Czas wolny jako główna zdobycz społeczeństwa PRL. Urlop to forma kontrkultury

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
19 lipca 2020, 17:00
Plaża nad Morzem Bałtyckm, Ustka, Fot. ppart / Shutterstock.com
<p>Plaża nad Morzem Bałtyckm, Ustka, Fot. ppart / Shutterstock.com</p>/ShutterStock
Czas wolny był w PRL jedną z głównych zdobyczy podnoszącego się z wojny społeczeństwa. Ale ludzie musieli się nauczyć, jak z niego korzystać.

Jaki był PRL? Odpowiedź na to pytanie okazuje się trudniejsza, niżby się mogło wydawać. Pamięć społeczna nie jest historiografią – nie musi i nie chce trzymać się reguł metodologii i obiektywizmu, kieruje się sentymentem lub niechęcią, silnymi emocjami, z czasem zaś obojętnieje, cukruje się, ustala – i wtedy nawet najbardziej wstrząsające fakty nie są w stanie jej poruszyć. Im więcej wiemy – bo historycy wciąż pracują – tym mniej nas to obchodzi. Sposobem ożywienia pamięci jest ucieczka od historii politycznej ku społecznej.

Historia polityczna w wersji, nazwijmy ją, popularnej, wciąż jest opowieścią o komuchach i patriotach, o władzy i opozycji, o bezpiece i prześladowanych, o wielkich zrywach (lata: 1956, 1968, 1970, 1980, 1981 i 1989). Ale oprócz tych dat były inne. A oprócz komuchów i patriotów były miliony ludzi, którym przyszło żyć w tych specyficznych okolicznościach przyrody. Nie tylko żyć – ale też kształcić się, pracować, wychowywać dzieci, a także spędzać czas wolny.

W ostatnich latach mieliśmy sporo podejść do PRL-owskiej historii społecznej; tym, co je łączy, nie jest szerokie spojrzenie – łączy je pragnienie przeciwne: chęć odnalezienia kluczyka, który otwiera małe drzwiczki od zaplecza. Bo dzieje PRL-owskiej codzienności da się napisać w zasadzie tylko w ten sposób: wchodząc bocznym wejściem. A być nim może architektura („Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL-u” Filipa Springera czy „Bloki w słońcu. Mała historia Ursynowa Północnego” Lidii Pańków), historia awansu społecznego, klasowej i genderowej emancypacji („Każdy został człowiekiem” Piotra Nesterowicza), zawiłości i pokusy handlu („Tylnymi drzwiami. «Czarny rynek» w Polsce 1944–1989” Jerzego Kochanowskiego) albo przygody pewnego kurortu („Jurata. Cały ten szpas” Anny Tomiak).

Przez dotyk do serca

Do tych pozycji – i wielu innych – dołącza teraz „Czas wolny w PRL” Wojciecha Przylipiaka, rzecz o życiu podwórkowym i urlopowym, zorganizowanym wypoczynku i o uporczywym poszukiwaniu nisz, do których ludowa ojczyzna nie zaglądała. – Miała to być opowieść poprowadzona z punktu widzenia zwykłego obywatela: nauczycielki ze Słupska, robotnika z Poznania, z perspektywy, której sam doświadczyłem, a nie miałem dostępu do wyższych sfer – mówi Przylipiak, dziennikarz, redaktor i kolekcjoner, choć on pewnie wolałby określenie „zbieracz”.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj