Ekonomia współdzielenia miała być nową, lepszą i bardziej przyjazną twarzą wolnorynkowego kapitalizmu. Dzięki niej każdy miał stać się przedsiębiorcą, używając w tym celu niewykorzystywanych na co dzień osobistych aktywów – samochodu, pustego pokoju w mieszkaniu czy nawet własnej energii (np. w charakterze maszyny sprzątającej lub wykonującej proste usługi naprawcze). Miało to być też przyjazne dla środowiska dzięki efektywniejszemu wykorzystaniu istniejących zasobów. Wnet okazało się, że ekonomia współdzielenia ma w sobie więcej drapieżności niż tradycyjne, dobrze już poznane i w miarę oswojone korporacje. Sztandarowym przykładem stał się Uber, który błyskawicznie sprekaryzował zawód taksówkarza, zamieniając kierowców w jednoosobowe firmy.

Prawo krajowe i lokalne

Nie takie sympatyczne, jak się początkowo wydawało, okazały się także platformy najmu krótkoterminowego lokali mieszkalnych, takie jak Airbnb czy Booking.com. Doszło do tego, że kolejne miasta zaczęły wprowadzać ograniczenia w najmie krótkoterminowym na swoim terenie. W Berlinie każdy, kto chce wynajmować mieszkanie turystom, musi uzyskać zgodę władz dzielnicy. Względnie łatwe jest jedynie wynajmowanie pokoju w lokalu, w którym się samemu mieszka. Wtedy wystarczy uzyskać numer identyfikacyjny. W czasie pierwszych 12 miesięcy obowiązywania restrykcji władze dzielnic wystawiły mandaty na sumę 1,5 mln euro za nielegalne wynajmowanie mieszkań turystom. Zdecydowanie dalej poszła Barcelona, która już kilka lat temu wprowadziła konieczność uzyskania licencji na najem krótkoterminowy oraz ukarała Airbnb grzywną wysokości 600 tys. euro za oferowanie niezarejestrowanych mieszkań. W tym roku autonomiczne władze Katalonii zupełnie zakazały krótkoterminowego najmu dla turystów w stolicy regionu. Zakaz obowiązuje od sierpnia. Nieco wcześniej Amsterdam zakazał najmu krótkoterminowego w centrum miasta. Aktywiści z „Miasto jest nasze” zwracają uwagę, że do wprowadzenia restrykcji przygotowuje się Praga, której prezydent Zdenek Hrib postuluje, by dopuszczalne było wyłącznie podnajmowanie pojedynczych pokoi. Najem krótkoterminowy całych mieszkań byłby możliwy jedynie na czas wyjazdu stałych lokatorów. Airbnb oferuje w Pradze 15 tys. lokali, a czynsze w stolicy Czech wzrosły przez pięć ostatnich lat o 44 proc.

Prawo do wprowadzania ograniczeń w takiej działalności potwierdził niedawno Trybunał Sprawiedliwości UE, który dał zielone światło ewentualnym krajowym regulacjom. Sprawa, którą zajmował się TSUE, dotyczyła francuskich przepisów nakładających na właścicieli mieszkań w miastach powyżej 200 tys. mieszkańców obowiązek uzyskania zezwolenia na zmianę funkcji lokalu. Najem krótkoterminowy jest właśnie taką zmianą funkcji – z mieszkaniowej na turystyczną.

Co skłoniło władze europejskich – i nie tylko, restrykcje wprowadził m.in. Nowy Jork – miast do tak drastycznych kroków? Przyczyn jest kilka. Jedną z nich są nieprzyjemności, jakie spotykają stałych mieszkańców obleganych miast, szczególnie w śródmieściach. Potrzeby mieszkańców oraz turystów są po prostu odmienne, a często wręcz sprzeczne, więc mieszanie tych dwóch grup ludzi w obrębie jednego budynku musi powodować zgrzyty.

Cały artykuł przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP