Bo naprawdę nie mam bladego pojęcia, co może stukać w silniku po odpaleniu na mrozie. Być może to zawór, ale równie dobrze w nocy po prostu mógł tam sobie uwić gniazdo dzięcioł – nie mam bladego pojęcia. Kiedyś jakiś pan podszedł do mnie na parkingu i zapytał, co ma zrobić z przeszkadzającymi mu świszczącymi uszczelkami w drzwiach. Zasugerowałem bez namysłu, żeby zwiększył głośność radia. Ja tak robię i to działa, ale on był wyraźnie niepocieszony i na odchodne szepnął tylko coś w rodzaju, że jestem „d..a, a nie ekspert”.
Wiele osób czuje się rozczarowanych tym, że nie potrafię im doradzić w istotnych kwestiach. Ale spójrzcie na to w ten sposób – to trochę tak, jakbyście pytali aktorkę porno o to, jaki może być powód tego, że coś was piecze podczas siusiania. To, że zna się na penisach nie oznacza, że jest urologiem. Dokładnie tak samo jest ze mną – to, że znam się na samochodach, nie oznacza, że wiem, jak je naprawiać. Bo nie jestem mechanikiem.
Reklama
Z zasady nie odpowiadam też na pytania w stylu „Jakie auto powinienem kupić?”. Bo jeżeli ktoś je zadaje, znaczy, że nie zna się na motoryzacji. Że potrzebuje czterech kółek do przemieszczania się z punktu A do B i gwarancji, że między nimi nie będzie musiał zahaczać o serwis. Dlatego koniec końców i tak trafi do salonu Toyoty.
Treść całego artykułu przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.