Publikowane w sezonie wynikowym dane statystyczne i makroekonomiczne sugerują, że droga będzie dużo dłuższa niż sądzili optymiści.

Na samym początku sezonu wynikowego ogłoszono dane o dynamice PKB USA w II kwartale tego roku. Dynamika była ujemna i wyniosła minus 32,9 proc. – gdy wyniki trzech wiosennych miesięcy ekstrapolujemy na cały rok i o 9,5 proc. – gdy odniesiemy je do tego samego kwartału rok wcześniej.

Amerykański eksport – w ujęciu zanualizowanym – skurczył się o ponad 64 proc., import o ponad 53 proc., a wydatki konsumentów – odpowiadają za niemal ⅔ PKB – o 34,6 proc. rok do roku. Spadek wydatków konsumenckich, które w I kwartale, gdy pandemia w USA dopiero się zaczynała, obniżyły się już o 5 proc., był nieznacznie niższy niż oczekiwano. Przed głębszym spadkiem popyt uchroniło 1,4 bln dolarów przeznaczone przez rząd na ratunkowe wypłaty wynagrodzeń i bezpośrednie wypłaty zasiłków dla bezrobotnych.

Głębokość spadków wskaźników jest widoczna w wynikach znacznej części firm i to mimo, że wiele z nich działa na rynkach międzynarodowych, w tym w Chinach, gdzie II kwartał przyniósł wyraźną poprawę koniunktury.

Wśród notowanych na NYSE i Nasdaq spółek są też takie, które – jak firmy technologiczne, w tym przede wszystkim te największe – pośrednio lub bezpośrednio skorzystały na ogłoszonym z powodu pandemii lockdownie. Oceniając wyniki i jednej i drugiej grupy firm, warto odnieść je do uśrednionych oczekiwań analityków. To pozwala zrelatywizować rzeczywiste osiągnięcia spółek.

Reklama

Karty opowiadają o konsumentach i biznesie

Ponad 29 proc. spadku (do 7,7 mld dolarów) kwartalnych przychodów American Express, wystawcy kart kredytowych używanych m.in. przez duże, zwłaszcza amerykańskie korporacje wygląda źle, ale informacja, że firma utworzyła 1,6 mld dolarów – wzrost o niemal 100 proc. rok do roku – rezerw na potencjalne straty prowizji od transakcji kartami jest jeszcze gorszą wiadomością, bo świadczy o kłopotach finansowych użytkowników.

Publikując raport, AmEx dostarczył istotnych informacji o aktywności klientów, w tym biznesowych: o ile w kwietniu liczba transakcji była o 40 proc. mniejsza niż rok wcześniej, o tyle w połowie lipca spadek rok do roku wynosił ok. 20 proc.

Raporty o liczbie transakcji kartami opowiadają także – często lepiej niż wyniki finansowe spółek – o tym, co dzieje się w różnych branżach. Z danych NPD Group obejmujących transakcje w 75 sieciach gastronomicznych wynika, że po szybkim spadku w pierwszych tygodniach marca ostatnie dni I kwartału przyniosły stabilizację na poziomie o ponad 40 proc. niższym niż rok wcześniej. Od 12 kwietnia zaczęło się odrabianie strat. W czerwcu liczba transakcji była o ok. 10 proc. niższa niż rok wcześniej, ale aktywność użytkowników przestała rosnąć.

Sieci gastronomiczne różnie radziły sobie z lockdownem. Spadki liczby transakcji były mniejsze w sieciach szybkiej obsługi niż w tych, które oferują pełen zakres usług. Z trójki sieci szybkiej gastronomii – McDonald’s, Starbucks i Wendy’s – dwie pierwsze firmy twierdziły, że odczuły w wynikach to, że ludzie pracujący z domu częściej niż do tej pory sami gotowali. Weddy’s na to się nie uskarżał, bo – jak twierdzi – obserwował wzrost popytu na nowe dobrze oceniane w social media menu. Firma skończyła II kwartał z 8 proc. spadkiem przychodów, a jej obroty zaczęły odbudowywać się w czerwcu. Wzrost był też kontynuowany w lipcu. Spadek przychodów McDonald’s sięgał niemal 31 proc. i był nieznacznie wyższy niż oczekiwali analitycy. Na wyniku zaważyła sprzedaż na dużych rynkach zagranicznych. Z kolei Starbucks odnotował spadek sprzedaży o 38 proc., a jego wyniki były zauważalnie lepsze od oczekiwań analityków.

