Forsal logo

Wielki klucznik i doktor Frankenstein. Na pięć osób przypadają cztery konta w portalach Facebooka

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
24 grudnia 2021, 22:21
Mark Zuckerberg
<p>Mark Zuckerberg</p>/Shutterstock
Następnym etapem rozwoju platform cyfrowych będzie ustawianie się w pozycji meta wobec ludzi, rządów i firm. Jako dostarczyciele niezbędnych usług i ostateczne instancje, które definiują naszą tożsamość.

Jak głupie, brutalne i nieporadne były dawne autorytaryzmy! KGB nigdy nie udało się przekonać poddanych swojego imperium, by sami nosili urządzenia, które ich śledzą” – rozwijał ze sceny swój argument niepozorny z wyglądu mężczyzna o niemożliwym do określenia akcencie i dziwnym nazwisku. Siła i pewność jego przekonań gwarantowały jednak pełną uwagę po stronie słuchaczy. Była jesień 2013 r. i w Warszawie na konferencji CopyCamp gościł Eben Moglen, prawnik i rzecznik ruchu wolnego oprogramowania. Porównania do czasów radzieckich i autorytarnych reżimów płynęły szerokim strumieniem.

„Jak to się stało, że akurat w tym mieście ludzie zgodzili się nosić przy sobie niewielkie urządzenia, które pozwalają nam czytać tylko takie książki, które nas śledzą?” – pytał retorycznie Moglen. Amerykanin nawiązywał do doświadczenia Polski z różnymi reżimami i lekcji, których z tego nie wyciągamy. „To możliwe dzięki jednej prostej sztuczce, jaką opanowaliśmy. Nauczyliśmy się żyć w wolnym społeczeństwie jak ludzie zniewoleni”.

Moglen jest znany z powiedzenia, że „Mark Zuckerberg wyrządził więcej szkód ludzkości niż ktokolwiek w jego wieku kiedykolwiek zdołał”. Słuchająca go wtedy w Warszawie publiczność była przychylnie nastawiona – hakerzy, aktywistki, dziennikarze i prawniczki – ale nie wszyscy byli gotowi na tak jednoznaczne postawienie sprawy. To wciąż były czasy, gdy zdecydowana większość opinii publicznej wierzyła w dobroczynny wpływ nowych technologii komunikacyjnych dla demokracji, kultury i mediów. Partnerem konferencji była firma Google, co skutkowało kąśliwymi komentarzami wymienianymi między wystąpieniami, ale platformy cyfrowe nie były obiektem aż tak powszechnej niechęci jak dziś. Trump, skandal z wykradzeniem danych przez Cambridge Analytica, masowe akcje dezinformacji w mediach społecznościowych, kampania nienawiści na Facebooku, ludobójstwo w Birmie – to wszystko było jeszcze przed nami.

Dlaczego przypominam wydarzenia z poprzedniej dekady? Bo żeby rozmawiać o współczesnych kłopotach platform cyfrowych oraz klinczu między ochroną demokracji i praw człowieka a postępem nowych technologii, warto się cofnąć i zmienić perspektywę. Należy przyjrzeć się temu, jak zbudowany jest gmach cyfrowych platform. Możliwe, że to ludzie niegdyś uznawani za radykałów albo utopistów mieli tak naprawdę jaśniejszy obraz sytuacji. A większość z nas, nawet tych uważnych, krytycznych i wyczulonych na ściemę, uległa wielkiemu złudzeniu.

Wiele kosmicznych liczb

Widok interfejsu platformy społecznościowej i czerwona ikona sygnalizująca oczekujące powiadomienia – o lajkach, wiadomościach, komunikatach z pracy – to dla miliardów ludzi na świecie pierwszy widok po przebudzeniu. I ostatnie, co zobaczą przed snem: nie twarz ukochanej osoby, lecz ekran Facebooka, Sina Weibo, YouTube’a, WeChatu, TikToka albo VKontakte.ru. Według różnych szacunków z tych usług – nazywanych „społecznościowymi”, choć w rzeczywistości to coś znacznie więcej – korzysta dziś między 3,6 a 4,5 mld ludzi na świecie. Domena Facebooka (dziś firmy Meta) jest największa i ma ok. 3,5 mld użytkowników. Choć niektóre osoby prowadzą więcej niż jedno konto w więcej niż jednym serwisie (Facebook, WhatsApp, Instagram). Na pięć żyjących na Ziemi osób przypadają cztery konta w portalach Mety/Facebooka.

W pandemii i tak już imponujące zyski sektora technologii i komunikacji online sięgnęły niewiarygodnych pułapów.

Źródło: MAGAZYN DGP
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Jakub Dymek
publicysta „Przeglądu”, dymek.substack.com
Zobacz wszystkie artykuły tego autora
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj