„Już wiele lat wstecz świadczeniodawcy udowadniali, że ten potencjał nadwykonań mają bardzo duży, bo w zasadzie co roku mieliśmy dużą część zgłaszaną w ramach tych procedur, które były nielimitowane jako nadwykonane. Więc można powiedzieć, że ten potencjał rzeczywiście istnieje i pomoże wykonać limity” – wyraził nadzieję prezes.

Dodał, że fundusz przygląda się przebiegowi epidemii i – w zależności od tego, jak długo ona potrwa - zdefiniowany zostanie prawdopodobnie taki okres, „wychodząc poza okres roczny”, by podmioty miały szanse wypełnić te limity. „Czyli nie myślimy w kategoriach redukowania tego kontraktu, który w tej chwili obowiązuje, ale raczej wydłużenia okresu, w jakim on będzie wykonywany” – wyjaśnił.

W tej chwili NFZ planuje, że ten okres wyniesie pół roku, ale nie jest też wykluczone, że zostanie on wydłużony. „Jeśli pojawiłyby się takie scenariusze, które by oznaczały drugą falę zachorowań we wrześniu lub inną eskalację, w jakimś okresie do końca roku, to wtedy będziemy rozważali, jak ten okres wydłużyć, by ta możliwość była zapewniona” – powiedział.

Szef NFZ przedstawił też dokładnie jak wygląda finansowanie podmiotów, nie tylko szpitali jednoimiennych w czasie pandemii i jakie mechanizmy zapewniające stabilność tego systemu wprowadzono. „Nie dotyczyło to tylko szpitali jednoimiennych, ale całej grupy świadczeniodawców, bez względu na to, czy funkcjonowali w formie szpitala, szpitala powiatowego, ambulatorium czy POZ” – przypomniał.

Jednocześnie zauważył, że fundamentem zapewniającym stabilność opieki medycznej są rozwiązania z tzw. ustawy 6 proc. PKB. „To jest taki mechanizm, który jest państwową gwarancją utrzymywania nakładów finansowych na sektor zdrowia i nawet w przypadku zmniejszenia kwot pochodzących ze składek (zdrowotnych – PAP) jest to zobowiązanie, by te środki na zdrowie uzupełniać” – wyjaśnił.

Reklama

Ponadto Niedzielski zwrócił uwagę na to, że na samym początku pojawienia się koronawirusa w naszym kraju podjęto decyzje o tym, że wszystkie działania związane ze zwalczeniem epidemii finansowane ze środków budżetowych. „Nie będą one finansowane ze środków składkowych, zatem nie będą pomniejszały wartości środków przeznaczonych na leczenie innych chorób” – wytłumaczył. Wtedy też – zaznaczył - utworzono „cennik covidowy”. Zawierał on wiele składników m.in. rekompensowanie ryczałtu podmiotom w przypadku wyłączenia ich częściowo lub całkowicie z dotychczasowej działalności. Wszystko po to, by efektywnie walczyły z epidemią.

„Tak naprawdę szpitale jednoimienne otrzymywały kilka strumieni finansowych zaczynając od ryczałtu zwykłego, bo on w marcu i kwietniu został wypłacony. Otrzymywały dodatkową rekompensatę ryczałtu związaną z przeznaczeniem swojej infrastruktury na zwalczanie covid. Oprócz tego były jeszcze płatności o charakterze fee for service, czyli jeden produkt to była gotowość, czyli płatność za łóżka przeznaczone na zwalczanie covid poza ryczałtem i poza rekompensatą oraz płatność za każdego leczonego pacjenta” – powiedział.

Niedzielski podał, że wynik operacyjny szpitali jednoimiennych jaki osiągnęły w ostatnich dwóch miesiącach był „50 a nawet 60 mln zł na plusie”. To jest dowodem na to, że placówki miały płynność finansową i nie była ona zagrożona.

Natomiast pozostałe szpitale i inne jednostki mogły skorzystać z „pakietu instrumentów stabilizujących”. Otrzymywały one na przykład zaliczkowo - niezależnie od poziomu wykonywanych świadczeń – środki w wysokości 1/12 kontraktu, co pozwoliło im zachować stabilność finansową i potencjał do bieżącego obsługiwania pacjentów.

Dodał też, że fundusz przeznaczył do dnia 25 maja na walkę z epidemią już 0,5 mld zł, a na koniec czerwca szacuje, że kwota ta osiągnie blisko 1 mld zł. „W perspektywie końca czerwca rezerwujemy na to blisko 1 mln zł i nie finansujemy tego ze składki” – zaznaczył.(PAP)

autorka: Klaudia Torchała