Człowiek po dotarciu do Auschwitz tracił wszystko. Stawał się numerem [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
7 sierpnia 2021, 22:00
Niemiecki obóz koncentracyjny KL Auschwitz w Oświęcimiu
<p>Niemiecki obóz koncentracyjny KL Auschwitz w Oświęcimiu</p>/Shutterstock
Po dotarciu do obozu człowiek na każdym etapie musiał czuć, że nie jest tak źle – mógł widzieć zmaltretowanych więźniów oraz czuć zapach palonych ciał, ale rzucano mu okruszki nadziei, których wbrew logice instynktownie się chwytał - mówi w wywiadzie Piotr Cywiński, dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.

Z Piotrem Cywińskim rozmawia Estera Flieger

„Jest rzeczą jasną, że śmiech nie miał prawa istnieć w przestrzeni Auschwitz, gdyż był objawem zachowania skrajnie sprzecznego z dehumanizacją” – pisze pan w najnowszej książce. I faktycznie tak było?

Nie, ale istniały różne jego tonacje. Często był to śmiech przez łzy, a niekiedy humor więźniów był wisielczy. To wszystko pokazuje, że nawet do tego stopnia prowadzona dehumanizacja wywołuje kontrreakcje: ludzie zawsze będą starali się zachować w sobie człowieczeństwo, nawet jeśli system tego nie przewiduje. Człowiek po dotarciu do Auschwitz tracił wszystko. A przede wszystkim tożsamość; stawał się kategorią więźnia i numerem. Tracił perspektywę życia i nadzieję – bardzo szybko rozumiał, oraz dawano mu to do zrozumienia, że długo nie będzie żył. Tracił poczucie godności. Był traktowany gorzej niż zwierzęta, które należały do SS. Stawał się własnością obozu, z którą można było zrobić wszystko.

Zauważa pan, że ocalali często określają Auschwitz jako niemożliwy do opisania świat.

Ocalałym towarzyszy niemożność nazwania wielu doświadczeń. Do więźniów szybko docierało, że słowa i reguły znane im z normalnego świata tu nie obowiązują. To powodowało w nich głęboki szok. Wiele dni zajmowało zapanowanie nad nim i rozpoczęcie walki o przeżycie, a także zrozumienie nowych zasad i hierarchii.

System dbał też o to, by nie było czasu na myślenie.

Tak, więźniowie wszystko musieli robić w pośpiechu, w stałym poczuciu zagrożenia, że zaraz coś może im się stać. Na myślenie czas przychodził w nocy, w baraku. Wielu się wówczas załamywało, część poddawała się już w pierwszych godzinach, co niekiedy kończyło się samobójstwem.

Czy więźniowie zadawali sobie pytania, dlaczego trafili do Auschwitz, dlaczego to właśnie ich spotkało?

Osoby działające w ruchu oporu liczyły się z ryzykiem złapania lub denuncjacji. Ci, którzy trafiali do obozu z łapanek, nie rozumieli, dlaczego ich to spotyka. Podobnie Żydzi, którym wmawiano, że będą deportowani, więc mają wziąć ze sobą bagaże. Ale niektórzy więźniowie stawiali sobie pytania transcendentalne: jakie grzechy sprawiły, że znaleźli się w Auschwitz? Bardzo wiele osób traciło w obozie wiarę, choć niektórzy ją w sobie pogłębiali. W najgorszym położeniu byli chłopi – ci prości, niepiśmienni, którzy nie znali niczego więcej poza swoją okolicą, polem, drogą do kościoła; w obozie tracili jakiekolwiek punkty zaczepienia.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj