Budka o zachowaniu posła Sterczewskiego: To był odruch serca, konsekwencji nie będzie

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
25 sierpnia 2021, 21:15
Borys Budka
<p>Borys Budka</p>/Shutterstock
To był odruch serca; Franek bardzo często pokazuje swoje uczucia - w ten sposób wtorkowe zachowanie posła Franciszka Sterczewskiego na granicy polsko-białoruskiej ocenił szef klubu KO Borys Budka. Zapowiedział, że nie zamierza wyciągać konsekwencji wobec swego klubowego kolegi.

Sterczewski próbował we wtorek przedrzeć się przez kordon Straży Granicznej, by dostarczyć koczującym po białoruskiej stronie granicy z Polską migrantom torbę z kocami i lekami. Jego zachowanie skrytykowali politycy Zjednoczonej Prawicy. Wiceszef MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk ocenił, iż poseł KO "odstawił cyrk na granicy".

Szef klubu Koalicji Obywatelskiej Borys Budka ocenił w środę w Polsat News, że "to był odruch serca" ze strony Sterczewskiego. "Franek jest osobą, która nie jest politykiem i bardzo często pokazuje swoje uczucia. Trudno się dziwić, kiedy to państwo polskie powinno pomóc - nie mówię tutaj o wpuszczaniu osób, które nielegalnie próbują przekroczyć granicę, ale tą kromkę chleba czy też lekarstwo, czy też wodę spokojnie pogranicznicy mogliby podać. Myślę, że to było motywacją posła Sterczewskiego" - przekonywał Budka.

Przyznał zarazem, że Sterczewski "wpisał się w scenariusz Alaksandra Łukaszenki", ponieważ prezydent Białorusi "takimi scenami później gra w swoich propagandowych telewizjach". "Poseł musi też pamiętać o konsekwencjach swoich działań" - dodał szef klubu KO.

Budka zapowiedział jednak, że nie przewiduje żadnych konsekwencji dla swego klubowego kolegi. "Raz jeszcze tłumaczę i rozumiem, że była to swego rodzaju bezsilność (...) Przecież poseł Sterczewski chciał po prostu podać lekarstwo i zrobił to w sposób niezbyt racjonalny, nieskuteczny" - wyjaśnił polityk PO. Zaznaczył, iż lepszym rozwiązaniem byłoby poproszenie pograniczników, by podali lekarstwa migrantom.

Sam Sterczewski swoje zachowanie tłumaczył na Twitterze w ten sposób: "Nie wolno być obojętnym. Warto być przyzwoitym". "Jeżeli rząd natychmiast nie zacznie respektować prawa, to dojdzie do tragedii. W interesie wszystkich jest jak najszybciej zakończyć blokadę tych ludzi i rozpatrzyć ich wnioski o ochronę międzynarodową. Kończy nam się czas" - przestrzegł w kolejnym wpisie.

W Usnarzu Górnym, na granicy polsko-białoruskiej, po stronie Białorusi, od kilkunastu dni koczuje grupa cudzoziemców - osoby te nie są wpuszczane do Polski, granicę zabezpiecza Straż Graniczna i żołnierze.

Według Fundacji Ocalenie są to 32 osoby. Obcokrajowcy przekazali w środę informację, że 25 osób spośród nich jest przeziębionych, a część zgłasza poważniejsze dolegliwości zdrowotne. Jak wynika z ustaleń wolontariuszy, najpoważniejszy jest stan ok. 50-letniej kobiety, która jest w grupie wraz z dwoma nastoletnimi córkami. Imigranci twierdzą też, że nie dostali od strony białoruskiej leków. Poinformowali też, że od wtorku nie dostają jedzenia.

Po stronie polskiej trudno ocenić ich sytuację i zweryfikować te informacje; media i osoby postronne oddalone są od grupy o kilkaset metrów; mniej więcej co godzinę-półtorej zmieniają się policjanci, którzy pilnują terenu. Za nimi widać jedynie samochody wojska i SG, które są tuż przy samym pasie granicznym.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj