Korea Północna w kulturze popularnej i dyskursie publicznym pełni funkcję uniwersalnego straszaka – każdy polityk o autorytarnych zapędach musi się liczyć z tym, że zostanie obwołany lokalnym Kimem, chcącym zamknąć całe społeczeństwo w obozach pracy. „I będzie jak w Korei Północnej” – piszą ludzie na forach internetowych. Problem jednak w tym, że niezbyt dobrze wiemy, jak jest w Korei Północnej. Nie wiedzą tego z pewnością czytelnicy reportaży z kategorii „co udało mi się sfotografować spod pachy w Pjongjangu”: można przypuszczać, że reżim północno koreański nie tylko ściśle monitoruje oficjalny przebieg wizyt obcokrajowców, lecz także wie, co i gdzie można tam sfotografować spod pachy. Podobnie pewną nieufność budzą seryjnie wydawane świadectwa uciekinierów z KRLD. I nie chodzi tu nawet o to, że są zafałszowane, bo z reguły nie są (choć bywają podkolorowane). Totalitarne państwa istotnie ogłupiają, głodzą, zabijają i niewolniczo eksploatują zastępy swoich obywateli. Rzecz w tym, że owe relacje przedstawiają tylko część prawdy o kieszonkowym imperium Kimów, tę część, która działa silnie na emocje. Emocje łatwiej sprzedać, właściwie to banalna obserwacja, nieodnosząca się, rzecz jasna, wyłącznie do spraw koreańskich.

>>> Czytaj też: Międzynarodowy handel Korei Północnej umiera. Winne są sankcje 

Stagnacja czy strategia?

W poszukiwaniu książki popularnej, ale rzeczowej, stonowanej emocjonalnie i świadomej informacyjnych luk – Korea Północna pozostaje w wielu wymiarach, choćby w dziedzinie ruchów kadrowych, wśród partyjnych elit, nieczytelna nawet dla fachowców i służb wywiadowczych – warto się zwrócić ku reportażowi „Kim Dzong Un. Szkic portretu dyktatora” norweskiej dziennikarki Sun Heidi Sæbø. Czytanie Korei Północnej przypomina niegdysiejsze analizy dynamiki zmian w sowieckiej wierchuszce na podstawie tego, kto się pojawia (i kto się już nie pojawia) na zdjęciach reprodukowanych w „Prawdzie”. Książka Norweżki pomaga w uchwyceniu odpowiedniego kontekstu – przykładowo, w zrozumieniu, dlaczego jest ważne, w jakim stroju Kim Dzong Un dał się uwiecznić nadwornemu fotografowi podczas gospodarskiej wizyty w wytwórni cukierków.

źródło: DGP

Sæbø wskazuje na podstawowy paradoks w naszym potocznym rozumieniu północno koreańskiej osobliwości: KRLD w dzisiejszym świecie późnego kapitalizmu, świecie zglobalizowanym, technokratycznym, ale też stawiającym czoła nowym wyzwaniom w rodzaju globalnego ocieplenia bądź kryzysu migracyjnego, sprawia wrażenie przedziwnej skamieliny. Jest niczym ryba latimeria, która wciąż pływa w Oceanie Indyjskim, w cielesnym kształcie niezmiennym od 70 milionów lat, mimo że miała dawno wymrzeć.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP