Pod koniec zeszłego tygodnia do Sejmu trafił poselski projekt ustawy o zmianie niektórych ustaw w celu zapewnienia w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii kadr medycznych. Umożliwia on, na uproszczonych zasadach, pracę w naszym kraju personelowi medycznemu spoza UE. Zawiera on również wiele rozwiązań, które w zamyśle mają ułatwić organizację pracy w czasie pandemii, budzą jednak obawy środowiska medycznego. Jednym z nim jest wyłączenie przepisów kodeksu pracy dotyczących wynagradzania godzin nadliczbowych w odniesieniu do dyżurów medycznych pełnionych przez pracowników szpitalnych oddziałów ratunkowych (SOR) oraz zespołów ratownictwa medycznego (ZRM). (patrz ramka)

Po co i dla kogo

Pomysł budzi obawy w środowisku medycznym. – To kolejny krok, który burzy poczucie bezpieczeństwa. Pojawiają się od razu podejrzenia, że jest to sondowanie reakcji, a kolejnym posunięciem będzie wyłączenie nas wszystkich spod kodeksu pracy – mówi Łukasz Jankowski, szef stołecznej izby lekarskiej. Skutki tego rozwiązania odczują przede wszystkim młodzi – lekarzy zatrudnionych na umowach o pracę jest bowiem coraz mniej, na etatach w tej chwili pracują głównie rezydenci.

Z tego też powodu nie do końca zrozumiałe są motywy wprowadzania takiej zmiany. – Tym bardziej że ci, którzy teraz przychodzą na SOR-y, zwykle podpisują umowy cywilno-prawne. Dlatego jest to zupełnie niezrozumiałe, ale z drugiej strony też dla nas obraźliwe. Zapewne chodzi o to, żeby zmusić ludzi, by więcej pracowali za mniejsze pieniądze – mówi Łukasz Jankowski. Jego zdaniem wyłączenie lekarzy spod kodeksu pracy pozwoli na zlecanie większej liczby dyżurów, ale jedocześnie pozostaną oni pracownikami ze wszystkimi tego konsekwencjami, takimi jak polecenie służbowe.

– Jeśli jednak robione jest to dla pieniędzy, to nie będą to duże kwoty – ocenia.

Reklama

Więcej zastrzeżeń

Projektowana zmiana budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia prawa pracy. Eksperci wskazują, że omawiane ukształtowanie przepisów w praktyce prowadzi do wykształcenia nowego rozwiązania, które nie jest ani typowym dyżurem medycznym, ani pracą. Przy czym trudno uzasadnić cel jego wprowadzania poza ewentualnymi oszczędnościami z tytułu braku ustawowego prawa do dodatku za wynagrodzenia. Taki powód oznacza jednak obniżenie standardów pracy na SOR-ach i pogotowiu (co jest niezrozumiałe w związku z obecną sytuacją epidemiologiczną).

Profesor Arkadiusz Sobczyk, radca prawny i partner zarządzający w kancelarii A. Sobczyk i Współpracownicy, podkreśla, że w tym przypadku brak dodatkowych pieniędzy – jak można przypuszczać – wynika ze szczególnej sytuacji związanej z pandemią (w tym kondycji finansów publicznych). – Tyle że nie jest ona na tyle zła, aby państwa nie było stać na wypłatę odpowiedniego wynagrodzenia pracownikom medycznym. Stan wyższej konieczności uzasadnia możliwość polecania tym ostatnim dyżurów. Nie wydaje się jednak, aby sytuacja była na tyle trudna, że tłumaczy też brak dodatków do pensji – dodaje.

Przypomina też wymogi obowiązujące krajowego ustawodawcę. Polska ratyfikowała Europejską Kartę Społeczną (Dz.U. z 1999 r. nr 8, poz. 67 ze zm.), która przewiduje m.in. prawo do sprawiedliwego wynagrodzenia oraz do jednakowej płacy za pracę tej samej wartości. Potwierdza ona także m.in. prawo pracowników do zwiększonej stawki wynagrodzenia za pracę w godzinach nadliczbowych (z zastrzeżeniem wyjątków w przypadkach szczególnych; art. 4). – Wspomniane wyjątki mogą dotyczyć wyodrębnionych grup pracowników, których warunki zatrudnienia i rodzaj obowiązków uzasadnia brak gwarantowanej rekompensaty za ponadwymiarową pracę. Chodzi m.in. o te grupy zawodowe, których czas pracy trudno jednoznacznie określić, np. posłów – tłumaczy prof. Sobczyk.

Pewne wątpliwości może budzić też przepis, zgodnie z którym za czas dyżuru medycznego wspomnianym pracownikom przysługuje „normalne wynagrodzenie”. To ostatnie pojęcie nie jest zdefiniowane w k.p., a zasady wynagradzania pracowników medycznych bywają skomplikowane. Posiłkowo trzeba więc posłużyć się orzecznictwem. Sąd Najwyższy uznał, że chodzi w tym przypadku o płacę, którą zatrudniony otrzymuje stale i systematycznie, a więc obejmującą zarówno wynagrodzenie zasadnicze, jak i dodatkowe stałe składniki, jeżeli podwładny ma do nich prawo na podstawie przepisów płacowych obowiązujących u pracodawcy (wyrok z 3 czerwca 1986 r.; sygn. akt I PRN 40/86). Może więc obejmować np. dodatek funkcyjny, za staż pracy lub za pracę szkodliwą dla zdrowia (ale nie np. przyznaną nagrodę lub premię zależną od konkretnych osiągnięć w wykonywaniu pracy).

Równi i równiejsi?

Profesor Sobczyk zwraca także uwagę na wątpliwości związane z zasadą równości. – Trudno wyjaśnić, dlaczego pracownik dyżurujący w danej jednostce może nie otrzymać dodatku za ponadwymiarowe obowiązki, a za ich świadczenie w trakcie dyżuru na innym oddziale ma zagwarantowane dodatkowe pieniądze – wskazuje.

Rafał Janiszewski, właściciel kancelarii doradzającej placówkom medycznym, jest zdania, że autorzy projektu uznali, iż SOR-y i ratownictwo są i będą dla systemu kluczowe, także po pandemii. Dlatego podjęli próbę stworzenia dla nich odrębnych regulacji, które zabezpieczą ciągłość udzielania tam świadczeń. Co uzasadnia również to, iż jest to obszar uregulowany odrębnymi przepisami niż reszta placówek medycznych.

Jego zdaniem to próba redefinicji czasu pracy medyka i próbę oddzielenia dyżuru od standardowych godzin. – W kodeksie pracy mamy określoną liczbę godzin, które pracownik może przepracować, mamy lex specialis dotyczące ochrony czasu pracy i odpoczynku medyka. Praktyka pokazuje, że spora część lekarzy chciałaby móc nie korzystać z 11-godzinnego czasu pracy odpoczynku. Wydaje się, że SOR i system ratownictwa wręcz proszą się, by stworzyć tu specjalne reguły. Tylko nie wzięto pod uwagę, że praktycznie nie ma lekarzy, którzy pracują tylko na SOR-ach. Nawet jeśli wydzielimy dyżur lekarza z SOR-u z normalnej pracy, to jego doba ma wciąż 24 godziny – podkreśla. ©℗

Wynagrodzenie za dyżur do ustalenia z szefem

Opinia Karoliny Podsiadły-Gęsikowskej, adwokata z kancelarii adwokacko-radcowskiej Podsiadły-Gęsikowska, Powierża

Projekt przewiduje, że pracownicy wykonujący zawód medyczny zatrudnieni w szpitalnych oddziałach ratunkowych (SOR) i w zespołach ratownictwa medycznego (ZRM) z wyłączeniem lotniczych zespołów ratownictwa medycznego (LPR) mogą być zobowiązani do pełnienia w tych jednostkach dyżuru medycznego. Pracodawca zostanie wyposażony w możliwość odgórnego nakazania dyżuru – bez uzyskiwania zgody tego pracownika.

Projekt wprowadza również definicję dyżuru medycznego, przez który należy rozumieć wykonywanie poza normalnymi godzinami pracy czynności zawodowych przez pracowników wykonujących zawód medyczny i posiadających wyższe wykształcenie, zatrudnionych w podmiocie leczniczym wykonującym działalność leczniczą w rodzaju stacjonarnych i całodobowych świadczeń zdrowotne oraz przez pracowników wykonujących zawód medyczny zatrudnionych w SOR i ZRM.

Największe kontrowersje wzbudza propozycja związana z wynagradzaniem za dyżury tych pracowników. Otóż zgodnie z założeniami mieliby otrzymywać stawkę odpowiadającą co najmniej normalnemu wynagrodzeniu tych osób. Oprócz normalnego wynagrodzenia za pracę w ramach pełnienia dyżuru medycznego przysługiwać może dodatek w wysokości ustalonej u danego pracodawcy lub uzgodnionej przez pracownika oraz pracodawcę. Co więcej, projekt przewiduje wyłączenia stosowania przepisów kodeksu pracy traktujących o wynagrodzeniu pracowników za pełnione dyżury.

Zatem ustawa w takim przypadku gwarantuje jedynie normalne wynagrodzenie za pracę w ramach dyżurów. Kwestia wyższego wynagrodzenia pozostawiona jest indywidulanym uzgodnieniom pomiędzy pracodawcą a pracownikiem. ©℗