Czy w polskich sklepach spożywczych może tego zabraknąć? Wszyscy to kupują. Puste półki już mają u Niemców

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
29 marca 2025, 18:35
Sieć supermarketów testuje nowe rozwiązania
Sieć supermarketów testuje nowe rozwiązania/shutterstock
Ceny jaj rosną w zastraszającym tempie. Ludzie w sklepach łapią się za głowy, bo za pasem Wielkanoc. A jajka potrzebne są nie tylko do świątecznego koszyka, ale także do wypieków, co przyprawia o ból głowy cukierniczą branżę. Czy może czekać nas taki czarny scenariusz jak w Niemczech, gdzie niektóre sieci handlowe już wprowadziły zakupowe limity? 

Z tygodnia na tydzień jest ich coraz mniej, a ceny gwałtownie rosną. Z taką jajeczną katastrofą mierzą się Niemcy. Jak poinformowała Deutsche Eier-Union, główna organizacja zrzeszająca producentów jaj u naszych zachodnich sąsiadów, pierwsze sieci handlowe już wprowadziły zakupowy limit. Nie ma przy tym szans na tradycyjne wiosenne promocje cenowe związane ze świętami – ostrzega branżowa organizacja, co brzmi przygnębiająco, tuż przed Wielkanocą, kiedy zapotrzebowanie na jaja wzrasta.

Dlaczego jaja drożeją 

Głównym powodem tego kryzysu jest epidemia grypy ptaków, która wymusiła masowy ubój kur niosek w wielu europejskich krajach. Problem dotyczy nie tylko Niemców, ale także inne państwa, w tym Polskę. Zaraza szczególnie dotknęła Wielkopolskę. Tamtejsi hodowcy musieli wybić ponad 1,7 mln kur. Według danych Głównego Inspektoratu Weterynarii, w 2025 roku w całym kraju odnotowano dwadzieścia pięć ognisk ptasiej grypy, co doprowadziło do utylizacji ponad 2 mln sztuk drobiu.

Czy w Polsce może zabraknąć jaj? 

Czy i w Polsce może się zdarzyć niemiecki scenariusz z limitowaniem sprzedaży?   I u nas ceny jaj rosną w zastraszającym tempie i przyczyniła się do tego nie tylko ptasia grypa. Serwis rolnikinfo.pl przytaczał opinię Katarzyny Gawrońskiej, dyrektor Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz, która wskazywała,  że hodowcy popełnili błąd w prognozach dotyczących popytu, co doprowadziło do tego, że na rynku pojawiło się o 3,8 mln mniej piskląt kur niosek niż rok wcześniej. W efekcie liczba młodych kur spadła o 12,4 proc., co oznacza mniej jaj w obiegu.

Teraz w handlu detalicznym za sztukę trzeba płacić od 1 do 1,5 złotych - podaje rolnik.info.pl. Krajowa Izba Producentów Drobiu i Pasz uspokaja, że wzrost cen jajek ma charakter przejściowy, a w Polsce nie zabraknie tego produktu. Produkcja jajek przewyższa zapotrzebowanie o około 30 proc., a w razie potrzeby eksport może zostać ograniczony. Według prognoz najbliższe miesiące przyniosą stabilizację cen, bez gwałtownych wzrostów – pisze serwis.

Z kolei prezes Krajowej Federacji Hodowców Drobiu i Producentów Jaj Paweł Podstawka wskazał w rozmowie z PAP, że po raz pierwszy od dwóch lat w Polsce wzrosła liczba wylęgów kur niosek, co – jak podkreśla - jest sygnałem świadczącym o reakcji producentów na kryzys na rynku jaj, wywołany grypą ptaków.

W styczniu 2025 roku w polskich fermach drobiu liczba wylęgów niosek wzrosła o 8,6 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego, do 3,2 mln. W tym samym okresie 2024 roku było 2,9 mln wylęgów, w 2023 r. - 3,3 mln i 3,8 mln w 2022 roku.

Branża reaguje

- Mamy sygnał świadczący o zwiększonej ilości kur niosek w polskich fermach, co daje szanse na wzrost podaży jaj i powstrzymanie dalszego wzrostu ich cen. Oczywiście, w sytuacji, gdy w ciągu ostatnich miesięcy w Polsce z powodu grypy ptaków wybito około 6 milionów kur, w tym blisko trzy miliony niosek, przywrócenie stanu pełnej równowagi może potrwać kilka miesięcy. Jednak widoczny wzrost to dowód na reakcję branży, która nie tylko zauważyła potencjał wzrostowy w opłacalności produkcji, ale także podjęła decyzję o odnowieniu stad, by sprostać oczekiwaniom rynku - powiedział prezes Krajowa Federacja Hodowców Drobiu i Producentów, która skupia właścicieli ferm odpowiedzialnych za ponad 60 procent produkcji jaj w Polsce.

Jest jeszcze i inny jajeczny wątek

W Polsce brakuje jaj z chowu bezklatkowego. Okazało się, że sieci handlowe, które deklarowały wycofanie ze sprzedaży takich jaj, sprowadzają je z zagranicy, ale o kraju ich pochodzenia nie informują. Klienci przekonani, że wkładają do sklepowych koszyków rodzimy produkt, tak naprawdę kupowali jajka z Holandii i Rumunii. Alarm w tej sprawie podniosła dyrektor Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz Katarzyna Gawrońska. 

W jej opinii za brak jaj w sklepach nie ponoszą winy polscy producenci, lecz polityka handlowa konkretnych sieci handlowych. - Mimo występującej w Polsce grypy ptaków wewnętrzna produkcja jaj jest wystarczająca, by zaspokoić krajowe potrzeby. Niestety, niektórzy detaliści podjęli ryzykowne decyzje o rezygnacji ze sprzedaży jaj klatkowych, co prowadzi obecnie do sytuacji, w której polskie pakownie jaj muszą importować jaja ściółkowe spoza Polski –  powiedziała Gawrońska cytowana przez PAP. 

Polska jest dużym producentem jaj, ale głównie pozyskiwane są one z chowu klatkowego, przestawienie się na inny chów jest niezwykle kosztowne i jest to długi proces. Według danych resortu rolnictwa w 2023 roku w systemie klatkowym hodowano około 72 proc. kur niosek, nieco ponad 20 proc. - na wolnym wybiegu, 5,8 proc. - w systemie ściółkowym, a produkcja ekologiczna jaj stanowiła niecały 1 proc.

 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj