Tusk, który odwiedził w środę Nakło nad Notecią, pytany na briefingu prasowym był o sprawę uchylenia immunitetu szefowi Najwyższej Izby Kontroli Marianowi Banasiowi.

Zdaniem lidera PO, Banasia "powinno się traktować jak politycznego świadka koronnego". "Nie myśmy go wybierali na szefa NIK. Co więcej, opozycja i wolne media, jeszcze było wtedy trochę więcej tych wolnych mediów, kiedy pan Banaś zostawał prezesem NIK, uprzedzały rządzących i większość PiS-owską, że to nie jest najtrafniejsza kandydatura" - powiedział Tusk.

Reklama

"Więc, jeśli będziemy chronić pana Banasia przez odebraniem mu immunitetu, to nie dlatego, że jest bohaterem naszych snów, ale dlatego że jest de facto politycznym świadkiem koronnym. Chce zeznawać w sprawie działań i zeznaje publicznie w sprawie działań takiej, można powiedzieć w cudzysłowie, +politycznej mafii+, której kiedyś był w jakimś sensie uczestnikiem" - kontynuował lider PO. Jego zdaniem "do tego potrzebna jest po prostu ochrona, tak jak w przypadku każdego świadka koronnego".

Tusk zauważył, że immunitet "nie jest po to, by ludzie czuli się bezkarni czy bezpieczni, politycy, prezes NIK, posłowie, tylko (po to) żeby władza nie mogła atakować polityka, który im podpadł, wykorzystując policję czy prokuraturę".

"Immunitet w przypadku pana Banasia ma właśnie sens - chroni go przed atakami władzy, która boi się prawdy, jaką prezes NIK ma do powiedzenia o tej władzy. Dlatego będę z pełnym przekonaniem rekomendował ochronę politycznego świadka koronnego Banasia" - oświadczył Tusk.

Pod koniec lipca Prokuratura Krajowa poinformowała, że Prokurator Generalny wystąpił do marszałek Sejmu z wnioskiem o uchylenie immunitetu prezesowi NIK, któremu śledczy chcą postawić kilkanaście zarzutów, w tym podania nieprawdy w oświadczeniach majątkowych. Nieco wcześniej Marian Banaś poinformował, że jego syn został zatrzymany w piątek na lotnisku Kraków Balice, gdy wracał wraz z żoną z urlopu, a zatrzymania dokonali funkcjonariusze CBA. Samo CBA poinformowało o zatrzymaniu dyrektora Izby Skarbowej w Krakowie Tadeusza G. oraz społecznego doradcy prezesa NIK Jakuba Banasia.

Tusk o założeniach Polskiego Ładu dotyczących samorządów: Grabież pieniędzy ludzi

PiS chce jeszcze bardziej scentralizować władzę tak, by decyzje dotyczące spraw lokalnych zapadały na Nowogrodzkiej, a pieniądze mieszkańców zostały w gigantycznej skali zabrane przez PiS; to jest po prostu grabież pieniędzy ludzi, to nie do zaakceptowania - powiedział w środę lider PO Donald Tusk.

Tusk spotkał się w Nakle nad Notecią z samorządowcami z woj. kujawsko-pomorskiego. Był pytany na briefingu po tym spotkaniu, czy podziela obawy samorządowców, że PiS "centralizuje wszystko" i że stracą one na Polskim Ładzie.

"Dla mnie głos polskiego samorządu jest absolutnie bezcenny, ponieważ samorząd to nie jest jakaś partia polityczna. O mnie moi oponenci mogą myśleć: +atakuje PiS, bo jest szefem Platformy. Natomiast głos środowisk samorządowych, niezależnie od przynależności partyjnych, jest dość jednoznaczny. I trudno, by był inny" - mówił Tusk.

PiS - stwierdził lider PO - "chce jeszcze bardziej scentralizować władzę, chce, żeby decyzje dotyczące spraw lokalnych - mieszkańców naszych gmin, powiatów - żeby te decyzje zapadały na Nowogrodzkiej i w głowie prezesa (PiS, Jarosława) Kaczyńskiego i żeby pieniądze mieszkańców zostały w gigantycznej skali zabrane przez PiS".

Ocenił, że w tej sytuacji rząd może tymi pieniędzmi mieszkańców samorządów "obdzielać lojalnych, posłusznych wobec PiS i prezesa Kaczyńskiego". "To jest nie do zaakceptowania nie tylko dlatego, że PiS źle rządzi, ale to jest rujnujące dla samorządu jako takiego. I to jest po prostu grabież pieniędzy ludzi" - powiedział Tusk.

Podkreślał, że samorząd nie ma swoich pieniędzy - tak jak i rząd ich nie ma - tylko dysponuje pieniędzmi mieszkańców. "I gigantyczna kwota ma zniknąć z kieszeni mieszkańców, bo tak sobie wyobraził prezes Kaczyński czy premier Morawiecki" - stwierdził.

Tusk mówił, że kwestia rozwiązań zawartych w Polskim Ładzie była "centralną kwestią" jego spotkania z samorządowcami. "Trzeba wywierać presję na rząd, w parlamencie, w rozmowach samorządu z władzami, presje publiczna, presję w mediach, bo jest w interesie publicznym aby rząd zmienił stanowisko i oddał to, co samorządom i ich mieszkańcom się należy, żeby nie zawłaszczał coraz większych przestrzeni" - mówił.

Podkreślał, że on sam i sama PO "nie da rady" wywrzeć skutecznej presji, ale - zaznaczał - jeśli będą umieli organizować wokół tej sprawy ludzi i środowiska, to jego zdaniem jest szansa, że rząd, jeśli nie ustąpi "ze wszystkich złych pomysłów", to choć część ich naprawi, i "chociaż trochę tych decyzji i pieniędzy zostanie na dole u ludzi".

Spotkanie ws. Polskiego Ładu

Lider PO Donald Tusk zapowiedział w środę, że w najbliższych dniach spotka się z przedsiębiorcami ws. Polskiego Ładu i ich propozycji zmian w tym programie. Zadeklarował, że jest gotów wesprzeć przedsiębiorców w tym, by wywierali presję na rządzących w sprawie kształtu Polskiego Ładu.

Tusk przebywa w środę w woj. kujawsko-pomorskim. W Nakle nad Notecią spotkał się z lokalnymi samorządowcami, a później z mieszkańcami tego miasta. Rozmowę poprowadził były szef MSZ, europoseł Radosław Sikorski.

Jeden z uczestników spotkania zapytał Tuska czy w programie PO są propozycje dla przedsiębiorców. Szef Platformy poinformował, że w najbliższych dniach ma w planach spotkanie w Warszawie z przedsiębiorcami. Tematem mają być rozwiązania proponowane przez rząd w ramach Polskiego Ładu i ich propozycje zmian w tym programie. "Ja już dostałem te rozwiązania od wielu organizacji przedsiębiorców, będziemy je wspólnie oceniać" - zapowiedział były premier.

Zadeklarował ponadto, że chce pomóc przedsiębiorcom "wywierać pozytywną presję" na rząd, by zmienił podejście do ludzi biznesu. "Warto wytwarzać taką presję - ja się w to zaangażuję, choć przecież nie przekonam Kaczyńskiego, bo jestem pewnie ostatnim człowiekiem, którego on by wysłuchał - ale na pewno mogę pomóc organizować środowiska przedsiębiorców czy samorządów, żeby oni coraz mocniej i wyraźniej domagali się innych rozwiązań" - powiedział lider PO.

Dziwił się też, dlaczego w sytuacji, kiedy do Polski ma dotrzeć "rzeka pieniędzy" z Funduszu Odbudowy UE, rząd chce zwiększać obciążenia podatkowe dla przedsiębiorców. "Nie powinniśmy się na to zgodzić" - przekonywał Tusk.

Zaznaczył zarazem, że zadaniem państwa jest pomagać i wyrównywać szanse swych obywateli. "Przykładem tego jest 500 plus, które nawet jeśli dzisiaj widzimy inflację i możemy się bać, że niektóre przepływy pieniędzy, które zaproponował PiS, mogą narazić nas na coraz bardziej rosnące ceny i taką drożyznę dotkliwą już dla ludzi, to tak czy inaczej jest jakaś zgoda społeczna, żeby państwo (...) aktywnie wspierało tych najsłabszych, którzy nie są w stanie zadbać o siebie przy pomocy własnych rąk, umysłów, pracy" - dodał były premier.

Zwrócił też uwagę, że "władza nie ma swoich pieniędzy". "Władza dzieli pieniądze, które wpierw zabiera i pytanie o każdą władzę, nie tylko o PiS, jest ile tych pieniędzy ludziom zabiera i w jaki sposób to, co zabierze, w jaki sposób dzieli i inwestuje. Dzisiaj trzeba bardzo wyraźnie powiedzieć, że Polska jest o krok o takiej stagnacji, nie ma pomysłów i dlatego to się tak opóźnia dzisiaj - Polska jest ostatnim krajem jeśli chodzi o przedstawienie Unii Europejskiej tego programu, na który mają przyjść setki miliardów złotych" - wskazał Tusk.

Były premier nie zgodził się, by "bogaczami" określać osoby, które zarabiają 4 tysiące złotych i przestrzegał, że ludzie tacy stracą na Polskim Ładzie. "Przy tej inflacji, przy tej drożyźnie te 4 tysiące za chwilę stanie się jakby normą, tylko dużo mniej można będzie za to kupić" - wskazał szef PO.

Odpowiadając na kolejne pytanie, przekonywał, że przy okazji kolejnych wyborów parlamentarnych każdy głos będzie miał znaczenie. "Dlatego jeśli ktoś ma takie poczucie zniechęcenia, a nawet obrzydzenia do władzy, to niech rozejrzy się kto z alternatywnych polityków, która z alternatywnych partii mu jeśli nie pasuje tak do końca, to chociaż częściowo i niech bezwzględnie pójdzie głosować, bo mam takie przeczucie, że za dwa lata każda nieobecność będzie bardzo dużo ważyła" - powiedział Tusk. (PAP)