Dotychczasowy sposób pozyskiwania czystej ekologicznie energii elektrycznej oparty na elektrowniach wiatrowych i słonecznych generujących prąd niestabilnie i wymagających opartych na węglu mocy manewrowych okazał się nad Dnieprem potrójnie szkodliwy. Taryfy na zieloną energię są zawyżone w stosunku do cen rynkowych, a węglowe moce manewrowe doprowadziły na skraj bankructwa ukraińską energetykę atomową dającą czystą ekologicznie i tanią energię, której wytwarzanie sztucznie ograniczono metodami administracyjnymi, a w dodatku generacja manewrowa oparta jest na zbudowanych w czasach ZSRR i niemal nie modernizowanych od tego czasu elektrowniach węglowych skutecznie zatruwających środowisko naturalne.

Miliardy na wiatr

Reklama

Na początku ubiegłego roku zadłużenie państwa wobec właścicieli elektrowni pracujących na “zielonej taryfie” szacowano na 22 mld hrywien. Ukraiński parlament próbując ratować sytuację jeszcze latem 2020 roku uchwalił ustawę, która obniżyła dotychczasowe taryfy o 7,5 proc. dla elektrowni wiatrowych i do 15 proc. dla słonecznych. Jednocześnie dla nowych elektrowni ograniczono czas obowiązywania “zielonej taryfy”.

Mimo to w maju tego roku zadłużenie wciąż sięgało jeszcze 17,6 mld hrywien.

W ukraińskim ministerstwie energetyki szacują, że jeśli nic się nie zmieni w zakresie dopłat do zawyżonych w porównaniu z rynkowymi taryf na energię z elektrowni słonecznych i wiatrowych, nasz sąsiad do 2029 r. straci od 10 do nawet 20 mld dolarów. Te pieniądze, zamiast zostać przeznaczone np. na cierpiące na chroniczny brak środków edukację, czy służbę zdrowia w większości osiądą na kontach zagranicznych właścicieli “zielonych” elektrowni.

Dysproporcja pomiędzy znaczeniem „zielonej energetyki” dla bilansu energetycznego Ukrainy a korzyściami finansowymi osiąganymi przez działające w tym segmencie firmy jest przy tym ogromna. Według danych odpowiadającej za regulacje taryfowe Narodowej Komisji Regulacji Energetyki i Usług Komunalnych na energetykę odnawialną stanowiącą 8 proc. ogółu generacji nad Dnieprem przypadało aż 26 proc. obrotów pieniężnych w sektorze energetycznym.

Przed związanymi z sektorem zielonej energetyki zagrożeniami dla bezpieczeństwa państwa już wiosną zeszłego roku przestrzegała nawet Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Jej szef Iwan Bakanow skierował do spikera parlamentu pismo, w którym zauważał, że: “Budownictwo odnawialnych źródeł energii odbywa się wyłącznie z pozycji komercyjnej atrakcyjności projektów bez uwzględnienia realnych potrzeb systemu energetycznego Ukrainy w zakresie dodatkowych mocy generujących, co może doprowadzić do utraty stabilności systemu energetycznego i pojawienia się sytuacji awaryjnych”.

Sposób budownictwa odnawialnych źródeł energii może doprowadzić do utraty stabilności systemu energetycznego i pojawienia się sytuacji awaryjnych”.

SBU zwracała uwagę, że z powodu wzrostu generacji elektrowni wiatrowych i słonecznych zmniejszane jest wytwarzanie tańszej energii przez elektrownie atomowe i wodne, co może sprowokować wzrost cen energii dla jej odbiorców.

Wśród propozycji rozwiązania problemu znalazły się wówczas m.in. takie, jak pozwolenie państwowemu operatorowi sieci energetycznej na ograniczanie wytwarzania energii w istniejących elektrowniach wiatrowych i słonecznych bez opłaty za wygenerowaną przez nie zbędną energię, obciążenie właścicieli elektrowni odpowiedzialnością za niestabilności w sieci wywoływane przez elektrownie nierównymi dostawami mocy oraz zakaz podłączania do sieci przesyłowej nowych elektrowni, które będą wymagać ograniczeń już istniejących mocy energetycznych. Tak radykalnych kroków jednak dotychczas nie podjęto.

Szansa w biometanie

Nic dziwnego, że nad Dnieprem coraz aktywniej zaczęto zajmować się innymi potencjalnymi źródłami czystej energii – wodorem i biometanem. O ile wodór to kwestia mocno skomplikowana i wymagająca potężnych nakładów szacowanych nawet na 100 mld dolarów, o tyle produkcja biometanu na Ukrainie już jest realizowana od kilku lat – w 2019 r. wyprodukowano prawie 100 mln m3 tego gazu.

W Państwowej Agencji Energoefektywności mają nadzieję, że biometanem uda się zapełnić coraz bardziej pustą z powodu zmniejszania rosyjskiego tranzytu sieć gazociągową.

Jak przekonują eksperci uruchomienie masowej produkcji biometanu stanowiłoby kolosalny multiplikator rozwoju gospodarczego Ukrainy – biogaz to nie tylko zamiennik dla importowanego surowca rosyjskiego, ale też nowe miejsca pracy, nowoczesne technologie i intelektualna wartość dodana. W dodatku biometan w przeciwieństwie do gazu ziemnego jest odnawialny i powstaje z biomasy wciąż na nowo. Jako całkowity zamiennik gazu ziemnego może być wykorzystywany dla wytwarzania energii, ale może także służyć jako paliwo dla transportu czy surowiec dla przemysłu chemicznego.

Uruchomienie masowej produkcji biometanu stanowiłoby kolosalny multiplikator rozwoju gospodarczego Ukrainy – biogaz to nie tylko zamiennik dla importowanego surowca rosyjskiego, ale też nowe miejsca pracy, nowoczesne technologie i intelektualna wartość dodana.

Nasz sąsiad ma przy tym bardzo duży potencjał, bo jak ocenia Bioenergetyczne Stowarzyszenie Ukrainy już teraz mógłby otrzymywać rocznie nawet 9,5 mld m3 biogazu z odpadów rolnictwa, przemysłu spożywczego i śmieci. Największa część, bo aż 7,8 mld m3 to gaz z odpadów rolnictwa. To oznacza, że biometanem można by zaspokoić jedną czwartą gazowych potrzeb naszego sąsiada. Wyliczony przez ekspertów potencjał Ukrainy w tym zakresie jest jednak znacznie wyższy i w 2018 r. szacowano go na 6,8 mld m3 tego gazu rocznie, a do 2050 r. może wzrosnąć do 17 mld m3 rocznie – to wielkość porównywalna z obecnym spożyciem gazu ziemnego przez ukraińskie gospodarstwa domowe.

Latem tego roku minister gospodarki Aleksiej Lubczenko poinformował o planach wykorzystania na potrzeby produkcji biometanu zamkniętej strefy wokół elektrowni atomowej w Czarnobylu. „Ukraina ma strefę czarnobylską, gdzie nie wykorzystuje się ogromnej ilości ziemi. Tam można uprawiać rośliny na przykład kukurydzę, potem ja przerabiać na biogaz, a z biogazu wytwarzać energię elektryczną. To takie złożone przetwórstwo, które daje znacznie więcej wartości dodanej, niż jeśli po prostu postawimy panel słoneczny, który jest skrajnie nieefektywny dla wypełnienia funkcji energetycznego bezpieczeństwa państwa” – komentował.

Produkcją biometanu zainteresował się też państwowy koncern gazowy Naftohaz Ukrainy. Jak przekonywał doradca szefa koncernu do spraw zielonej polityki Ołeksij Riabczyn „zastąpienie gazu ziemnego jest ważne dla bezpieczeństwa energetycznego i rozwoju, a także korzystne dla systemu transportowego”.

Co prawda i to nie odbywa się bez zgrzytów. Rządowe plany zakładały, że 2020 r. Ukraina zakończy z 290 MW biometanowej geeracji, tymczasem według stanu z 1 stycznia tego roku działały tam 53 elektrownie o łącznej mocy 103,4 MW generujące prąd z biometanu. Trwają prace nad podłączeniem czterech wytwórni biometanu do sieci gazociągowych w obwodach winnnickim, chmielnickim i czernihowskim. Na razie jednak wszystko to jest w fazie testowej, bo nie wiadomo, jak istniejąca sieć zareaguje na inny rodzaj gazu. Konieczne jest także zbadanie, jakie zmiany technologiczne trzeba będzie wprowadzić, żeby zagwarantować bezpieczeństwo wszystkich związanych z tym procesów.

Nad Dnieprem snują także plany eksportu biometanu do odbiorców na terenie Unii Europejskiej, jednak na razie istniejąca sieć gazociągowa nie daje technicznych możliwości, by móc takie plany zrealizować. Sieć gazowa złożona jest z sieci transportowej o wyższym ciśnieniu i sieci rozdzielczej o charakterze lokalnym o niższym ciśnieniu, a zakłady produkujące biometan pracują na sieci rozdzielczej. W przypadku biometanu nie ma możliwości podniesienia w sieci ciśnienia, żeby produkowany przez biometan popłynął do odbiorców spoza sieci rozdzielczej. Żeby można było eksportować gaz, trzeba na sieci transportowej wybudować dla producentów biometanu specjalne „punkty wejścia” – a to wymaga i czasu, i pieniędzy.

Udało się za to przygotować grunt normatywny pod biometanowe plany Ukrainy. Pod koniec października ukraiński parlament przyjął ustawę regulującą pozostające do tej pory kwestie wykorzystania biometanu i standardów działania w tym zakresie. Brak takich regulacji utrudniał do tej pory standaryzację gazu pochodzącego z wielu źródeł i w konsekwencji uniemożliwiał wprowadzanie go do krajowej sieci gazociągów. Teraz, jak przekonują inicjatorzy ustawy, będzie to w końcu możliwe.

Przyjęcie ustawy powinno umożliwić weryfikowanie oczyszczonego biometanu, którego fizyczno-techniczne właściwości będą odpowiadały wymogom normatywnym dla gazu ziemnego, dawać gwarancję pochodzenia wprowadzanych do sieci gazowej wielkości gazu i otworzyć możliwości dla eksportu tego gazu – oceniali.

Michał Kozak