Szef NIK zaprezentował w czwartek ustalenia kontroli Izby dotyczące działań wybranych podmiotów w związku z przygotowaniem wyborów powszechnych na Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej zarządzonych na 10 maja 2020 r., z wykorzystaniem głosowania korespondencyjnego.

Na wstępie konferencji prasowej przedstawiono nagranie z sekwencją zdarzeń dotyczących wyborów.

Reklama

Z kolei Banaś mówił, że kontrolę przeprowadzono w KPRM, MSWiA, MAP oraz dwóch spółkach Skarbu Państwa - Poczcie Polskiej oraz Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Objęła ona okres od lutego do października 2020 r.

"NIK negatywnie oceniła proces przygotowania wyborów powszechnych na Prezydenta RP zarządzonych na dzień 10 maja 2020 r. z wykorzystaniem głosowania korespondencyjnego przez wymienione przeze mnie podmioty" - oświadczył Banaś.

"W okresie od 16 kwietnia, czyli od momentu podpisania decyzji o wyborach przez pana premiera, do 9 maja jedyną uprawnioną jednostką, organem do organizowania i przygotowania wyborów na Prezydenta RP była Państwowa Komisja Wyborcza. Organizowanie i przygotowanie wyborów na podstawie decyzji administracyjnej nie powinno mieć miejsca i było pozbawione podstaw prawnych" - oświadczył Banaś.

Jak dodał, zgodnie z art. 7 konstytucji organy państwowe działają na podstawie prawa i w granicach obowiązującego prawa.

Raport NIK dotyczy organizacji planowanych na 10 maja ub. roku wyborów prezydenta, w których Polacy, ze względu na pandemię COVID-19, mieli głosować wyłącznie drogą korespondencyjną. Za organizację głosowania - zgodnie z ustawą z 6 kwietnia o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta RP zarządzonych w 2020 r., która weszła w życie 9 maja - odpowiadał minister aktywów państwowych. Wydrukowane zostały m.in. pakiety wyborcze; ich dostarczeniem miała się zająć Poczta Polska.

Wybory jednak nie odbyły się 10 maja. Tego dnia Państwowa Komisja Wyborcza stwierdziła w wydanej uchwale, że "brak było możliwości głosowania na kandydatów" i że fakt ten jest równoważny w skutkach z przewidzianym w art. 293 Kodeksu wyborczego brakiem możliwości głosowania ze względu na brak kandydatów. Ostatecznie wybory odbyły się 28 czerwca.

Brak podstaw prawnych, żeby premier wydawał Poczcie i PWPW decyzję ws. realizacji wyborów prezydenckich

Nie było podstaw prawnych do tego, żeby premier wydawał jakiekolwiek polecenia Poczcie Polskiej i PWPW związane z wykonaniem i realizacją wyborów prezydenckich 10 maja ub.r. - powiedział dyrektor Departamentu Administracji Publicznej NIK Bogdan Skwarka.

Bogdan Skwarka, który był koordynatorem kontroli, podkreślił na konferencji prasowej, że "pierwsze pytanie, które w tej kontroli zadaliśmy, (to) czy Prezes Rady Ministrów był uprawniony do wydawania decyzji administracyjnej, zawierających polecenie dla tych dwóch podmiotów, czyli Poczty Polskiej i KPRM".

"Nie ulega wątpliwości, że na podstawie art. 11 ust. 2 tzw. ustawy covidowej prezes Rady Ministrów mógł wydawać polecenia spółkom i innym podmiotom, ale powstaje pytanie zasadnicze: czy mógł na podstawie tego przepisu wydać polecenie przygotowania do wyborów Poczcie Polskiej i PWPW? Otóż nie. Nie było podstaw prawnych do tego, żeby prezes Rady Ministrów wydawał jakiekolwiek polecenia związane z wykonaniem wyborów i realizacją wyborów tym dwóm podmiotom" - powiedział.

Skwarka podkreślił, że "w tym okresie obowiązywała ustawa, prawo, kodeks wyborczy". "Ta ustawa ustalała organy, które są odpowiedzialne za przeprowadzenie wyborów, niezależnie, czy to są wybory prezydenckie, czy do Sejmu, czy też do Senatu" - zaznaczył.

"Jednym z elementów, prerogatyw, które posiadała Państwowa Komisja Wyborcza było zalecenie drukowania kart wyborczych" - mówił dyrektor Departamentu Administracji Publicznej NIK i dodał, że decyzja w stosunku do TP S.A. z 16 kwietnia 2020 roku mówiła tylko o przygotowaniu wyborów prezydenckich, a decyzja skierowana do PWPW mówiła już o wydrukowaniu kart wyborczych, a to już jest prerogatywą PKW.

"W świetle obowiązujących przepisów prawa prezes Rady Ministrów nie mógł, nie miał podstaw do tego, żeby taką decyzję wydać" - stwierdził Skwarka.

Banaś: Decyzje o "wyborach kopertowych" były wydawane bez analizy ich kosztów

Decyzje o przygotowaniu "wyborów kopertowych" były wydawane bardzo szybko, bez jakiejkolwiek analizy, ile to będzie kosztowało - powiedział w czwartek prezes Najwyższej Izby Kontroli Mariana Banaś.

Prezes NIK podkreślił, że decyzje w sprawie wyborów "były wydawane bardzo szybko, bez jakiejkolwiek analizy". Powiedział, że w czasie kontroli zapytano KPRM, czy przed wydaniem takich decyzji były robione jakieś szacunki - ile to będzie kosztowało; jakie będę efekty; co się stanie w przypadku, gdy nie dojdzie do głosowania.

"Nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, bo takich szacunków nikt nie robił" - powiedział Banaś.

Przypomniał, że art 44. ustawy o finansach publicznych mówi, że "wszystkie wydatki winny być być realizowane oszczędnie w ramach planu dobierania najlepszych efektów". "Tej podstawowej zasady nie przeprowadzono" - oświadczył Banaś.

Zaznaczył, że każdy podejmując decyzje, które będą obciążały znacznie budżet państwa, musi przynajmniej mieć jakieś szacunki, ile to będzie kosztowało. "Niestety, takich szacunków nie było" - zaznaczył szef NIK.

NIK: Pytaliśmy Dworczyka, dlaczego przekazał premierowi projekty decyzji o organizacji wyborów, mimo negatywnych opinii

Szef KPRM Michał Dworczyk nie odpowiedział NIK, dlaczego przekazał premierowi projekty decyzji o organizacji wyborów, mimo negatywnych opinii prawnych – powiedział dyrektor departamentu administracji publicznej NIK Bogdan Skwarka.

Skwarka, który koordynował kontrolę organizacji wyborów prezydenckich w maju ub. r., powiedział w czwartek, że Izba badała, czy premier wiedział o opiniach przygotowanych przez departament prawny KPRM i Prokuratorię Generalną w sprawie tzw. wyborów kopertowych.

"Zadaliśmy 30 września ministrowi Dworczykowi pytanie, dlaczego przekazał prezesowi Rady Ministrów projekty decyzji, będąc w posiadaniu dwóch opinii prawnych, które negują podstawę prawną. Odpowiedzi niestety nie otrzymaliśmy" - powiedział Skwarka na konferencji prasowej.

Zawiadomienia do prokuratury ws. zarządów Poczty Polskiej i PWPW

NIK skierowała do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z organizacją wyborów przez zarządy Poczty Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych; będą analizowane stanowiska otrzymane od MAP, MSWiA oraz KPRM - mówił szef NIK Marian Banaś.

"Zdaniem NIK nawet sytuacje nadzwyczajne, jak stan epidemii, nie mogą stanowić powodu do odstąpienia od konstytucyjnej zasady praworządności i poszukiwania rozwiązań zapewniających gospodarne wydatkowanie środków publicznych na realizację zadań państwowych" - powiedział Banaś.

Poinformował, że Najwyższa Izba Kontroli skierowała w czwartek do prokuratury zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez zarządy Poczty Polskiej i PWPW.

"W kolejności NIK analizuje otrzymane od jednostek odpowiedzi na przesłane do niej informacje o wynikach kontroli - w kontekście przygotowania ewentualnych zawiadomień do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez przedstawicieli MAP, MSWiA oraz KPRM" - oświadczył.

"Chcę powiedzieć, że do dnia dzisiejszego jeszcze nie otrzymaliśmy stanowiska od ministra spraw wewnętrznych i administracji" - zaznaczył Banaś.

NIK: Łączna kwota faktur wystawionych przez PP S.A i PWPW S.A. to ponad 76,5 mln zł

W związku z kosztami organizacji wyborów Poczta Polska S.A. i Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych S.A. przesłały do Ministerstwa Finansów faktury na łączną kwotę 76 527 400 zł. Według stanu na 31 grudnia 2020 r., Krajowe Biuro Wyborcze wypłaciło obu spółkom łącznie 56 450 406, 16 zł – wynika z kontroli NIK.

Zdaniem NIK, Poczta Polska, występując do Ministra Cyfryzacji o przekazanie danych osobowych z rejestru PESEL oraz do jednostek samorządu terytorialnego ze wpisów wyborców, nie miała podstawy prawnej do takiego żądania, a także do przetwarzania tych danych. W opinii Izby, stanowiło to naruszenie art. 5 ust. 1 lit. A i art. 6 ust. 1 RODO.

"W dniu, kiedy Poczta Polska zażądała tych dokumentów, nie było żadnej normy prawnej rangi ustawowej, która by uprawniała ten podmiot do żądania przekazania danych osobowych. W tym czasie jedynym podmiotem, który był uprawniony do żądania tych danych, była Państwowa Komisja Wyborcza na podstawie Kodeksu Wyborczego" - powiedział dyrektor departamentu administracji publicznej NIK Bogdan Skwarka.

NIK zwrócił też uwagę na koszty związane z organizacją wyborów. Jak poinformował Skwarka, zarówno Poczta Polska, jak i Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych przesłały do ministra finansów faktury.

Poczta Polska wystawiła fakturę 12 czerwca 2020 na kwotę brutto 71 880 600 zł na Ministerstwo Finansów. Dyrektor Generalny MF odesłał fakturę, wskazując, że MF nie jest właściwe do uregulowania płatności. Z kolei Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych do Ministra Finansów 29 maja 2020 r. wysłała fakturę za druk kart wyborczych na łączną kwotę brutto 4 646 800 zł. Faktura została zwrócona z informacją, że MF nie jest właściwe do uregulowania płatności.

"Nikt z podmiotów, do których zwracały się te dwie spółki, nie czuł się do odpowiedzialności za koszty poniesione przez te spółki" – powiedział Skwarka. Zdaniem Izby, KPRM, MSWiA, MAP pomimo zaangażowania w proces organizacji wyborów, które się nigdy nie odbyły, konsekwentnie odmówiły przyjęcia na siebie odpowiedzialności za wydatkowane środki publiczne w wysokości co najmniej 76 527 400 zł.

Jednak dodany do ustawy o szczególnych instrumentach wsparcia przepis art. 117a (wszedł w życie z dniem 1 września 2020 r.) umożliwił przyznanie jednorazowej rekompensaty z budżetu Krajowego Biura Wyborczego na pokrycie uzasadnionych kosztów poniesionych przez PP S.A i PWPW S.A. Według stanu na 31 grudnia 2020 r., KBW wypłaciło kwotę 56 450 406,16 zł (53 205 344,65 zł otrzymała PP S.A, a 3 245 061,51 zł PWPW S.A).

Skwarka zastrzegł, że wydatki te mogą ulec zwiększeniu, z uwagi na klauzulę przewidzianą w umowie pomiędzy KBW a PP S.A., m.in. o koszty magazynowania i ewentualnej utylizacji wydrukowanych kart wyborczych.

NIK: Premier miał negatywne ekspertyzy z KPRM i Prokuratorii Generalnej

Przed wydaniem decyzji Poczcie Polskiej i PWPW ws. przygotowań do wyborów korespondencyjnych, premier dysponował ekspertyzami prawnymi z KPRM i Prokuratorii Generalnej, w których mowa była o braku podstaw prawnych do takich działań - powiedział szef Departamentu Administracji Publicznej NIK Bogdan Skwarka.

Dyrektor Skwarka zwrócił uwagę, że dzień przed wydaniem powyższych decyzji odbyło się spotkanie z udziałem przedstawicieli Ministerstwa Aktywów Państwowych, PWPW, Poczty Polskiej oraz podwykonawców. "I już dokonują, mimo, że nie mają żadnych podstaw prawnych, mimo, że obowiązuje ustawa Prawo Kodeks Wyborczy, dzielą zadania między siebie, a mianowicie, że PWPW będzie drukowała karty wyborcze, ustalają jaki podwykonawca będzie to robił, ustalają również kto będzie koncesjonował te karty wyborcze, nie mając do tego żadnych podstaw" - podkreślał.

"Urzędnik z MAP i przedstawiciele PWPW, zamiast (Państwowej) Komisji Wyborczej, realizowali zadania, które dla tej Komisji Wyborczej są zastrzeżone" - dodał szef Departamentu Administracji Publicznej NIK.

Skwarka powiedział również, że przed wydaniem decyzji z 16 kwietnia premier dysponował ekspertyzami prawnymi, sporządzonymi przez Departament Prawny KPRM oraz Prokuratorię Generalną RP w sprawie przygotowań do wyborów korespondencyjnych. Obie były - według niego - negatywne i stwierdzały, iż Prezes Rady Minister nie ma podstaw prawnych, by wydać decyzje PWPW i PP w kwestii przygotowań do wyborów prezydenta RP.

"Mało tego - w opinii Departamentu Prawnego nawet wskazane jest jakie konsekwencje Prezes Rady Ministrów może ponieść w przypadku podpisania takich decyzji" - zaznaczył Skwarka.

Dodał, że w Kancelarii Premiera sporządzono jeszcze jedną opinię, przeciwną. "Dopiero 8 maja, a więc już dawno, dawno, kiedy opinia została podjęta, Prezes Rady Ministrów zlecił ministrowi Dworczykowi (chodzi o szefa KPRM Michała Dworczyka - PAP) podpisanie innych umów dotyczących opinii z innymi ekspertami i opinie zostały sporządzone" - powiedział Skwarka.

Poinformował ponadto, iż łączny koszt ekspertyz prawnych, to prawie 149 tys. 300 zł.

Reakcja CIR

Wszystkie decyzje o rozpoczęciu technicznych przygotowań do głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich, które miały się odbyć 10 maja ub. r. były zgodne z prawem; premier i szef KPRM stali na straży konstytucji - oświadczyło w czwartek Centrum Informacyjne Rządu.

CIR podkreśliło w komunikacie, że działania premiera i szefa KPRM w związku z wyborami korespondencyjnymi były w pełni legalne.

"Wszystkie decyzje o rozpoczęciu technicznych przygotowań do głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich były zgodne z prawem – świadczy o tym wiele ekspertyz prawnych, którymi dysponuje KPRM. Premier i szef KPRM stali na straży Konstytucji RP" - przekazało CIR.

Jak podkreślono w komunikacie, wszelkie działania premiera i szefa jego kancelarii miały na celu przeprowadzenie wyborów w konstytucyjnym terminie.

"Premier nie zarządził nigdy wyborów prezydenckich ani głosowania w trybie korespondencyjnym. Celem podjętych działań było umożliwienie udziału w wyborach grupom uprawnionym, których życie i zdrowie ze względu na pandemię były zagrożone (seniorom, osobom z niepełnosprawnościami), a także przebywającym w izolacji" - podkreśliło CIR.

Chodzi o ubiegłoroczne, zaplanowane na 10 maja wybory prezydenta, w których Polacy, ze względu na pandemię COVID-19, mieli głosować wyłącznie drogą korespondencyjną. Wybory ostatecznie nie odbyły się, mimo zaawansowanych przygotowań. Wydrukowane zostały m.in. pakiety wyborcze; ich dostarczeniem miała się zająć Poczta Polska. Sprawę organizacji wyborów korespondencyjnych skontrolowała Najwyższa Izba Kontroli.

Rzecznik rządu: Decyzje ws. wyborów prezydenckich były wydane zgodnie z prawem

Wszystkie decyzje o rozpoczęciu technicznych przygotowań do głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich były wydane zgodne z przepisami prawa; zarzuty wobec Poczty i PWPW nie mają uzasadnienia w stanie prawnym - podkreślił rzecznik rządu Piotr Müller odnosząc się do raportu NIK.

Podczas czwartkowej konferencji do raportu odniósł się rzecznik rządu podkreślając, że wszystkie decyzje o rozpoczęciu technicznych przygotowań do głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich były wydane zgodne z przepisami prawa. Jak dodał, wynika to wprost z opinii prawnych.

"Prezes Rady Ministrów oraz szef Kancelarii Premiera działali zgodnie z przepisami prawa, stali również na straży wykonania przepisów konstytucyjnych, które mówiły o tym, w jakim terminie powinny odbywać się wybory prezydenckie zarządzone przez marszałka Sejmu na dzień 10 maja" - mówił Müller.

"Celem przyjętych działań w tym czasie było umożliwienie udziału w wyborach tych grup osób, które - zgodnie z wtedy obowiązującymi przepisami prawa - miały prawo do głosowania korespondencyjnego i były szczególnie zagrożone ze względu na trwającą wtedy pandemię koronawirusa" - dodał.

"Uważamy ponadto, że stawianie zarzutów wobec Poczty Polskiej czy Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych nie mają uzasadnienia w stanie prawnym oraz faktycznym" - oświadczył. Wskazał, że "te instytucje - zgodnie z prawnie wydanymi decyzjami przez prezesa Rady Ministrów - miały obowiązek podjęcia tych czynności technicznych".

Jak dodał, zarówno premier, jak i cały rząd miały obowiązek, aby wspomóc wykonanie czynności technicznych.

Zacytował też cztery opinie, w myśl których premier miał prawo do zarządzenia przygotowań do wyborów na podstawie ustawy covidowej, przyjętej przez Sejm.

"Decyzje miały charakter przygotowawczy, stawiając w stan gotowości przedsiębiorców, którym powierzony miał być druk kart wyborczych oraz doręczenia i obrót dokumentami w zakresie korespondencyjnej formy wyborów prezydenckich" - uznał w swej opinii Ośrodek Analiz Cegielskiego.

"Wydanie polecenia przez Prezesa Rady Ministrów zgodnie z realizowanym wnioskiem, w oparciu o regulację zawartą w art. 11 ust. 2 specustawy, należy ocenić jako działanie konieczne, niezbędne i wyjątkowe, ukierunkowane bezpośrednio na zwalczanie i zapobieganie epidemii. Stan epidemii podczas którego przeprowadzone mają zostać wybory na Prezydenta RP w 2020 r. w trybie korespondencyjnym, niewątpliwie uzasadnia wykorzystanie wprowadzonej w specustawie możliwości interwencji Prezesa Rady Ministrów" - to z kolei opinia dr Krzysztofa Wąsowskiego.

"Działania Prezesa Rady Ministrów podjęte na podstawie art. 11 Ustawy o Szczególnych Rozwiązaniach dokonane były na podstawie i w ramach obowiązującego porządku prawnego. Prezes RM nie przekroczył ich w zakresie swoich kompetencji wskazanych wyżej w wymienionym przepisie prawa" - stwierdziła kancelaria Brysiewicz i wspólnicy.

"Prezes Rady Ministrów w obu omawianych decyzjach ani nie zarządził wyborów prezydenckich, ani nie zarządził w nich trybu głosowania korespondencyjnego. W decyzjach tych Premier jedynie nakazał dwóm przedsiębiorcom publicznym, aby te rozpoczęły proces techniczno-organizacyjnego przygotowywania się do głosowania korespondencyjnego, tak jak to głosowanie przewidywały obowiązujące przepisy Kodeksu wyborczego" - uznał prof. dr hab. Marek Szydło.

"Sama NIK nie zdecydowała się, aby złożyć zawiadomienia, jeśli chodzi o organy takie jak KPRM czy prezes Rady Ministrów" - podsumował rzecznik rządu.

Müller pytany o ewentualne dymisje podkreślił, że premier oraz doradcy KPRM działali zgodnie z prawem, dlatego nie ma podstaw, aby Mateusz Morawiecki czy ktokolwiek inny z osób, które działy na mocy decyzji o przygotowaniu wyborów miały składać dymisję.

"Nawet NIK nie zdecydowała się dzisiaj na skierowanie zawiadomienia do prokuratury, ponieważ sama ma wątpliwości czy zawiadomienie powinno być złożone ze względu na stan prawny, który wtedy istniał" - zwrócił uwagę. "Naszym zdaniem z opinii prawnych uprawnienie premiera było możliwe na podstawie art. 11 ust. 2 ustawy covidowej" - dodał rzecznik rządu.

KO: Działania rządu ws. wyborów były nielegalne. Premier powinien podać się do dymisji

Działania rządu ws. wyborów korespondencyjnych 10 maja 2020 r. były nielegalne, wyrzucono w błoto ponad 70 mln zł - powiedział w czwartek lider PO Borys Budka. Szef klubu KO Cezary Tomczyk pytał kiedy premier Mateusz Morawiecki poda się do dymisji.

Lider PO ocenił, że przygotowania do wyborów 10 maja 2020 r. były nielegalne. "Popełniono przestępstwo, działania ówczesnej władzy były nielegalne, wyrzucono w błoto ponad 70 milionów złotych. To są decyzje zarówno premiera Morawieckiego, jak i wicepremiera Jacka Sasina. Nie ma znaczenia, czy NIK boi się wskazać na nich bezpośrednio; nie ma znaczenia dzisiaj czy NIK będzie wskazywać na dyrektorów instytucji państwowych. Jedno jest pewne - działalność polskiego rządu w tym zakresie była nielegalna" - podkreślał szef PO.

Szef klubu Koalicji Obywatelskiej Cezary Tomczyk pytał kiedy nastąpi dymisja premiera Mateusza Morawieckiego. "Pierwszy raz w historii wolnej Polski wybory się nie odbyły, mimo że były zarządzone. To Prawo i Sprawiedliwość sparaliżowało organy państwa zabierając Państwowej Komisji Wyborczej możliwość przeprowadzenia w Polsce wyborów. Ktoś za tę sytuacje musi odpowiedzieć" - powiedział Tomczyk.

Według niego NIK zajęła się sprawą "wyborów kopertowych" na wniosek posłów KO. Zapowiedział zarazem, że jeżeli prezesowi NIK "zabraknie w tej sprawie konsekwencji albo odwagi", KO ponowi zawiadomienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa przez premiera Mateusza Morawieckiego, szefa KPRM Michała Dworczyka oraz wicepremiera, szefa resortu Aktywów Państwowych Jacka Sasina. "To nie spółki skarbu państwa były odpowiedzialne za to, co się wydarzyło. To ludzie, którzy wydali polityczne rozkazy, wbrew prawu, żeby przeprowadzić wybory kopertowe" - zaznaczył szef klubu KO.

Poinformował też, że zwróci się do marszałek Sejmu Elżbiety Witek, by prezes Banaś zaprezentował raport NIK na posiedzeniu Sejmu.

Konfederacja: Premier złamał prawo ws. wyborów kopertowych. Będzie wniosek do prokuratury

Premier Mateusz Morawiecki złamał prawo ws. wyborów kopertowych; Konfederacja złoży wniosek do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez szefa rządu - zapowiedzieli w czwartek posłowie Konfederacji.

Prezes NIK Marian Banaś zaprezentował w czwartek raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczący przygotowań do wyborów korespondencyjnych prezydenta RP, które miały się odbyć 10 maja 2020 r. Według NIK, nie było podstaw prawnych do tego, żeby prezes Rady Ministrów wydawał jakiekolwiek polecenia Poczcie Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, związane z wykonaniem i realizacją wyborów prezydenckich 10 maja ub.r. Izba skierowała do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z organizacją wyborów przez zarządy Poczty Polskiej i PWPW.

Poseł Jakub Kulesza (Konfederacja) ocenił w czwartek na konferencji prasowej, że po publikacji raportu NIK potwierdziło się to, o czym wszyscy wiedzieli - że premier Morawiecki w sprawie wyborów kopertowych złamał prawo. "Mamy także dowód, że premier miał pełną świadomość popełnienia przestępstwa, ponieważ miał ekspertyzy i z zewnątrz, i z wewnątrz, które wprost mówiły, że organizowanie wyborów w takim trybie jest złamaniem prawa" - podkreślił.

Kulesza powiedział, że Izba skierowała do prokuratury zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z organizacją wyborów przez zarządy Poczty Polskiej i PWPW, ale zabrakło najważniejszego - wniosku NIK o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez premiera Morawieckiego.

"Podstawy są solidne. Jeśli prokuratura nie zajmie się tym jawnym łamaniem prawa, to znaczy, że prokuratura nie działa w Polsce normalnie i może się okazać, że jedyną sprawnie działającą instytucją w Polsce jest Najwyższa Izba Kontroli" - mówił poseł.

"Liczymy, że prędzej, czy później premier Morawiecki za to łamanie prawa zostanie rozliczony" - oświadczył Kulesza.

Robert Winnicki (Konfederacja) powiedział, że jego ugrupowanie od początku upomina się, aby prawo w Polsce było szanowane. "Dzisiaj musimy stać na straży tego, aby winni tych przestępstw zostali rozliczeni" - podkreślił.

Centrum Informacyjne Rządu oświadczyło w czwartek, że wszystkie decyzje o rozpoczęciu technicznych przygotowań do głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich, które miały się odbyć 10 maja ub. r., były zgodne z prawem, a premier i szef KPRM stali na straży konstytucji

Jak podkreślono w komunikacie CIR, wszelkie działania premiera i szefa jego kancelarii miały na celu przeprowadzenie wyborów w konstytucyjnym terminie.