środkowo-zachodnich, południowych i zachodnich stanach, gdzie znajdują się ich kopalnie. Są to jednocześnie przykłady bolączek, które trawią cały węglowy przemysł w USA.

White Stallion Energy, z siedzibą w Evansville w stanie Indiana, zwolnił praktycznie wszystkich swoich 260 pracowników tuż przed złożeniem wniosku o upadłość. Lighthouse, z siedzibą w Utah i działającymi kopalniami w Montanie zwolnił 76 ze 167 pracowników. Everett King, dyrektor generalny Lighthouse, skomentował: „Jesteśmy głęboko zasmuceni wpływem [redukcji – przyp. red.] na jednostki, rodziny i społeczności. Nadzorowany przez sąd proces reorganizacji jest niezbędny dla Lighthouse (…) i nie mamy żadnej alternatywy”.

Cios dla przemysłu węglowego

Reklama

Peabody Energy, właściciel jednych z największych w kraju kopalni węgla, ostrzegał inwestorów, że jego finanse są na tyle zachwiane, że obecnie istnieją „poważne wątpliwości” co do zdolności do utrzymania się w biznesie. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku firma straciła 1,7 mld dolarów i prowadzi negocjacje z kredytodawcami i posiadaczami obligacji, aby zrestrukturyzować swoje zadłużenie. Kierownictwo Peabody Energy nie ukrywa, że to walka o firmę. Pandemia Covid-19 i jej wpływ na światową gospodarkę, a zwłaszcza na produkcję, jest ciosem dla i tak już zmagającego się przemysłu węglowego.

W USA produkcja węgla spadła o 24 proc. do września – pandemia przyspieszyła to, co wcześniej prognozowano jako długoterminowy spadek zapotrzebowania na węgiel.

Problemy z węglem zaczęły się znacznie wcześniej niż pandemia i recesja. W tym tygodniu Amerykańska Administracja Informacji Energetycznej podała, że produkcja węgla w zeszłym roku spadła o 35 proc. w stosunku do roku 2009, kiedy to gospodarka właśnie wyszła z poprzedniej recesji. Całkowita produkcja spadła do najniższego poziomu od 1978 roku. Wykorzystanie kopalń węgla wyniosło w ubiegłym roku tylko 70 proc., w porównaniu ze średnią 82 proc. w latach 2010-2014. To nie regulacje środowiskowe zabijają zapotrzebowanie na węgiel. Zwiększona konkurencja ze strony tańszych źródeł energii (głównie gazu ziemnego) spowodowała spadek zapotrzebowania na węgiel.

Boom na szczelinowanie hydrauliczne w ostatnich latach nie tylko spowodował wzrost produkcji ropy naftowej, ale także uwolnił wystarczająco dużo gazu ziemnego, aby obniżyć ceny i skłonić przedsiębiorstwa energetyczne do przejścia z węgla na gaz. Spadające koszty odnawialnych źródeł energii, takich jak wiatr i słońce, również zaszkodziły przemysłowi węglowemu.

Na dodatek trwający spór handlowy USA-Chiny, który zmniejszył popyt na rynku pierwotnym węgla. Mimo że Chiny są jedną z głównych gospodarek, które chcą uniknąć recesji wywołanej przez Covida, "chiński import węgla [metalurgicznego] został wyciszony z powodu nieoficjalnych kontroli importu", powiedział Kellow Peabody.