Choć nasilający się kryzys w Grecji zwiększa wprawdzie ryzyko katastrofy w krajach takich jak Portugalia, to w przeciwieństwie do Aten – gdzie politycy coraz chętniej spoglądają w stronę populistycznych rozwiązań – szef rządu w Lizbonie konsekwentnie pozbawia złudzeń przeciwników zaciskania pasa i dotrzymywania międzynarodowych zobowiązań.

- Ten rząd nie będzie prosił ani o więcej pieniędzy, ani o więcej czasu – podkreślał w lutym podczas debaty w parlamencie socjaldemokratyczny premier Pedro Passos Coelho, deklarując dotrzymanie obietnic przeprowadzenia bolesnych reform i oszczędności, w zamian za które Unia Europejska, Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Europejski Bank Centralny przyznały Portugalii pożyczkę w wysokości 78 miliardów euro.
Niższe pensje, mniej świąt i wyższe podatki

Lider Partii Socjaldemokratycznej (PSD) – przynajmniej jak na razie – dotrzymuje złożonej obietnicy. Jego rząd wprowadził głębokie, dwudziestoprocentowe cięcia płac w sektorze publicznym, zlikwidował specjalne premie (odpowiedniki trzynastek i czternastek) dla zarabiających ponad tysiąc euro miesięcznie, a także podniósł podatki. Władze w Lizbonie zdecydowały również o likwidacji od 2013 roku czterech z trzynastu świąt religijnych i państwowych. Portugalczycy będą więc musieli pracować w Boże Ciało, w Dzień Wszystkich Świętych, a także w rocznice: oderwania się Portugalii od Hiszpanii w 1640 roku oraz ustanowienia republiki w roku 1910.

Dzięki polityce restrykcyjnych cięć budżetowych na początku czerwca delegacja trojki (Unia Europejska, Europejski Bank Centralny, MFW) – która już po raz czwarty oceniała, czy Lizbona wywiązuje się ze swoich międzynarodowych zobowiązań – pochwaliła Portugalię za tempo wprowadzanych zmian. Ogłosiła, że kraj ten jest na dobrej drodze, aby zredukować deficyt budżetowy do poziomu 4,5 proc. PKB.

Według Eurostatu w 2010 roku wyniósł on 9,8 proc., a w 2011 roku 4,2 proc. Zeszłoroczny wynik był jednak możliwy tylko i wyłącznie dzięki jednorazowemu transferowi do budżetu pieniędzy z funduszy emerytalnych. Gdyby nie on deficyt w 2011 roku wyniósłby 7,7 proc.

Reklama

Dzięki dobrym notom od delegacji trojki, rząd w Lizbonie otrzyma więc w przyszłym miesiącu kolejną transzę pożyczki, wynoszącą tym razem 4,1 mld euro. W sumie Portugalia otrzyma już około 75 proc. pieniędzy przyznanych przed rokiem przez UE, MFW i EBC. Szef rządu w Lizbonie przekonuje zaś, że jego kraj jest obecnie „silniejszy, rzetelniejszy i bardziej odporny” niż przed rokiem.

- Nie stoimy już na krawędzi przepaści – oświadczył 4 czerwca Pedro Passos Coelho, podkreślając, że jego gabinet wprowadza „najważniejsze od 50 lat reformy strukturalne”. – Portugalia jest dużo lepiej przygotowana na przyjęcie inwestorów i zainicjowanie nowego cyklu inwestycyjnego, a także na jednoczesne odbudowywanie dynamiki wewnętrznego popytu – przekonywał, zaznaczając, że kraj powoli odzyskuje zaufanie rynków.

Vítor Gaspar – portugalski minister finansów – zapewniał zaś na konferencji prasowej, że planowana redukcja deficytu budżetowego do poziomu trzech procent w 2013 roku jest możliwa do osiągnięcia. W 2016 roku – według rządowej strategii – deficyt budżetowy ma wynosić zaledwie 0,6 proc. PKB, a wzrost gospodarczy ma wówczas osiągnąć 2,5 proc.