Forsal logo

WIBOR-na pietruszka. Romantyczne początki znienawidzonego wskaźnika

WIBOR-na pietruszka. Romantyczne początki znienawidzonego wskaźnika
ShutterStock
Stopy WIBOR, które dziś z racji poziomu, na jakim się znalazły, mogą śnić się po nocach setkom tysięcy kredytobiorców coraz mocniej „dociążonych” ratami hipotek, miały całkiem romantyczne początki. Taka jest przynajmniej legenda

Zacząłem pracować w bankowym dealing roomie w drugiej połowie lat 90. WIBOR istniał już od kilku lat, więc całą sprawę znam tylko z opowieści. W Paryżu był oddział Banku Pekao, właściwie każdy, kto zajmował się rynkami, wyjeżdżał tam na praktykę. I właśnie tam grupa dealerów wpadła na pomysł, iż wystarczy zamienić jedną literę, by zamiast LIBOR, London Interbank Offer Rate, mieć WIBOR. Wspominali, że szkic regulaminu napisali, płynąc łódką po Sekwanie – opowiada osoba związana z rynkiem finansowym, która nie chce być cytowana pod nazwiskiem.

Faktycznie było to trochę bardziej skomplikowane. – Mechanizm WIBOR-u stanowił rezultat szerokiej konsultacji środowiska rynku międzybankowego. Proces tworzenia założeń jego funkcjonowania trwał wiele miesięcy. Gdy tworzyliśmy to rozwiązanie, ustalaliśmy sposób kwotowania i inne zasady, była ścisła współpraca z Generalnym Inspektoratem Nadzoru Bankowego i Narodowym Bankiem Polskim. Uzgadnialiśmy wszystko szczegółowo. Nie dało się tego załatwić w trzy spotkania – wspomina Piotr Epsztein, jeden z najbardziej doświadczonych dealerów bankowych w Polsce, długoletni szef departamentu skarbu w Pekao, a później w Banku BPS, jeden z założycieli Stowarzyszenia Dealerów Bankowych Forex Polska, obecnie funkcjonującego jako ACI Polska.

– Na początku lat 90. nie było jednej stawki w odniesieniu do kosztu pieniądza. Z tego, co pamiętam, banki ustalały własne stawki bazowe. One wynikały z dochodowości aktywów i kosztów pasywów. Ale były ustalane przez zarządy i nie miały charakteru parametru rynkowego. To nie odpowiadało faktycznej cenie pieniądza, więc trzeba było coś wymyślić. Wzorców nie trzeba było szukać daleko. Funkcjonowały stopy LIBOR. I my chcieliśmy stworzyć stawkę referencyjną, która byłaby podobna do stawek referencyjnych na świecie – mówi z kolei Andrzej Ladko, długoletni szef obszaru gospodarki pieniężnej i skarbu w Banku Handlowym, później m.in. członek zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz

Redaktor w DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia. Zaczynał w czasie, gdy o stopach procentowych decydował w pojedynkę prezes NBP, czyli w poprzednim tysiącleciu. Pracując w „Dzienniku Gazecie Prawnej” od 2012 r., był twórcą rankingów banków i ubezpieczycieli "Gwiazdy Bankowości" i "Gwiazdy Ubezpieczeń". W tygodniku "Gazeta Bankowa" wymyślił ranking trafności prognoz makroeokonomicznych, który później przeniósł do Gazety Giełdy "Parkiet", gdzie konkurs wciąż ma się dobrze. W 2021 r. nagrodzony Grand Press Economy, w latach 2014 i 2021 laureat Nagrody Dziennikarskiej im. M. Krzaka przyznawanej przez Związek Banków Polskich.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraDeficyt budżetowy Polski w 2025 roku spuchnie. Dług sięgnie 60 proc. PKB »
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Finanse osobiste” i otrzymuj najważniejsze informacje finansowe, które mogą wpłynąć na Twoje finanse osobiste.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj