Z Ewą Woydyłło-Osiatyńską rozmawia Magdalena Rigamonti
Przypadkowo siadłyśmy obok siebie w kinie. Myślałam, że pani jest twardzielką, że nie robią na pani wrażenia sceny z zarzyganymi alkoholikami. Pani ich leczy, a w pewnym momencie ścisnęła mnie pani za rękę.
Reklama
Przeżywam takie filmy. One niczym nie różnią się od życia. Ten z Maciejem Stuhrem grającym alkoholika, „Powrót do tamtych dni”, jest tak mocny, że naprawdę trudno mi było wytrzymać.
Pani mąż, prof. Wiktor Osiatyński, był alkoholikiem.
Nie byliśmy małżeństwem i nie mieszkaliśmy razem, kiedy pił.
Ale miał za sobą historię picia.
Mógłby umrzeć razem z Ireneuszem Iredyńskim, z Jonaszem Koftą, z połową SPATiF-u. Cud zdarzył się dzięki temu, że pojechał do Ameryki. W Polsce w tamtym czasie by nie wytrzeźwiał. U nas i dzisiaj trudno się trzeźwieje. Znów dziś odebrałam telefon od zdesperowanego artysty.
Pijak?
Pijak.
Mówił: „Ratunku!”?
Mówił, że chce porozmawiać. W Ameryce rodzina już dawno wymieniłaby mu zamki w drzwiach. A w Polsce jest tak, że po latach picia on się dopiero decyduje porozmawiać, dopiero dochodzi do niego, że ma problem. Wiktor poszedł w Stanach na uniwersytet uczyć. Stan wojenny w Polsce, on błyskotliwy, zjednujący sobie ludzi. Szybko trzeba było mu salę zmienić, bo okazało się, że na zajęcia chce przyjść nie 20, tylko 200 studentów. Młodzi się tam zachwycili Wiktorem, a on nimi. Ale upił się niestety.
W czasie zajęć?
Nie, już po. Następnego dnia przyszedł na kacu. Spóźnił się trochę. Wszystko jednak na wesoło. Na korytarzu któryś z kolegów go zaczepia, że rektor prosi go do siebie, więc idzie do rektora, a ten mówi tylko, że są jakieś pieniądze do odebrania i że mu przykro. I koniec, żadnych tłumaczeń.
Tam jest krótka piłka, a u nas picie, chlanie, alkoholizm się toleruje.
Latami się toleruje, pobłaża się, tłumaczy, udaje się, że się nie widzi. I choć mam wrażenie, że wielu ludzi jest coraz bardziej wyedukowanych, to i tak wciąż często nie wypada powiedzieć, że ktoś pije, że jest przemoc, że pogarda, że zło. Nie wypada powiedzieć! A sąsiedzi, koledzy, znajomi udają, że nie widzą, że nie powinni się wtrącać. Udawanie jest też przyzwoleniem na picie, na przemoc, na pogardę, na zło. Polski utrwalony styl polega na niewtrącaniu się. Empatia, akceptacja, wdzięczność - nie uczymy tego, nie rozmawiamy na ten temat w rodzinie, w szkole.
Coraz więcej ludzi, tych urodzonych w latach 70. i 80., przyznaje, że jest dorosłymi dziećmi alkoholików (DDA), że wychowywali się w pijanej Polsce.
Zastanawiam się, jaka będzie, jaka byłaby historia tego młodego chłopca z filmu, syna alkoholika. Z badań naukowych przeprowadzonych na populacji dorosłych dzieci alkoholików wynika, że tylko jedno dziecko na troje dorastających w warunkach chaosu, nieprzewidywalności, przemocy, zaniedbań i braku uczuć wchodzi w dorosłość, wlokąc za sobą patologie, nie radzi sobie, nie jest w stanie ułożyć sobie życia.