Spory wpływ ma poziom przychodów sieci i lokali gastronomicznych miało to, czy i jak szybko były one w stanie zaoferować sprzedaż na wynos i/lub z dostawą do klienta. Na tych dostawach wyraźnie skorzystał Uber. O ile przychody firmy z pośrednictwa w przewozach spadły o 67 proc. do 790 mln dolarów, to te związane z dowozem jedzenia wzrosły o ponad 100 proc. do ponad 1,2 mld dolarów. Lift, mniejszy konkurent Ubera (jest też operatorem wypożyczalni skuterów i hulajnóg) odnotował 61 proc. spadek przychodów. Firma twierdzi, że widzi „odbicie” na rynku – w lipcu liczba zrealizowanych przewozów była o 78 proc. wyższa niż w kwietniu, najgorszym w tym roku miesiącu – i podtrzymuje zapowiedź, że w IV kwartale 2020 r. osiągnie „skorygowany zysk” i to mimo tego, że liczba obsługiwanych przewozów będzie wówczas o 20-25 proc. niższa niż w październiku 2019 r.

Trendy sygnalizowane w danych NPD Group nie odbiegają od tych, które widzi bank JP Morgan dla ogółu karcianych transakcji konsumentów. Według banku, od połowy czerwca liczba transakcji przestała odrabiać straty w porównaniu z tym samym okresem 2019 r. i jest na poziomie ok. 10 proc. niższym niż rok wcześniej.

Potężne, wyraźnie wyższe od spodziewanych spadki przychodów widać w wynikach kwartalnych globalnych sieci hoteli. Pandemia uderzyła w nie szczególnie mocno. Przychody Marriott International spadły o ponad 72 proc. do niespełna 1,5 mld dolarów, Hyatt Hotels o 89 proc. do 250 mln dolarów, zaś Hilton Worldwide Holdings o ponad 77 proc. do 564 mln dolarów.

Oferujący pośrednictwo m.in. w rezerwacji pokoi hotelowych i biletów lotniczych Booking Holdings odnotował w II kwartale 84 proc. spadek przychodów do 630 mln dolarów.

Sieci hotelowe pod koniec II kwartału obserwowały wzrost liczby zajętych pokoi. Zaznaczały, że był on różny na różnych rynkach i zależał od tempa znoszenia restrykcji, a także od zachowań klientów wobec pandemii. Marriott poinformował inwestorów, że o ile w kwietniu w ujęciu globalnym wskaźnik zajętości pokoi wynosił 11 proc., o tyle w I tygodniu sierpnia było to już 34 proc. Booking Holdings, który w kwietniu obsłużył o 85 proc. rezerwacji pokoi mniej niż rok wcześniej, w lipcu spadek szacował na 35 proc. Sygnalizował, że obserwuje wzrost liczby rezerwacji noclegów w miejscach atrakcyjnych turystycznie, co może być oznaką, że część osób pracujących z domu zdecydowała się to robić poza miejscem stałego zamieszkania.

Lockdown zmroził przemysł

Wyniki wielkich amerykańskich firm przemysłowych takich jak Boeing, GE, DuPont czy Caterpillar oraz motoryzacyjnych jak GM, Ford, czy Harley-Davidson w II kwartale były bardzo złe. Jak wynika z danych Departamentu Handlu aktywność przemysłu zaczęła powoli rosnąć w maju i kontynuowała wzrost w czerwcu.

Raporty amerykańskich koncernów motoryzacyjnych – z wyłączeniem Tesli – odzwierciedlały 34 proc. spadek sprzedaży pojazdów w USA w II kwartale i spadek globalnej sprzedaży. Na wyniki wpływ miał również wymuszone lockdownem przerwy w produkcji. Harley w USA sprzedał o 27 proc. motocykli mniej niż rok wcześniej, a jego globalne przychody zjechały o 53 proc. GM odnotował także 53 proc. spadek globalnej sprzedaży do 16,8 mld dolarów, a Ford – o 50 proc. do 19,4 mld dolarów.

Koncerny motoryzacyjne sygnalizują, że letnie miesiące przyniosły odbicie, ale chętniej niż o prognozach na drugą połowę roku mówią o planach produkcji aut autonomicznych, czy elektrycznych oraz o cięciu kosztów, które ma przynieść oszczędności i zmniejszyć zapotrzebowanie na gotówkę.

Kłopoty branży motoryzacyjnej silnie odczuli dostawcy tacy jak DuPont, który produkuje materiały i tworzywa wykorzystywane m.in. w motoryzacji. Wyraźnie, bo 34 proc. niższą sprzedaż działu motoryzacyjnego spółki częściowo zamortyzował wzrost tych części firmy, które dostarczają materiały przemysłowi elektronicznemu, a także spożywczemu. Przychody spółki skurczyły się o 12 proc. do 4,8 mld dolarów, co było jednym z mniejszych spadków w amerykańskiej i europejskiej branży chemicznej. Firma oceniła, że perspektywy dostawców koncernów motoryzacyjnych są niepewne i zdecydowała się na pełny odpis swych aktywów motoryzacyjnych.

Boeing, w którego wynikach znaczącą rolę odgrywa produkcja samolotów pasażerskich i cargo, odnotował 25 proc. spadek przychodów do 11,8 mld dolarów i 71 proc. spadek dostaw komercyjnych samolotów.

Firma spodziewa się, że odbudowa popytu na samoloty pasażerskie potrwa przynajmniej trzy lata. Tym samym oczekuje, że kłopoty linii lotniczych na całym świecie, w tym bankructwa nie skończą się szybko. Koncern przewiduje, że produkcja dla wojska będzie w 2020 r. na ubiegłorocznym poziomie.

Boeing zapowiedział, że w 2021 r. zmniejszy produkcję szerokokadłubowych modeli 777 i 787 odpowiednio do dwóch i sześciu sztuk miesięcznie i oświadczył, że wróci ona do normalnego poziomu (w przypadku 787 jest 10-11 sztuk w miesiącu) za trzy lata.

Kłopoty Boeinga i jego największego konkurenta – europejskiego Airbusa – mocno odczuwają kooperanci, w tym GE, które obu sprzedaje silniki. Dział lotniczy koncernu odnotował głębszą od oczekiwanej, 44 proc. utratę przychodów do 4,4 mld dolarów. Segment energetyczny i energetyki odnawialnej GE miały sprzedaż lepszą od spodziewanej – odpowiednio 4,2 mld dolarów i 3,5 mld dolarów; spadek o 11 proc. i 3 proc. – a przychody działu produkującego sprzęt medyczny – w tym tak poszukiwane w czasie pandemii urządzenia do mechanicznej wentylacji – po spadku o 21 proc. do 3,9 mld dolarów były zgodne z oczekiwaniami. Całkowite przychody koncernu skurczyły się o 24 proc. do 17,8 mld dolarów i były nieco lepsze od prognoz analityków.

Caterpillar, jeden z największych światowych producentów maszyn budowlanych i górniczych, a także silników dieslowskich i turbin gazowych zasygnalizował, że po obniżce przychodów w II kwartale o niemal ⅓ nie widzi na razie wzrostu popytu. Twierdzi, że dwucyfrowe spadki odnotowała we wszystkich regionach.

Jednym z przemysłowych beneficjentów pandemii był Clorox. W drugim kwartale przychody produkującej środki czystości wykorzystywane zarówno przez służbę zdrowia, jak i gospodarstwa domowe spółki wzrosły o 22 proc. do niemal 2 mld dolarów. Publikując wyniki, Clorox zaznaczył, że trudno mu jest przewidzieć, jak będzie się rozwijała sprzedaż w kończącym się w czerwcu 2021 r. roku finansowym. Ostrożnie ocenia, że osiągnie „niski jednocyfrowy wzrost” przychodów.

Śmielej w przyszłość patrzy produkujący środki czystości i higieny osobistej Procter & Gamble. Firma jest zdania, że wyższy popyt na jej produkty utrzyma się w przyszłości, bo pandemia wprowadziła na trwałe nowe standardy higieny w domach i firmach. P&G w II kwartale sprzedaż zwiększył o 4 proc. do 17,7 mld dolarów.

Półprzewodnikowy misz-masz

II kwartał nie był łaskawy dla wszystkich firm technologicznych. Dla Cisco, czołowego producenta sprzętu do budowy sieci ostatni kwartał był trzecim z rzędu, w którym jego przychody spadały. Były niższe o 9 proc. niż rok wcześniej, ale nieznacznie lepsze od oczekiwanych przez rynek. Wyniosły blisko 12,2 mld dolarów. Cisco zapowiedziało, że oczekuje też spadku w III kwartale, co rynek jednoznacznie odczytał w ten sposób, że główni klienci – a są nimi m.in. duzi operatorzy, centra danych i administracja publiczna – nadal tną inwestycje.

Firmy działające na rynkach półprzewodników mają niejednoznaczną ocenę przyszłości. Jedni – jak Micron Technology – chłodzą nastroje, a inni – jak Applied Materials, AMD i Intel – są zdania, że ich klienci kłopoty mają już za sobą.

Micron, największy amerykański producent pamięci do komputerów, smartfonów i konsol w połowie sierpnia zasygnalizował, że za sprawą recesji jego sprzedaż w letnich miesiącach będzie słabsza niż przewidywał niespełna trzy miesiące wcześniej i odwołał zapowiadające wzrost prognozy. W zakończonym w końcu maja II kwartale spółka, która rywalizuje m.in. z koreańskim Samsungiem, odnotowała 14 proc. wzrost sprzedaży do 5,4 mld dolarów, w tym 21 proc. w przypadku pamięci do smartfonów i o 13 proc. w przypadku pamięci do komputerów.

Produkujący sprzęt do wytwarzania półprzewodników Applied Materials zaskoczył rynek lepszą od spodziewanej sprzedażą (wzrost o 23 proc. do 4,4 mld dolarów) i optymistyczną – wyższą od oczekiwanej przez analityków – prognozą na III kwartał. W maju spółka sygnalizowała, że pandemia zmniejszy jej sprzedaż o ok. 650 mln dolarów, a prezentując w połowie sierpnia raport kwartalny podała, że większość z tego spadku jest już w wynikach. Firma nie widzi zagrożeń dla wzrostu, bo popyt na nowe urządzenia ze strony producentów chipów znów rośnie, co może oznaczać, że klienci przygotowują się do odbudowy popytu za kilka, kilkanaście miesięcy.

Optymistycznie na drugą połowę roku patrzy Intel, którego przychody wzrosły w II kwartale o 20 proc. do bez mała 20 mld dolarów i były wyraźnie wyższe od oczekiwanych. Największy światowy producent procesorów spodziewa się dobrej drugiej połowy roku (ma prognozy wyższe niż analitycy) m.in. za sprawą rosnącego popytu na procesory do serwerów instalowanych w centrach danych, a także utrzymania się wywołanego lockdownem popytu na PC.

AMD, mniejszy konkurent Intela odnotował 26 proc., lepszy od oczekiwanego wzrost przychodów do ponad 1,9 mld dolarów i prognozuje, że w III kwartale przychody zwiększy do 2,55 mln dolarów, a więc lepiej niż sądzą analitycy. Tak jak Intel, spodziewa się, że w II połowie roku światowy rynek PC wzrośnie oraz przewiduje, że jego roczne przychody zwiększą się o 32 proc. (w kwietniu prognozowała 25 proc. wzrost) m.in. dlatego, że Microsoft i Sony w nowych konsolach stosować będą procesory AMD.

Wśród technologicznych gigantów tylko Google odczuł pandemię

W związku z pandemią aktywność konsumentów, a także wielu firm – ze względu na pracę zdalną – przeniosła się do internetu. To w e-sklepach robione były zakupy, to w sieci szukano rozrywki, a także narzędzi i usług przydatnych czy to w edukacji na odległość, czy to w pracy z domu.

Zadziałała zasada, że silne, dobrze zarządzane firmy w czasie kryzysu robią się jeszcze silniejsze.

Związane z pandemią ograniczenia i zagrożenia uwypukliły rynkowe przewagi wielkich spółek technologicznych takich jak Amazon, Alphabet (właściciel Google), Facebook, Microsoft, czy Apple. Zadziałała zasada, że silne, dobrze zarządzane firmy w czasie kryzysu robią się jeszcze silniejsze.

Amazon, którego przychody wzrosły w II kwartale o 40 proc. do niemal 89 mld dolarów korzystał na tym, że sieci handlowe zamykały sklepy (a niektóre bankrutowały), a pozostający w domach konsumenci kupowali przez internet. Poza tym rósł – ale słabiej niż spodziewali się analitycy – popyt na usługi centrów danych, które Amazon oferuje pod marką AWS. Sprzedaż AWS wzrosła o 29 proc. do niemal 11 mln dolarów. Amazon sądzi, że w trzech letnich miesiącach – mimo częściowego odmrożenia gospodarki, w tym w USA – przychody będą zbliżone do osiągniętych w II kwartale.

EBay, mniejszy konkurent Amazona na rynku e-handlu odnotował tylko 19 proc. wzrost przychodów do 2,9 mld dolarów.

Apple, który podczas pandemii czasowo zamknął wiele sklepów, dzięki sprzedaży internetowej odnotował 11 proc. wzrost przychodów do niemal 60 mld dolarów, co mocno zaskoczyło analityków, którzy spodziewali się spadku.

Przychody Facebooka wzrosły o 11 proc. do niemal 19 mld dolarów i były wyższe od oczekiwanych. Pandemia sprawiła, że aktywność użytkowników – w ujęciu miesięcznym – była o 12 proc. wyższa niż rok wcześniej. Jak poinformowano podczas konferencji wynikowej, w pierwszych trzech tygodniach lipca przychody były – mimo ogłoszonego przez wiele amerykańskich korporacji i firm miesięcznego bojkotu reklamowego związanego z brakiem reakcji Facebooka na język nienawiści – 0 10 proc. wyższe niż rok wcześniej.

O ile Facebook w II kwartale nie odnotował spadku przychodów z reklam, o tyle zaobserwował go Alphabet. Dotyczy to wyszukiwarki Google (spadek o 11 proc.), co w części zostało zrekompensowane lepszymi wpływami reklamowymi serwisu wideo YouTube (o 6 proc.) oraz z usług centrów danych (wzrost o 43 proc.). Alphabet był jedyną wielką firmą technologiczną, której przychody w II kwartale spadły. Był to pierwszy ich spadek w historii spółki. Przychody wyniosły ponad 38 mld dolarów i były o 2 proc. mniejsze niż rok wcześniej, ale wyższe od prognozowanych przez analityków.

Microsoft odnotował 13 proc. wzrost kwartalnej sprzedaży do 38 mld dolarów. Pandemia zwiększyła popyt na oferowane przez spółkę usługi chmury obliczeniowej i data center (był jednak słabszy od oczekiwań analityków), a także wideokonferencji. Jednocześnie osłabł popyt na zakup licencji na oprogramowanie – ze strony małych i średnich firm wręcz spadł. Słabsze były też przychody serwisu LinkedIn. W segmencie usług konsumenckich odnotowano wzrost przychodów z licencji na system operacyjny Windows, a także m.in. z gier i rozrywki on-line, a spadły – podobnie jak w przypadku Google – przychody reklamowe związane z usługami wyszukiwania.

– To czas wielkich firm technologicznych. To one są ostoją konsumentów. Wszyscy inni ponoszą koszty – uważa Dan Ives, analityk Wedbush Securities i dodaje, że wywołany pandemią kryzys przyspieszył ich rozwój o około dwa lata.

Tomasz Świderek

Źródło nieznane