Nie chcą dodatkowych kosztów i rozbijania placówek na dwa budynki. Samorządy, które zamierzały tak zrobić, spotkały się z oporem ze strony rodziców.
Do końca marca lokalne władze muszą opracować nową sieć placówek. Na początku kwietnia rozpocznie się bowiem rekrutacja uczniów.
Choć przepisy dają samorządom możliwość wygaszania gimnazjów na kilka sposobów, to z sondy przeprowadzonej przez DGP wynika, że większość z nich skorzysta z opcji przeniesienia ich do podstawówek. Czyli od września 2017 r. będą się mieściły w nich VII klasy, a za rok także VIII.
Gminy nie chcą – choć przepisy im na to pozwalają – aby starsze roczniki uczniów uczęszczały np. do budynku po gimnazjum. Niosłoby to za sobą dodatkowe koszty związane m.in. z utrzymywaniem infrastruktury czy pracowników administracyjnych.

Liczy się komfort rodziców

Wchłonięcie gimnazjów przez podstawówki planują m.in. Police. Taką decyzję podjął jednak nie urząd miasta, ale de facto rodzice. – Klas IV–VII mamy 48, podczas gdy wszystkich sal jest 46. A do tego przecież dochodzą jeszcze kolejne roczniki młodszych uczniów. Opiekunom daliśmy wybór: albo ich dzieci będą się uczyły w za małych placówkach na dwie zmiany, albo część z nich trafi do budynków po gimnazjach. Rodzice wybrali pierwszy wariant – wyjaśnia Witold Stefański, naczelnik wydziału oświaty i kultury Urzędu Miejskiego w Policach.
Podobnie jest w Puławach. – Radni chcieli, aby szkoła podstawowa po przejęciu gimnazjum funkcjonowała w dwóch budynkach. Na spotkaniu z rodzicami wywiązała się taka awantura, że odstąpiono od tego pomysłu – opowiada Jacek Rudnik, dyrektor Gimnazjum nr 3 w mieście. Jego zdaniem dla rodziców ważne jest, aby dziecko przez 8 lat uczęszczało do jednego budynku. Nawet jeśli ceną za to będą gorsze warunki lokalowe.
Podstawówki w jednym budynku będą funkcjonowały również w Białymstoku, Puńsku, Żywcu i Krakowie (tu jednak część nieruchomości po gimnazjach stanie się samodzielnymi podstawówkami). – Tylko w okresie przejściowym, czyli do 2019 r., pięć podstawówek będzie działało w dwóch miejscach. Po to, aby uczniowie mogli dokończyć naukę tam, gdzie ją zaczęli – tłumaczy Jan Machowski, rzecznik prezydenta Krakowa.

Stolica też zmienia zdanie

Pierwotnie Warszawa zapowiadała, że wiele szkół podstawowych podzieli na dwa budynki. Ale teraz odchodzi od tego pomysłu. Przykład: w Szkole Podstawowej nr 222 klasy I–VI lub I–V miały się uczyć w jednym budynku, a starsze – w drugim, po gimnazjum. Ostatecznie pomysł upadł i placówka, która już dziś pracuje na dwie zmiany, od września będzie musiała pomieścić dodatkowych uczniów. Tymczasem miejsca dla nich nie ma nawet w... szatni. Dlatego na wakacje zaplanowano remont. Ale i to nie zmienia faktu, że w szkole będzie tłoczno, a uczyć trzeba się będzie nawet wieczorami. Podobnie jak w innych miejscach w kraju.
– Rodzice z Gdańska sygnalizują, że lekcje w tamtejszych podstawówkach mają trwać do godziny 20.00, a budynki po gimnazjach zostaną przeznaczone na inne cele niż edukacyjne. A przecież wystarczyłoby, aby w miejscu wygaszanych placówek utworzyć nowe szkoły podstawowe, w ten sposób zmniejszyć istniejące obwody i rozładować tłok – komentuje sytuację Tomasz Elbanowski z Fundacji Rzecznik Praw Rodziców, która już zgłosiła problem do MEN. Resort obiecał, że będzie interweniował. Biernie przyglądać się zmianom nie zamierzają także kuratoria. Aurelia Michałowska, mazowiecka kurator oświaty, w rozmowie z DGP zapewnia, że opiniując arkusz organizacyjny na nowy rok szkolny, będzie bacznie śledziła, czy uczniom zapewniane są właściwe warunki.
W sytuacji nie do pozazdroszczenia są także dyrektorzy szkół. Nie mają większego wpływu na decyzje samorządów i co najwyżej mogą szukać dodatkowych pomieszczeń dla nowych uczniów. Z naszych informacji wynika, że z części placówek mogą zniknąć np. biblioteki i sale plastyczne – zostaną przeniesione do innych budynków. – Musimy zrezygnować z jednej pracowni. W jej miejscu powstanie dodatkowa klasa – przyznaje Izabela Leśniewska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 23 w Radomiu.
Rodzice, w sytuacji gdy placówka będzie przepełniona, nie mogą nic zrobić. Bo nie ma standaryzacji szkół. Żaden przepis nie określa np. maksymalnej liczby uczniów na metr kwadratowy. Mowa jest tylko o tym, że klasa nie powinna liczyć więcej niż 25 dzieci. Ale już samych klas może być sto, sale mogą być ciasne, a lekcje mogą się kończyć późnym wieczorem. ⒸⓅ