32 samoloty F-35 plus jeden dodatkowy silnik oraz wsparcie logistyczne i szkoleniowe ma kosztować nie więcej niż 6,5 mld dol., czyli ok. 25 mld zł. Taki komunikat wydała amerykańska DSCA (Defense Security Cooperation Agency) w ubiegłym tygodniu.

Teraz czekamy na oficjalną zgodę Kongresu, która powinna zostać wydana w najbliższych dniach. Samoloty kupujemy w procedurze Foreign Military Sales. – Do tej ceny nie ma co się przywiązywać, bo ona będzie zależna od tego, co my faktycznie wybierzemy. To jest górny limit, ostateczna wycena może być o kilkadziesiąt procent niższa – mówi gen. Adam Duda, były szef Inspektoratu Uzbrojenia odpowiedzialnego za zakup sprzętu dla Wojska Polskiego. Trzeba jednak pamiętać, że to cena netto, czyli trzeba do niej doliczyć jeszcze 23 proc. VAT.

Leci miliard za miliardem

Podstawowym sposobem, by obniżyć wartość tej transakcji, jest po prostu zakup mniejszej liczby samolotów, czyli np. jednej eskadry (16 sztuk) zamiast dwóch. Choć wtedy koszt jednostkowy samolotu może być większy, to jednak suma będzie znacznie niższa. Taki wariant wydaje się jednak mało realny, ponieważ jeszcze w ubiegłym tygodniu minister obrony Mariusz Błaszczak stwierdził, że „zamawiamy 32 samoloty”. Ostateczna cena może również zależeć od tego, jaki poziom sprawności bojowej zapewni producent. Nieco upraszczając, chodzi o to, czy statek będzie gotowy do działania przez 30 czy przez 60 proc. dni w roku – jest to związane m.in. z czasem dostaw części zamiennych. O takiej możliwości słyszeliśmy od naszych rozmówców zarówno w przemyśle, jak i w wojsku. Jednak ani resort obrony, ani produkujący samoloty F-35 koncern Lockheed Martin na pytania DGP w tej kwestii nie odpowiedziały. Z kolei podnosić cenę będzie offset, czyli zakup technologii przy okazji zakupu uzbrojenia. O ile nie ma się co łudzić, że pozyskamy jakiekolwiek znaczące technologie, jeśli chodzi o samoloty F-35, to realne jest zwiększenie zdolności do serwisowania F-16. Jeśli zdecydujemy się na taki zakup, to będzie to co najmniej kilkaset dodatkowych milionów złotych.

To, czego nie ma w komunikacie DSCA, to koszt przygotowania bazy dla nowych statków powietrznych. Nasze F-16 stacjonują w Krzesinach (dwie eskadry) i Łasku (jedna eskadra). Dla F-35 potrzebna będzie nowa lokalizacja (np. Nowe Miasto nad Pilicą) albo modernizacja w dotychczasowych bazach lotniczych, np. w Mińsku Mazowieckim czy Malborku. – Taka inwestycja będzie kosztować na pewno ponad miliard złotych, a raczej dwa lub trzy – mówi DGP oficer, który jest w służbie i zajmuje się zakupami sprzętu. Obecnie magazyny wojskowe dla nowoczesnego sprzętu to obiekty bardzo zaawansowane technicznie – w środku mają m.in. regulację temperatury czy wilgotności powietrza.

Skąd środki? A może cięcia

Na obecnym etapie trudno oszacować całkowite koszty tego programu. Wiadomo, że będzie to co najmniej kilkanaście miliardów złotych, a może być znacznie więcej. Problem w tym, że w budżecie resortu obrony wolnych środków nie ma i jeśli miałyby się znaleźć, to trzeba dokonać radykalnych cięć w innych programach zbrojeniowych. By tego uniknąć, można pokusić się o finansowanie tego zakupu oddzielną ustawą – tak zrobiono w przypadku samolotów F-16. Jednak na razie takiego projektu w procesie legislacyjnym nie ma, mimo że wspominał o tym m.in. prezydent Andrzej Duda. Drugą możliwością finansowania byłaby wieloletnia pożyczka od rządu USA – jednak o takim scenariuszu na razie nikt oficjalnie nie mówi.

Zakupowa wolna amerykanka

Oprócz braku wydzielonych środków na zakup samolotów problemem jest sam tryb, w jakim ta transakcja jest prowadzona. – Mając na uwadze zmiany w środowisku bezpieczeństwa, jak i pogarszający się stan poradzieckiej techniki lotniczej, minister obrony narodowej polecił podjąć pilne działania zmierzające do pozyskania samolotów piątej generacji. Powyższe zostanie przeprowadzone zgodnie z wymaganiem operacyjnym kr. „Harpia”, w oparciu o obowiązujące w resorcie przepisy oraz zgodnie z procedurami FMS (Foreign Military Sales) – informowali nas w maju urzędnicy Ministerstwa Obrony. Z tym, że w ramach programu Harpia najpierw powinna zostać zakończona procedura analityczna, później przeprowadzone studium wykonalności i na tej podstawie szef Inspektoratu może wystąpić z wnioskiem do ministra o zakup danego uzbrojenia. W tym przypadku tak nie było. Mimo że MON wysłał pytania także do innych producentów samolotów, to z podejmowaniem decyzji nie poczekał nawet na odpowiedzi. Wydaje się, że w przypadku zakupu samolotu F-35 może być podobny scenariusz jak przy zakupie samolotów dla VIP, które zostały kupione z naruszeniem procedur. Urzędnicy, którzy odpowiadali za tamten zakup, tłumaczyli się m.in. przed rzecznikiem dyscypliny finansów publicznych.

Niejasnym zagadnieniem jest także to, kto będzie prawnym właścicielem maszyn i danych, które będą one pozyskiwać. Także na pytanie w tej sprawie resort obrony nie odpowiedział.

>>> Czytaj też: Atak na rafinerie to krok w stronę otwartej wojny na Bliskim Wschodzie [WYWIAD]