Firma analityczna Jato sprawdziła, jakie były średnie ważone emisje CO2 dla nowych samochodów zarejestrowanych w krajach Unii Europejskiej w ubiegłym roku, zależnie od ich napędu..

Okazało się, że najwięcej dwutlenku węgla emitowały nowe diesle – średnio 122,2 g/km, czyli grubo powyżej normy ustalonej przez Brukselę na poziomie 95 g/km. Wynik diesla jest szokujący, bo przez lata auta z takimi motorami uchodziły za ekonomiczne, a im mniej paliwa zużywa samochód, tym mniej CO2 powinien emitować. Jak to możliwe, że jest inaczej?

Można to wytłumaczyć między innymi tym, że ogólnie udział silników wysokoprężnych w całym rynku spada (w zeszłym roku wynosił już tylko 28 proc. w porównaniu z ponad 50 proc. jeszcze 4 lata wcześniej), ale nadal cieszy się popularnością w dużych, mocnych autach. Innymi słowy, kupujemy mniej diesli, ale o większej pojemności, a więc też mniej ekonomicznych i ekologicznych. Np. Audi Q7 50 TDI ma emisję na poziomie 204 g/km – to o ponad 30 gramów więcej, niż w przypadku hybrydowego Lexusa RX 450h, który jednocześnie ma większą jednostkę benzynową i większą moc.

O jeden gram mniej ważona emisja wyniosła w przypadku aut z motorami benzynowymi – to 121,2 g/km. Na trzecim miejscu znalazły się hybrydy z wynikiem 104,1 g/km. Do tego grona zaliczono jednak również tzw. miękkie hybrydy, które zawyżyły wynik. Dla przykładu, średnia dla Toyoty i Lexusa, czyli największych producentów „prawdziwych” hybryd, to 100,6 g/km.

Emisje CO2 / Materiały prasowe

Z analiz Jato wynika, że hybrydy plug-in, czyli ładowane z gniazdka miały emisję na poziomie 40 g/km. Ale pamiętać należy, że w statystykach brano pod uwagę wyniki podawane przez samych producentów. A te w przypadku aut PHEV bywają mocno zaniżone w porównaniu z wynikami realnymi. W ubiegłym roku kilka niezależnych instytutów i ośrodków przebadało plug-iny pod kątem realnego zużycia paliwa i emisji CO2. Okazało się, że np. po rozładowaniu baterii niektóre modele wyrzucały z siebie nawet ponad 200-300 gazu cieplarnianego. Bo kierowcom nie chce się ich ładować.

Najlepiej w statystykach Jato wypadły oczywiście auta elektryczne, które same z siebie są bezemisyjne. Ale to, czy są ekologiczne, zależy od tego, gdzie i jak powstaje prąd, służący do ich ładowania. No i nie można zapominać, że w porównaniu z innymi technologiami, elektryki są bardzo drogie – kosztują 30-50 proc. więcej.

W końcówce roku 2020 udział diesli spadł do poziomu 25 proc. Wynika to również z faktu, że stały się… zbyt drogie w zakupie. Kolejne unijne regulacje i afery wymusiły stosowanie dodatkowego osprzętu, skomplikowanych katalizatorów opartych na moczniku etc. Efekt? BMW 520d kosztuje 190 tys. zł – dokładnie tyle, co Lexus ES 300h ze znacznie lepszym wyposażeniem. Wygląda zatem na to, że zakup diesla najzwyczajniej w świecie przestał się opłacać. Co więcej, stał się dosyć ryzykowny, bo nie wiadomo co będzie z dieslami za 2-3 lata, skoro już teraz w wielu europejskich krajach i miastach są na cenzurowanym.