Ze Stefanem Krajewskim (PSL) rozmawia Nikodem Chinowski.

Na jakim etapie są rozmowy dotyczące podziału resortów między partie koalicyjne?

Liderzy poszczególnych ugrupowań ze sobą rozmawiają. Naczelny Komitet Wykonawczy PSL upoważnił do tych rozmów Władysława Kosiniaka-Kamysza oraz Waldemara Pawlaka. My zgłaszamy chęć objęcia trzech resortów: gospodarki, rolnictwa i rozwoju. To ministerstwa, które już wcześniej mieliśmy u siebie, i do których mamy kompetentnych, przygotowanych ludzi. Większość posłów PSL to doświadczeni samorządowcy, przedsiębiorcy, politycy czy byli ministrowie – jest więc w czym wybierać.

Prezes Kosiniak-Kamysz szykowany jest do funkcji szefa ministerstwa gospodarki?

Reklama

Pojawiają się różne nazwiska – oprócz prezesa Kosiniaka-Kamysza jest jeszcze Krzysztof Hetman czy Dariusz Klimczak. Rozmawiamy na razie o trzech ministerstwach, ale nie wiemy jeszcze jaki będzie finalny podział kompetencji ministerstw, ani jaka będzie ich liczba. Z tymi decyzjami musimy poczekać, by najpierw zbadać, jaki jest chociażby stan finansów państwa, jak wygląda sytuacja w poszczególnych resortach, jakie są pilne sprawy do naprawienia. Na razie mamy jeszcze za mało wiedzy na ten temat.

Resort rolnictwa to dla was priorytet?

Rolnictwo jest wpisane w nasze DNA. Nawet jak byliśmy w opozycji to wiele osób ze środowiska – izby rolnicze, związki zawodowe, rolnicy - zwracało się do nas z prośbami, żeby zająć się niektórymi ustawami i programami przygotowanymi przez ówczesny rząd, żeby je poprawiać. Mamy ogromne doświadczenie w obszarze rolnictwa.

Kto byłby najlepszym ministrem rolnictwa?

Jest kilku posłów, którzy są merytorycznie gotowi przyjąć to stanowisko. Ja od wielu lat jestem związany z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, jestem samorządowcem z dużym doświadczeniem, zasiadam w sejmowej komisji rolnictwa. Jest także poseł Zbigniew Ziejewski, z wykształcenia i z praktyki rolnik czy Mirosław Maliszewski, przewodniczący Związku Sadowników RP – obaj to również członkowie sejmowej komisji rolnictwa. Nikt nie może odmówić wiedzy, przygotowania i doświadczenia również Markowi Sawickiemu.

Ważniejsze od rozdań personalnych są rozmowy o programie, o tym, jak naprawiać sytuację w rolnictwie. To wymaga wielu uzgodnień między koalicjantami, także międzyresortowych, z udziałem chociażby premiera czy ministra finansów.

Dopuszcza pan możliwość, że PSL nie będzie miał ministra rolnictwa?

Wszystko można sobie wyobrazić.

Michał Kołodziejczak z Agrounii – potencjalny kontrkandydat – mówi w rozmowie z DGP, że spokojnie czeka i nie wyrywa się do tego stanowiska.

Zdajemy sobie sprawę, że Michał Kołodziejczak ma i aspiracje, i predyspozycje. Mówi, że czeka spokojnie na rozwój wypadków, ale myślę, że każdy kto pojawia się na giełdzie nazwisk, musi spokojnie podchodzić do tak odpowiedzialnych wyborów. Rolnictwo to bardzo trudny obszar, minister działa nie tylko w ramach przepisów czy dostępnego budżetu, ale też uzależniony jest od zmiennych warunków meteorologicznych czy chorób dotykających hodowle. Resort jest trudny politycznie.

Który model zarządzania resortem jest lepszy – pełna obsada przez jedną partię czy jednak miks przedstawicieli wszystkich partii i wspólna odpowiedzialność?

W niektórych obszarach mamy pewne różnice programowe, inaczej zapisane niektóre sprawy związane z rolnictwem. Natomiast to podejście, żeby ministerstwo było podzielone między wszystkich koalicjantów, to nie jest zły pomysł. Wspólnie wypracowujemy koncepcje i z nimi idziemy na Radę Ministrów – to nie jest złe rozwiązanie. Myślę, że to droga, która byśmy preferowali, by odpowiedzialność była wspólna, a nie tylko jednego koalicjanta.

Oprócz ministerstwa są jeszcze podległe mu instytucje – KOWR, ARiMR, KRUS. Też będziecie się o nie ubiegać?

To zawsze były agencje podlegle pod ministerstwo rolnictwa, choć np. prezes ARiMR powoływany jest wspólnie na wniosek ministra rolnictwa i ministra finansów. Tu nic się nie zmienia. Preferowałbym, żeby prezesi tych agencji byli z tej samej partii co minister rolnictwa, bo ważna jest świetna współpraca i błyskawiczne reakcje na szybko zmieniającą się sytuację w rolnictwie. Ważne, żeby na czele tych instytucji zasiadły osoby z doświadczeniem, które z marszu mogłyby zająć się najpilniejszymi sprawami.

Jakie to są na teraz priorytety?

Przede wszystkim kwestia wypłaty środków dla rolników z ekoschematów oraz z programu rozwoju obszarów wiejskich. Już trwają wypłaty i zbieranie wniosków, ale widzimy, że liczba składanych wniosków nie jest duża. Trzeba się przyjrzeć tym wnioskom, by sprawnie przygotować się na przyszły rok.

Priorytetem jest również kwestia handlowa z Ukrainą. Embargo powinno trwać jak najkrócej. Zabezpieczenie interesu polskich rolników jest najważniejsze, ale musimy szybko podjąć rozmowy z KE i Ukrainą, by przeforsować nasz projekt rozwiązania sporu, czyli wprowadzenie kaucji. Zasada byłaby prosta – zboże tranzytowe objęte byłoby kaucją, która będzie zwracana przedsiębiorcy po wyjeździe zboża z Polski. Jeśli zboże nie opuści Polski, to kaucja przepada na rzecz Skarbu Państwa, a środki będą wykorzystywane na dopłaty pokrzywdzonym polskim rolnikom i na stabilizowanie rynku.

Ukraińska propozycja z limitami i kwotowaniem jest dobrym pomysłem?

Jest to możliwe rozwiązanie, ale takie kwotowanie musiałoby być oparte o twarde analizy i dane rynkowe. Jeśli widzielibyśmy braki jakiegoś towaru na polskim rynku, np. w wyniku nieurodzaju, to nie widzę przeszkód, by korzystać z produktów ukraińskich. System mógłby objąć nie tylko zboża, ale też owoce miękkie, warzywa, drób, jaja czy miód.