Pierwszy, kompromisowy projekt ustawy imigracyjnej, opracowany przez umiarkowanych członków GOP, przewiduje przeznaczenie 25 mld USD na budowę muru na granicy USA z Meksykiem, co obiecał Trump w kampanii wyborczej i co jest ukłonem w stronę lewego skrzydła GOP. Ponadto projekt zakłada możliwość legalizacji statusu imigracyjnego i w przyszłości otrzymania obywatelstwa przez tzw. marzycieli, czyli co najmniej 800 tys. nielegalnych imigrantów (w tym ponad 3 tys. obywateli Polski), którzy znaleźli się na terytorium USA nielegalnie przed osiągnięciem pełnoletności.

Kompromisowa propozycja przewiduje zachowanie dotychczasowych zasad legalnej imigracji, opartej na pokrewieństwie z osobami, które są obywatelami USA bądź posiadają tzw. zieloną kartę, czyli prawo stałego pobytu w USA.

Drugi projekt ustawy, opracowany przez konserwatywne skrzydło GOP w Izbie Reprezentantów, także przewiduje wyasygnowanie 25 mld USD na budowę muru na granicy z Meksykiem, nie obejmuje jednak możliwości automatycznej legalizacji statusu imigracyjnego tzw. marzycieli oraz zakłada wprowadzenie mechanizmów w celu ograniczenia legalnej imigracji do USA.

Żaden z projektów nie ma poparcia ustawodawców z Partii Demokratycznej, co stawia pod znakiem zapytania szanse na przyjęcie któregoś z tych projektów przez Izbę Reprezentantów. Przywódcy GOP liczą na to, że zdołają poddać te projekty pod głosowanie już w czwartek.

Po spotkaniu z przywódcami GOP w Izbie Reprezentantów Trump nie wskazał jednoznacznie, który z projektów ustawy jednoznacznie popiera.

Reklama

Wtorkowe spotkanie prezydenta z przywódcami Partii Republikańskiej w Izbie Reprezentantów odbyło się w czasie, gdy coraz mocniej krytykowana jest rządowa polityka zera tolerancji wobec nielegalnych imigrantów, pochodzących głównie z pogrążonych w anarchii państw Ameryki Środkowej.

Ponieważ zgodnie z prawem dzieci nie mogą być trzymane w więzieniach federalnych, polityka zera tolerancji obejmuje przymusowe, tymczasowe i ograniczone do maksymalnie 20 dni oddzielenie dzieci nielegalnych przybyszów od rodziców czy dorosłych opiekunów, których automatycznie czeka postępowanie sądowe.

Jak poinformował w poniedziałek resort bezpieczeństwa wewnętrznego, od początku maja funkcjonariusze Straży Granicznej oddzielili od rodziców bądź dorosłych opiekunów ponad 2,3 tys. dzieci.

Choć takie praktyki były stosowane w przeszłości (przede wszystkim z powodu braku miejsc w aresztach imigracyjnych), m.in. przez demokratyczną administrację prezydenta Baracka Obamy, tym razem Amerykanów poruszyły zdjęcia płaczących dzieci, kurczowo trzymających się matek. Polityka zera tolerancji spotkała się z protestami duchownych wielu wyznań, w tym Konferencji Amerykańskich Biskupów Katolickich, oraz działaczy społecznych i polityków obu partii.

Rozdzielanie rodzin nielegalnych przybyszów potępiła pierwsza dama Melania Trump i wszystkie żyjące byłe pierwsze damy, w tym Laura Bush, która nazwała takie praktyki "brutalnymi i niemoralnymi".

Jak wykazał sondaż telewizji CNN i instytutu badania opinii publicznej Uniwersytetu Quinnipiac, którego wyniki opublikowano w poniedziałek, polityce zera tolerancji sprzeciwia się 67 proc. badanych Amerykanów, a popiera ją tylko 27 proc.

Krytyka tej polityki dała o sobie znać także w Białym Domu. Trump podczas wtorkowego spotkania na Kapitolu - jak ujawnili jego uczestnicy cytowani przez amerykańskie media - wyznał, że zdjęcia rozdzielanych rodzin wstrząsnęły jego córką Ivanką, która jest także wysokiej rangi doradczynią w Białym Domu. Liczni Republikanie publicznie ostrzegli przywódców partii, że kontynuowanie polityki zera tolerancji może się zemścić na politykach GOP w listopadowych wyborach do Kongresu.

"(...) Nadciąga burza i jeśli tego (problemu rozdzielania rodzin - PAP) nie załatwimy w ciągu czterech czy pięciu dni, może się to do nas przykleić aż do listopada" - powiedział republikański deputowany z Karoliny Północnej Mark Walker, który przewodniczy konserwatywnej grupy parlamentarnej (caucus) Republican Study Committee. Jak ocenił, rozdzielanie rodzin nielegalnych przybyszów "nie jest zagadnieniem politycznym", lecz dotyczy rozróżnienia "między złem a dobrem".

Z Waszyngtonu Tadeusz Zachurski (PAP)