Rada Ministrów wciąż nie przygotowała projektu rozporządzenia na podstawie tarczy 2.0, która daje możliwość zwalniania określonej liczby urzędników lub obniżania im pensji. Sygnały, jakie płyną z rządu, wykluczają jednak redukcję zatrudnienia w poszczególnych instytucjach. Sami urzędnicy do tych zapewnień podchodzą sceptycznie.

– Konieczność zaciskania pasa w administracji jest więcej niż pewna. Nie chcę na razie zdradzać szczegółów. Z pewnością będzie się to odbywało w porozumieniu z szefami poszczególnych instytucji – mówi DGP minister Łukasz Schreiber z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i współautor rozwiązań dotyczących tarczy 2.0.

Cisza przed burzą

Aby rząd wydał rozporządzenia w sprawie redukcji pensji i zatrudnienia w administracji, musi zajść jedna z dwóch przesłanek – albo deficyt budżetowy okazuje się wyższy od wcześniej planowanego, albo dług publiczny zaczyna gwałtowanie rosnąć.

– Obecnie nie ma podstaw do wydania tego rozporządzenia, bo przecież nikt nie wie formalnie, o ile wzrósł dług publiczny w stosunku do poziomu, który był pierwotnie zakładany w ustawie budżetowej na ten rok. Epidemia wszystko zmieniła – mówi prof. Stefan Płażek, adwokat i adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Reklama

– Poczekajmy na nowelizację ustawy budżetowej. Wtedy będziemy wiedzieć, w jakiej kondycji są finanse państwa – dodaje.

Dopiero wtedy formalnie zostanie uruchomiona procedura wydania rozporządzenia. W wersji optymistycznej będzie ono zawierać wyłącznie obniżki wynagrodzeń dla urzędników do końca roku. Jak nieoficjalnie dowiedział się DGP, rząd proponuje cięcia w wysokości 20–40 proc.

Ograniczanie budżetów

Resort finansów przekonuje, że planów lawinowych zwolnień wśród urzędników nie ma. Oszczędności jednak nie wyklucza.

– Każda instytucja w ramach solidarności będzie musiała we własnym urzędzie ich poszukać. Takie rozwiązanie wydaje się najbardziej kompromisowe wobec związkowców i samych pracowników administracji rządowej – uważa Tadeusz Woźniak, poseł PiS i przewodniczący Rady Służby Publicznej (RSP).

Brak planów zwalniania urzędników uzasadnia dodatkowymi zadaniami, które są na nich nakładane. – Do tego administracja raczej cierpi na brak dobrych specjalistów niż ich nadmiar – przekonuje przewodniczący RSP.

Tomasz Ludwiński, przewodniczący Krajowej Sekcji Administracji Skarbowej NSZZ „Solidarność”, uważa, że kompromisowym rozwiązaniem byłoby danie poszczególnym urzędom wolnej ręki w zakresie szukania ewentualnych oszczędności niż dekretowanie tego odgórnie.

– Można np. dokonać cięć w inwestycjach, a niekoniecznie w funduszu wynagrodzeń – dodaje. Podkreśla jednak, że w każdym urzędzie sytuacja finansowa jest różna.

– Na przykład w resorcie finansów jest kilkaset wakatów. Niewykorzystane pieniądze na ich sfinansowanie były przeznaczane na nagrody. W ubiegłym roku średnio dla kadry kierowniczej bonusy wynosiły ok. 18,5 tys. zł. W takich urzędach z szukaniem oszczędności bez konieczności zwalniania pracowników nie powinno być problemów. To są jednak pojedyncze przypadki, bo w większości instytucji jest trudna sytuacja kadrowa – mówi Tomasz Ludwiński.

(Nie)zablokowane rozwiązanie

Z sondy DGP wynika, że obecnie w wielu urzędach odmrożono wypłatę nagród, które na czas epidemii poleceniem premiera zostały wstrzymane.

– Nagrody w naszym urzędzie nie są zbyt duże, bo co kwartał wynoszą zaledwie 800 zł, ale dobrze, że są te gratyfikacje. One mobilizują urzędników do pracy po godzinach – potwierdza Tomasz Ludwiński. I przypomina, że urzędnicy wciąż nie otrzymują zwiększonej rekompensaty za pracę w nadgodzinach. Jego zdaniem to może skutkować odejściami z urzędów dobrych specjalistów.

Jak sprawdziliśmy, w innych urzędach również panuje względny spokój i nie ma nerwowego szukania oszczędności.

– U nas nic nie mówi się o cięciach. Dodatkowo w najbliższych dniach nasza organizacja podpisuje porozumienie z dyrektorom generalnym, które kończy wielomiesięczny spór o zbyt niskie wynagrodzenia – mówi Elżbieta Kurzępa, szefowa NSZZ „Solidarność” w lubelskim urzędzie.

– Jeśli pojawią się jakieś próby szukania oszczędności, to mamy nadzieję, że zostaniemy włączeni do rozmów na ten temat – zapowiada.

Również w ministerstwach odchodzi się od wstrzymywania wypłaty pieniędzy z funduszu nagród.

– W ministerstwie wypłaca się nagrody zgodnie z obowiązującymi przepisami, wyłącznie w ramach środków na wynagrodzenia określonych w ustawie budżetowej na dany rok – potwierdza Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN. I wskazuje, że obecnie resort nie prowadzi działań mających na celu ograniczenie zatrudnienia. Podobnie jest w resortach sprawiedliwości czy rolnictwa. One, ale także pozostałe ministerstwa, podjęcie konkretnych działań uzależniają od wydania przez Radę Ministrów rozporządzenia w sprawie obniżenia pensji lub ograniczenia zatrudnienia. ©℗

Źródło nieznane