W najbliższych dniach zostanie podpisana umowa o współpracy obronnej między Polską i Stanami Zjednoczonymi. Nawiązując do historii z początku XXI w.: czy jej zapisy podważają kontrolę nad polskim terytorium i mamy się spodziewać kolejnych tajnych więzień CIA?

Niczego niepokojącego w tej umowie nie ma – o czym wszyscy się przekonają, gdy dokument zostanie upubliczniony. Właśnie rozpoczął się proces jej zatwierdzania przez Radę Ministrów. Spodziewamy się jej podpisania w okolicach 15 sierpnia. Następnie umowa będzie musiała być ratyfikowana przez Sejm oraz prezydenta. Same przepisy dotyczące jurysdykcji nie odbiegają od tego, co jest np. w Niemczech. A o więzieniach jawnych czy niejawnych nie ma w żadnej mierze mowy.

Jak wygląda „eksterytorialność bazy” i doniesienia o tym, że stajemy się 51. stanem USA?

W takim wypadku bylibyśmy nie 51. stanem, tylko 54. czy 56. stanem, bo dokładnie takie same zasady obowiązują w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Belgii, Holandii. Podobnie jest także w Turcji. Ta umowa jest analogiczna do umów zawieranych z innymi sojusznikami.

Jak wygląda kwestia jej finansowania?

Reklama

Tu są pewne zmiany, bo zmieniło się także globalne podejście administracji amerykańskiej dotyczące podziału kosztów utrzymania wojsk. Z bardziej asertywną polityką USA w tym zakresie mamy do czynienia już od kilku lat. Będziemy o tym otwarcie informować i rozmawiać, chociażby w Sejmie.

Onet podaje, że wysunięte dowództwo V Korpusu znajdzie się w Elblągu.

To nie jest prawda. To będzie inna lokalizacja.

A co dokładnie będzie w jednostce w Powidzu? Mówi się o siłach specjalnych.

Elementy brygady powietrznej – śmigłowce. Ale przed zatwierdzeniem jej przez Radę Ministrów wolałbym nie zdradzać szczegółów. Natomiast warto podkreślić, że infrastruktura, zaplecze i składnice będą przygotowane dla funkcjonowania korpusu, czyli kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy amerykańskich. Z tym będą związane też – zapisane w umowie – nasze inwestycje. To radykalnie zwiększy możliwości szybkiego przerzutu wojsk sojuszniczych do Polski i w ogóle prowadzenia ewentualnej operacji obronnej. Polska staje się hubem dla amerykańskiej obecności NATO w regionie.

Dziś prezydent Andrzej Duda po raz kolejny obejmie zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi. Co udało się głowie państwa w dziedzinie obronności przez te pięć lat?

Fundamentem zmian było przyjęcie ustawy zwiększającej budżet obronny do poziomu 2,5 proc. PKB w 2030 r. Ta idea wyszła z ośrodka prezydenckiego.

Miałem wrażenie, że to jednak w dużej mierze wychodzili i negocjowali już z kolejnym ministrem finansów Mateuszem Morawieckim ministrowie z MON, głównie Bartosz Kownacki.

To była w pełni inicjatywa prezydenta Andrzeja Dudy. Prezydent po raz pierwszy omawiał ją podczas spotkania w Belwederze w czerwcu 2016 r. z ówczesną panią premier, a także ministrami finansów, obrony i spraw zagranicznych. Ale oczywiście na poziomie roboczym realizowana była przez MON, z ważną rola ministra Kownackiego.

W niedawno ogłoszonej przez prezydenta Strategii Bezpieczeństwa Narodowego pojawił się zapis, by 2,5 proc. wydatków na obronność osiągnąć już w 2024 r.

Zgadza się. Ustawowo jest zapisany rok 2030, ale dobrze byłoby to przyspieszyć. Choć sytuacja z korona wirusem może spowodować, że to nie będzie proste.

Przecież strategię prezydent podpisał już podczas pandemii.

Na razie nie jesteśmy jeszcze w stanie ocenić jej negatywnych skutków ekonomicznych. Przypomnę też, że zapisy strategii to mimo wszystko silne rekomendacje, ale jeszcze nie obowiązujące prawo, którym jest ustawa.

Podsumowaniem pierwszej kadencji prezydenta, ale i wskazaniem kierunków na kolejną, jest wspomniana Strategia Bezpieczeństwa Narodowego RP. Jeżeli chodzi o konkrety, to uważam, że jest ich wiele: wzmocnienie współpracy z NATO i zacieśnienie współpracy z USA, a co za tym idzie ustanowienie obecności sojuszniczych wojsk na terytorium RP, wprowadzenie Polski do inicjatywy PESCO w ramach europejskiej współpracy obronnej, zaangażowanie Polski w operacje NATO na Łotwie oraz Rumunii, ale także operacje UE na Morzu Śródziemnym, powrót po dekadzie nieobecności do operacji pokojowych „błękitnych hełmów” w ramach misji ONZ w Libanie, uporządkowanie sytuacji z wieloma istotnymi dokumentami strategicznymi, w tym niejawnymi, jak polityczno-strategiczna dyrektywa obronna, po raz pierwszy od kilku nastu lat przeprowadzenie ćwiczeń obronnych pod kryptonimem KRAJ z osobistym udziałem najważniejszych osób w państwie, reforma systemu kierowania i dowodzenia Siłami Zbrojnymi, zwiększenie uposażenia żołnierzy – jeszcze w 2015 r., wskaźnik, według którego wyliczane są zarobki w wojsku, należał do jednego z najniższych wśród służb. No i w końcu zwiększenie bud żetu obronnego, co umożliwiło zawarcie kontraktów na zakup systemów Wisła, Homar, F-35, zwiększenie liczebności wojska do 130 tys. żołnierzy i powołanie WOT.

Ale modernizację przeprowadza resort obrony, a nie pałac.

Oczywiście. Jednak impulsem była prezydencka inicjatywa zwiększenia nakładów obronnych. Sukcesem było też ułożenie właściwych relacji między rządem a prezydentem, co w naszych warunkach ustrojowych jest konieczne do przeprowadzania jakichkolwiek zmian.

To przejdźmy do tego, na co prezydent ma wpływ. Dlaczego na generałów byli i są nominowani oficerowie bez ukończonych kursów generalskich, choćby teraz Marek Łapiński, szef Służby Wywiadu Wojskowego, wcześniej wiceminister obrony, który w wojsku ostatnio był chyba podchorążym rezerwy.

Niewielu o tym wie, ale Marek Łapiński był jednym z pierwszych oficerów służb, mianowanych w suwerennej po 1989 r. Polsce. W przeciwieństwie do wielu jego krytyków rozpoczynających kariery w podporządkowanych Moskwie służbach czasów PRL. Ponadto zgodnie z pragmatyką obowiązującą w SWW i SKW, i w przeciwieństwie do regularnej armii, kursy, o które konkretnie pan pyta, w tych formacjach nie są wymagane.

To nadinspektor, czyli odpowiednik generała w policji, też może z dnia na dzień zostać generałem Wojska Polskiego? A generał strażak?

Powtórzę, gen. Łapiński od 30 lat był funkcjonariuszem służb i zajmuje się tą samą tematyką, którą się zajmował, tylko w innej służbie.

Ale nie był oficerem Wojska Polskiego.

W poprzednich latach mieliśmy przypadki, gdy oficer Straży Granicznej zostawał komendantem policji.

Prezydent Andrzej Duda nominował też innych oficerów, którzy nie mieli kursów generalskich.

Pamiętam o jednym takim przypadku. Chodziło wtedy o zgodność stopnia oficerskiego ze sprawowaną funkcją. Potem prezydent polecił mi pilnowanie standardów w tym zakresie i jest to realizowane. Inną sprawą jest, że wielu oficerów pełni służbę na etatach generalskich, nie mając tego stopnia. W drugiej kadencji prezydent zamierza ostatecznie uporządkować tę kwestię.

Te pięć lat to też spektakularna porażka, jaką było wycofanie się z zakupu fregat Adelaide. Mimo że prezydent poleciał do Australii głównie w tym celu.

Ubolewam, że przez te pięć lat dla Marynarki Wojennej wydarzyło się niewiele dobrego. Chociaż po raz pierwszy od kilkunastu lat do służby weszły zupełnie nowe jednostki, np. ORP Gawron w 2019 r. czy ORP Kormoran w 2017 r. Dziś faktycznie Marynarka Wojenna pozostaje najbardziej zaniedbanym rodzajem Sił Zbrojnych i prezydent wielokrotnie zwracał na to uwagę. Na przykład inicjując przygotowanie w BBN Strategicznej Koncepcji Bezpieczeństwa Morskiego – pierwszego dokumentu w Polsce, który całościowo mówi o potrzebach sił morskich. Ostatnio podjęliśmy też prace nad propozycjami rozwiązań legislacyjnych powalających na wydzielenie z budżetu obronnego stałej kwoty na potrzeby marynarki.

Kierunek zmian w tej kadencji wyznaczają zapisy wspominanej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego i zgodnie z tym priorytety na najbliższy czas, to m.in. przyjęcie ustaw o zarządzaniu bezpieczeństwem narodowym i o obronie cywilnej. Ważne będzie dokończenie reformy Systemu Dowodzenia i Kierowania Wojskiem Polskim oraz uzyskanie przez WOT pełnej gotowości do działania i podporządkowanie ich Sztabowi Generalnemu. Oczywiście nadal będziemy zacieśniać współpracę obronną z sojusznikami oraz budować pozycję w NATO i UE. ©℗

Rozmawiał Maciej Miłosz