– Nasza waluta może się osłabić o 3–6 proc., ponieważ w związku z konwersją banki będą musiały spłacić część zobowiązań we frankach i pojawi się dodatkowy popyt na szwajcarską walutę – przestrzega jeden z bankowców. Chodzi o możliwą zamianę na złotowe kredytów frankowych, którą ma umożliwić ustawa, nad jaką pracuje właśnie Sejm.

Wydaje się, że 6 proc. osłabienia to niewiele. Ale taki spadek kursu złotego oznaczałby wzrost kursu w stosunku do euro w okolice 4,55 zł, a franka – do ponad 4 zł.

Na fundusz konwersji banki mają wpłacać w kwartale 0,5 proc. równowartości portfela kredytów walutowych. W skali roku daje to kwotę 2,5 mld zł, co obecnie odpowiada niespełna 0,7 mld franków. Popyt na szwajcarską walutę będzie jednak wyższy. O ile? To zależy od warunków przewalutowania, jakie zaoferują banki. Gdyby oferowały klientom konwersję z 10-proc. upustem (kurs zamiany wynosiłby trochę ponad 3,4 zł), objęłaby ona kredyty o wartości 25 mld zł. Gdyby klientów do przewalutowania zachęciła ulga w wysokości 5 proc. (kurs ok. 3,6 zł), to teoretycznie mogłoby to być nawet 50 mld zł. W takiej sytuacji w ciągu roku możliwe byłoby przewalutowanie połowy obecnego portfela.

Możliwe protesty

Boom w walutowych hipotekach, z jakim mieliśmy do czynienia w drugiej połowie ubiegłej dekady, był jednym z czynników sprzyjających wzrostowi notowań naszej waluty. W szczytowym momencie – latem 2008 r. – za franka płacono mniej niż 2 zł. Ekonomiści wskazywali wówczas, że gdy kwota spłat w skali całego sektora będzie przewyższać wartość nowych hipotek walutowych, kredyty, zamiast wspierać kurs złotego, będą działać w kierunku jego osłabienia.

Wpływ na notowania naszej waluty będzie zależał od tego, jak ostatecznie zadziała mechanizm konwersji. – Ma ona być rozłożona w czasie. Gdyby to się udało, to znaczenie hipotek dla rynku walutowego będzie mniejsze. Ale przewalutowanie będzie się odbywać w ramach określonych procedur. Będzie na nie potrzeba czasu. Zapewne będzie tak, że w jednym banku de facto to przewalutowanie będzie następowało „w paczkach”. A co jeśli np. na koniec kwartału będzie kumulacja w całym sektorze? – pyta retorycznie rozmówca DGP z sektora bankowego.

>>> Czytaj też: Szef podkomisji frankowej składa poprawkę: Niektóre banki zostaną wyłączone z systemu konwersji

Wiąże się z tym dodatkowy problem: bankom trudno będzie o równe potraktowanie klientów. Osoba, która w obecnych warunkach dostałaby ofertę 10-proc. upustu na kursie walutowym, na każdego franka otrzymałaby 38 gr. Po 5-proc. deprecjacji taka sama ulga w ujęciu procentowym dawałaby już ponad 40 gr na franka. Jeśli kurs konwersji dla wszystkich klientów miałby być taki sam, zmieniałaby się wartość ulgi w ujęciu procentowym. Zdaniem części bankowców to zróżnicowanie może spowodować protesty osób, które będą oceniały, że dostały mniej.

Kryteria socjalne

Osłabienie złotego miałoby niekorzystny wpływ także na same banki: im wyższy kurs obcych walut, tym także większe wpłaty banków na fundusz konwersji.

‒ Jak dotąd nie zajmowaliśmy się żadnym przygotowaniami do konwersji kredytów, jeśli chodzi o finansowanie czy kapitał – mówił w ubiegłym tygodniu na spotkaniu z dziennikarzami Joao Bras Jorge, prezes Banku Millennium. Udział hipotek walutowych w portfelu tej instytucji to niemal 27 proc. Według niego kluczowe jest ustalenie „kryteriów socjalnych”, które będą decydowały o tym, do których klientów banki powinny w pierwszej kolejności zwracać się z ofertą przewalutowania. – Gdyby ich nie było, to najprostszym rozwiązaniem byłoby zaproponowanie tego najbogatszym osobom. To wymagałoby ze strony banków najmniej pracy. Takie osoby mają też depozyty, których mogą użyć do spłaty zadłużenia – oceniał szef Millennium. Jego zdaniem, aby pomoc miała sens, należałoby ją skierować do osób, które mają najwyższą relację bieżącej raty do wynagrodzenia. To one bowiem w największym stopniu cierpią przez umocnienie franka do złotego.

„Kurs sprawiedliwy”

Gdy pod koniec 2014 r. na ustawowe przewalutowanie kredytów walutowych zdecydowali się Węgrzy, w operację zaangażował się bank centralny. Konwersji dokonywano po bieżącym kursie rynkowym. Narodowy Bank Polski nie zaproponował dotychczas rozwiązania, które mogłoby łagodzić wpływ przewalutowania frankowych hipotek na złote. Trzy lata temu, gdy pojawiła się pierwsza propozycja prezydenta Andrzeja Dudy – przewalutowania po „kursie sprawiedliwym” – NBP ostrzegał, że jednorazowa zamiana kredytów walutowych na złote będzie miała niekorzystny wpływ na notowania naszego pieniądza.

  • 104,8 mld zł - taka była w końcu listopada ub.r. wartość kredytów hipotecznych we frankach
  • 25,2 proc. - taki był udział kredytów frankowych w ogólnej kwocie hipotek w krajowych bankach
  • 9,1 mld dol. - średnia dzienna wartość obrotów na krajowym rynku walutowym w kwietniu 2016 r. (na podstawie prowadzonego co trzy lata badania Banku Rozliczeń Międzynarodowych)