Chemiczny gigant Bayer AG został zobowiązany do zapłacenia ponad 2 mld dol. odszkodowania parze, która twierdziła, że przez trzy dekady stosowania herbicydu Roundup, produkowanego przez Monsanto (firmę będącą dziś własnością Bayera), zachorowała na nowotwór. To nie jest dobra wiadomość dla inwestorów Bayera. Ale może być dobrą wiadomością dla każdego, kto liczy na to, że nieetyczne praktyki firm zaczną być bardzo kosztowne.

Z zaprezentowanych w czasie procesu dokumentów wynika, że Monsanto bez skrupułów przez lata stosowało nieetyczne środki w celu obrony swoich zysków.

Firma była odpowiedzialna m.in. za ataki na badaczy i dziennikarzy, którzy próbowali ujawniać ryzyka związane z używaniem jej produktów. Monsanto zatrudniało również zespoły płatnych konsultantów, którzy udawali niezależnych naukowców, zaś ich prawdziwym celem było sianie dezinformacji w literaturze naukowej. Czasopismo „Academics Review”  okazało się być propagandowym czasopismem, finansowanym przez Monsanto oraz innych gigantów z branży chemicznej.

Żadne z powyższych działań nie są nielegalne. Ale są już nieetyczne i wkrótce mogą być także nieopłacalne.

Opatentowany przez Monsanto na początku lat 70. XX wieku glifosat, to aktywny składnik popularnego środka na chwasty Roundup. Setki milionów litrów herbicydów na bazie glifosatu na rozpylane co roku na polach uprawnych. Ostatnio pisałem o glifosacie, przyglądając się, czego udało się jak dotąd dowiedzieć badaczom o biologicznych efektach stosowania herbicydu. Efekty te wykraczają daleko poza ryzyko spowodowania nowotworu.

W ramach jednego z badań grupę szczurów wystawiono na działanie małych dawek glifosatu. Okazało się, że o ile osobniki te oraz ich bezpośrednie potomstwo nie ucierpiało, to kolejne dwa pokolenia szczurów miały już poważne problemy, w tym m.in. z prostatą, nerkami i jajnikami. Odnotowano również anomalie przy urodzeniu. Efekty tego rodzaju, ze względu na mechanizmy związane z epigenetyką, nie mogą zostać wychwycone przez klasyczne badania toksykologiczne, z których wciąż korzystają regulatorzy.

Monsanto nie zwlekało, aby w jak największym stopniu ukryć niekorzystne dla tej firmy ustalenia badaczy. Lawina pozwów (ok. 13 tys. spraw wciąż się toczy) posypała się po tym, jak 2015 roku Międzynarodowa Agencja ds. Badań nad Rakiem (IARC), organ Światowej Organizacji Zdrowia, stwierdziła, że glifosat jest „prawdopodobnie” rakotwórczy.

Wkrótce potem ukazała się seria artykułów w suplemencie do czasopisma „Critical Reviews in Toxicology”, w których mocno krytykowano ustalenia IARC oraz oskarżano tę agencję o niechlujne praktyki naukowe. Jak się okazało, teksty te napisali płatni konsultanci na żądanie Monsanto. Wydawca czasopisma w późniejszym komentarzu stwierdził, że autorzy tekstów nie ujawnili swoich powiązań z Monsanto, co stanowi naruszenie zasad etyki. Ale teksty te wciąż istnieją, zaś wyjaśnienia nie są tak oczywiste i jasne, jak mogłyby być. Pokazuje to mechanizm działania tego rodzaju dezinformacji.

W czasie zbierania informacji do tekstu o glifosacie natknąłem się na jeden z tych fałszywych tekstów i początkowo potraktowałem go poważnie, ale udało mi się odkryć jego wątpliwe źródła.

Firma Monsanto robiła to na wielką skalę, manipulując zarówno badaczami jak i dziennikarzami. Jedna z dziennikarek – Carey Gillam w 2017 roku w swojej książce „Whitewash”  opisała bardzo szczegółowo, jak Monstanto oraz inni chemiczni giganci systematycznie ukrywali niebezpieczeństwa związane z ich produktami, a także jak kontrolowali i niszczyli dane na ten temat.

Na początku tego roku ujawniono, że kobieta zeznająca ws. Monstanto w czasie procesu udawała, że jest reporterem BBC, a była „menedżerem ds. reputacji” z jednej z firm konsultingowych pracujących dla Monsanto.

Nie ma się czemu dziwić, że firmy wpadają w tak dużą desperację, gdy pojawia coraz więcej dowodów na szkodliwość dla zdrowia i środowiska wielu substancji chemicznych, nie tylko glifosatu.

O jednej z takich substancji opowiedział mi biolog Pete Myers z Carnegie Mellon University. Chodzi o bisfenol A (BPA). Substancja ta jest szeroko stosowana do produkcji plastikowych butelek oraz żywic, które wypełniają wnętrza metalowych pojemników.

W czasie jednego z webinarów eksperci podsumowali, że nawet niewielka ekspozycja na bisfenol A może powodować raka piersi, problemy z nerkami oraz zapalenie prostaty u szczurów. Warto odnotować, że szczury miały kontakt ze znacznie mniejszymi dawkami bisfenolu A niż dzieje się to w przypadku ludzi.

Niestety badania i techniki, na których polegają regulatorzy sprawdzając toksyczność danej substancji, pochodzą z poprzedniej epoki. Firmom taki stan rzeczy jest bardzo na rękę, ponieważ starsze techniki nie są wrażliwe na badanie wielu efektów dla zdrowia, jakie wywołują substancje chemiczne.

„Agencje regulacyjne korzystają z nauki z epoki jurajskiej” – napisał mi w mailu Pete Myers. „Sama możliwość, że zaczęłyby używać nowoczesnych technik, stanowi egzystencjalne zagrożenie dla przemysłu chemicznego, jaki znamy” – dodał.

Bayer ostatecznie może poradzić sobie z problemami, poprzez rozstrzygnięcia toczących się spraw sądowych. Nawet jeśli tak się stanie, to obecna sytuacja chemicznych gigantów powinna stać się ostrzeżeniem dla inwestorów.

>>> Czytaj też: Nowoczesne rolnictwo zabije ludzkość? Naukowcy alarmują: pojawił się nowy, śmiercionośny szczep grzybów [OPINIA]