Z Markiem Cichockim rozmawia Robert Mazurek

Chodził pan do przedszkola?

Oczywiście i z całego przedszkola najbardziej pamiętam serwatkę, którą pani zbierała z kotła wielką chochlą.

A nie musiał pan rysować „Świata w roku 2000”?

Raczej pamiętam, jak rysowaliśmy „Kim chciałbyś być, kiedy dorośniesz”. Ale nie rysowałem profesora, tylko strażaka.

Reklama

Nie, „Świat w roku 2000”, każdy to rysował.

Tego nie pamiętam, ale pasjami oglądałem w telewizji „Kosmos 1999”…

…ja też!

I tam wszędzie były kosmiczne bazy, wszyscy paradowali w kombinezonach i latali na nieznane planety. Tak sobie wyobrażano początek XXI w. To uczy, by być bardzo ostrożnym w prognozach.

Umówmy się, że ten wywiad nie jest po to, by pana skompromitować…

…wyciągając za 20 lat: „Patrzcie, dzieci, jakie profesor bzdury wygadywał”? Niech to będzie zastrzeżenie na początek, że będę spekulował. Tym bardziej że bardzo mnie złości skłonność niektórych intelektualistów do mówienia z pozycji eksperta od przyszłości, te autorytatywne stwierdzenia, co będzie za rok, dwa czy 10 lat. Stosują do tego jakieś matematyczne algorytmy, a nic się potem nie zgadza, bo zmiana przychodzi z boku.

Z boku?

Wszystkiego się spodziewano, ale nie pandemii, prawda? A ona przyszła, wywróciła wszystko do góry nogami i zakpiła z ekspertów. Jedyne, na czym możemy opierać prognozy, to analogie historyczne.

Ułomne, bo hiszpanka z 1919 r. zbiegła się ze wszystkim: końcem I wojny, powstaniem nowych państw, upadkiem arystokracji, rozwojem mediów, prawami wyborczymi dla kobiet. Nie wiadomo, co było następstwem samej pandemii.

Wszystko przyćmiło dramatyczne doświadczenie I wojny światowej, która spowodowała, że w wielu społeczeństwach zabrakło młodych mężczyzn. To wywołało ogromny szok i wywarło wielkie piętno. Ale hiszpanka to niejedyna analogia, bo mamy też drugą falę cholery w latach 40. XIX w., która poprzedzała Wiosnę Ludów, a na ziemiach polskich przyczyniła się do okrucieństwa rabacji galicyjskiej.

Jak będzie wyglądała polityka po koronawirusie?

Jedni uciekną od niej do prywatności, schowają się przed nią. U innych doświadczenie pandemii spowoduje ponowną integrację właśnie wokół polityki.

Czego będzie więcej?

Wystąpią oba te zjawiska naraz, ale sądzę, że więcej ludzi zaangażuje się w politykę.

Jak? Już dzisiaj polityka rozgrywa się w internecie, mediach społecznościowych, memach. I co, ci nowi zaangażowani będą teraz hejtować Trumpa w internecie?

A dlaczego w internecie? Widzimy przecież, że ludzie gromadzą się na ulicach na ogromnych protestach. Mimo pandemii są gotowi wyjść z domu, by zamanifestować niezgodę na coś. Ludzie widzą, że polityka staje się coraz bardziej wirtualna, dzieje się w mediach społecznościowych, ale jednocześnie czują, że muszą się zebrać na ulicach, by coś wykrzyczeć. Przekonali się, że polityka bez tego nie ma najmniejszego sensu.

Treść całego wywiadu można przeczytać w piątkowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej i w jej internetowym wydaniu.