Bloomberg

Ludzie oczekują od rządu uratowania miejsc w fabryce pojazdów GM&S w mieście La Souterraine. Takie reakcje stają się powoli symbolem epoki Macrona. Podobnie myślą pracownicy fabryki Whirlpool w Amiens, stoczni STX w Saint-Nazaire czy producenta maszyn budowlanych Tima z Dunkierki.

Nie ma magicznego sposoby na rozwiązanie problemu przemysłu we Francji. Macron obiecał „konkretne środki” na pomoc pracownikom w La Souterraine. Teraz jest czas kryzysu. Pomoc rządowa utrzymała zakład, a pracownicy dostaną pensje. W przyszłym tygodniu sąd będzie rozstrzygał, czy pozwolić jedynemu oferentowi przejąć fabrykę.

O ile prezydent apeluje do przedsiębiorców i naukowców, aby pomogli znaleźć się Francji w światowej czołówce w nowych technologiach, o tyle przyszłość Francji będzie kształtować zdolność przystosowania przemysłu do nowych czasów. Promowanie kraju jako raju dla start-upów to tylko lukier na cieście. Rzeczywistość jest inna – starzejący się robotnicy pracujący na przestarzałych maszynach w oparciu o anachroniczny kodeks pracy.

Typowy robotnik – mężczyzna po 50 roku życia z rodziną, kredytem hipotecznym i całe życie pracujący w tej samej fabryce. Nie ma żadnych umiejętności poza tym, co było niezbędne w pracy. Mieszka w niewielkiej miejscowości, w której są niewielkie możliwości.

Reklama

Macron zdaje sobie sprawę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zamknąć nierentowne fabryki. Ale obawia się populistycznego gniewu i masowych protestów.

Walka pomiędzy robotnikami a fabrykantami to część francuskiej tradycji. Całkowita likwidacja miejsc pracy w regionach, gdzie nie ma alternatywny, może doprowadzić do radykalizacji społeczeństwa.

GM&S był kiedyś rodzinnym zakładem produkującym zderzaki, zbiorniki na olej i kabiny ciągników, które potem można było zobaczyć na wzgórzach środkowej Francji, gdzie krów jest więcej niż ludzi. Zatrudniając 600 pracowników w latach dziewięćdziesiątych, był to największy pracodawca w regionie La Creuse i jest nadal drugim co do wielkości, choć ma mniej niż połowę pracowników. Po dwóch dekadach firmie grozi zamknięcie – brak modernizacji sprawiło, że produkcja nie jest konkurencyjna.

Wysiłek Macrona o poprawę francuskiej gospodarki zaczyna się od rynku pracy. Ma on zamiar wydłużyć godziny pracy, ograniczyć odprawy i uprościć stosunki pracy.

Francuscy ekonomiści zdają sobie sprawę, że się Francja się spóźniła. Niemcy wprowadziły programy modernizujące branżę przemysłową w 2010 roku. Wzmocnili dzięki temu swoją pozycję jako lider przemysłowy kontynentu. W 1980 roku we Francji sektor przemysłowy stanowił 20 proc. PKB, teraz już tylko 13 proc. Od 2008 roku pracę w nim straciło ponad 330 tys. osób.

Pozycji Francji broni przemysł motoryzacyjny. Fabryki nad Sekwaną mają drugi w Europie wskaźnik robotyzacji - 9 robotów na 100 pracowników. Z tym że Niemcy mają ich 12. Małe firmy przemysłowe nie mają tyle środków do inwestycji jak PSA czy Renault.

Planowane reformy Macrona mogą odbić się od ściany mentalności. Skomplikowany i mocno uregulowany rynek pracy we Francji będzie stawiał przeszkody przed młodym prezydentem. Reformy są konieczne, ale opór społeczeństwa może być duży. Niechęć do zmian może okazać się kluczowa.

Fabryka Whirlpool w Amiens, gdzie Macron przyjechał w trakcie kampanii, stała się ciekawym precedensem. Po tym, jak poprzedni właściciel przeniósł produkcję pralek i suszarek do tańszej Polski, fabryka została zakupiona przez prywatnego inwestora Nicolasa Decayeux. Planuje on wykorzystać ją jako centrum do testowania nowoczesnych rozwiązań - takich jak lodówki połączone z Internetem. Spośród 290 stałych pracowników w Amiens, 277 zachowa swoje miejsca pracy.

>>>Czytaj więcej: Francuska prowincja umiera. Wszystkiemu winien polski hydraulik [OPINIA]