Z najnowszego raportu GUS dotyczącego zatrudnienia i wynagrodzenia w gospodarce narodowej wynika, że w ubiegłym roku w jednostkach samorządów terytorialnych po raz pierwszy od 2013 r. przeciętne zatrudnienie spadło o 2,1 tys. osób i wynosi 254,2 tys. Zdaniem ekspertów przyczyn takiego stanu jest kilka.

Wyborcze przetasowania

Naturalną już niemal sprawą jest to, że po wyborach wraz ze zmianą szefa urzędu zmieniają się osoby na najważniejszych stanowiskach kierowniczych (w samorządach są to m.in. sekretarze, a w służbie cywilnej dyrektorzy generalni).

Część lokalnych działaczy przyznaje, że ostatnie wybory samorządowe przyczyniły się do większych niż zwykle zmian kadrowych. Przekonują jednak, że to nie miało istotnego wpływu na funkcjonowanie urzędu. – Ruchy kadrowe nie dotyczyły specjalistów, a po odejściu skarbnika miasta zadania przejął jego zastępca – zapewnia Izabela Dragan z Urzędu Miasta w Białej Podlaskiej.

– Zgłaszają się do mnie osoby, które zostały zwolnione wskutek zmiany wójta lub burmistrza – przyznaje prof. Stefan Płażek, adwokat z Katedry Prawa Samorządu Terytorialnego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jego zdaniem nie jest to jednak jedyna przyczyna zmniejszającego się zatrudnienia związana z zeszłorocznymi wyborami samorządowymi.

– Włodarze w ostatnim roku, czyli podczas kampanii, nie chcieli nadmiernie zwiększać liczby pracowników. Dlatego w miejsce odchodzących urzędników nie decydowali się na zatrudnienie nowych. Dzięki temu nie narażali się na zarzut ze strony konkurentów politycznych i lokalnego społeczeństwa, że marnotrawią pieniądze na stołki dla swoich – tłumaczy prof. Płażek.

Chwilowe wahnięcie

Zdaniem innych ekspertów trend spadkowy raczej się nie utrzyma w kolejnych latach.

– To tylko niewielkie wahnięcie podyktowane wyborami samorządowi, a także dobrą sytuacją na rynku pracy – uważa prof. Jolanta Itrich-Drabarek, dyrektor Centrum Studiów Samorządu Terytorialnego i Rozwoju Lokalnego Uniwersytetu Warszawskiego.

Przyznaje jednak, że nie jest tajemnicą, iż chętnych do pracy w całej administracji jest obecnie jak na lekarstwo.

Podobną sytuację mieliśmy w 2011 r., gdy liczba pracowników samorządowych spadła aż o 6 tys. – do 247,1 tys. osób. Ale już w kolejnym roku stan zatrudnienia wrócił do dawnego poziomu.

– Warto zaznaczyć, że od 2004 r., czyli wejścia Polski do UE, liczba pracowników samorządowych systematycznie rosła. Obecnie jest ich o ponad 100 tys. więcej niż przed 15 laty. Nikt jednak nie bada tego, czy tworzenie kolejnych etatów jest uzasadnione – mówi prof. Bogumił Szmulik, ekspert ds. administracji publicznej.

W obronie zwiększania zatrudnienia w samorządach stają jednak inni eksperci.

– Pamiętajmy, jak wiele nowych zadań spadło na lokalną administrację w ostatnich latach. Ciągle też pojawiają się nowe zadania, choćby ostatnio świadczenie 500+ i ustawa śmieciowa – zauważa prof. Jolanta Itrich-Drabarek.

Trudne poszukiwania

Samorządy zwracają uwagę, że coraz mniej osób chce pracować w administracji. Małgorzata Węgiel-Wnuk z Urzędu Miejskiego w Bytomiu mówi, że urząd odnotowuje znacznie mniejszą liczbę zgłaszających się kandydatów. Uważa, że jest to spowodowane otwartym rynkiem pracy i relatywnie niskimi wynagrodzeniami w samorządach.

Zgadza się z nią Izabela Dragan. – Głównym powodem braku zainteresowania pracą w urzędzie są nieatrakcyjne warunki płacowe. Najbardziej poszukiwanymi pracownikami są specjaliści z branży technicznej z uprawnieniami, np. po budownictwie drogowym, lądowym, geodezji, urbanistyce, architekturze – wskazuje.

– Rozwiązaniem jest zlecanie usług na zewnątrz – podpowiada Marta Stachowiak z Urzędu Miasta w Bydgoszczy.

Zamieszanie z pieniędzmi

Od 2009 r. samorządy mogą zwiększać maksymalne stawki wynagrodzeń dla pracowników samorządowych zatrudnionych na umowach o pracę. Rząd ustala zarobki tylko dla osób z wyboru (np. wójta lub burmistrza, oraz z powołania (np. skarbnika). Co więc stoi na przeszkodzie temu, by zwiększać pensje urzędników?

– W ubiegłym roku rząd zdecydował o zmniejszeniu stawek dla włodarzy. Nie możemy więc proponować urzędnikom – w tym naczelnikom – uposażeń wyższych, niż mają ich szefowie – tłumaczy Marek Olszewski, starosta toruński, przewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP.

Dodaje, że również środki na zadania zlecone przez administrację rządową nie są wystarczające do zapewnienia obsługującym je urzędnikom odpowiednich pensji.

Samorządowcy przekonują, że liczba urzędników będzie malała w sposób naturalny.

– Dla magistra administracji wynagrodzenie, o które walczą nauczyciele, jest nieosiągalnym marzeniem. Oni rozpoczynają karierę w samorządzie z pensją na poziomie płacy minimalnej – żali się Marek Olszewski.

>>> Czytaj też: Podwyżka kosztów uzyskania przychodu jeszcze w tym roku. Ile zyska podatnik?