Wzajemne oskarżenia Palestyny i Izraela podczas posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
16 maja 2021, 21:48
Podczas niedzielnych obrad Rady Bezpieczeństwa ONZ szef MSZ Autonomii Palestyńskiej oskarżył Izrael o zbrodnie wojenne i apartheid, zaś izraelski ambasador zarzucił Hamasowi celowe dążenie do spowodowania jak największej liczby ofiar cywilnych. Dyplomatyczne starania o zaprzestanie walk nie przyniosły dotąd rezultatów.

Niedzielne obrady były pierwszym publicznym posiedzeniem Rady w sprawie najnowszej eskalacji między Izraelem i Hamasem po dwóch niepublicznych spotkaniach. Także tym razem RB ONZ nie wystosowała wspólnego stanowiska wobec sprzeciwu USA, które obawiały się, że zaszkodzi to zakulisowym wysiłkom dyplomatycznym w celu doprowadzenia do zawieszenia broni.

Podczas wirtualnego spotkania wysłuchano przedstawicieli strony palestyńskiej oraz Izraela, którzy wymieniali się oskarżeniami o zbrodnie wojenne i narażanie życia cywilów.

Szef palestyńskiej dyplomacji Rijad al-Maliki apelował do społeczności międzynarodowej o potępienie Izraela, twierdząc, że "brak mu słów" na opisanie działań Tel Awiwu. Powiedział, że to Izrael jest winny obecnemu kryzysowi, nawiązując do interwencji policji w jednym z najświętszych miejsc islamu, meczecie Al-Aksa w Jerozolimie, gdzie doszło do starć z arabskimi demonstrantami.

"Czy Izrael spodziewał się, że może atakować najświętsze miejsce, meczet Al-Aksa, w najświętszym miesiącu, ramadanie? Czy oczekiwał, że Palestyńczycy będą potulnie czekać, aż zostaną wyrzuceni z domów, rodzina po rodzinie?" - pytał dyplomata. Oskarżył przy tym Izrael o prowadzenie polityki apartheidu oraz o zbrodnie wojenne podczas bombardowania gęsto zaludnionej Gazy.

Izraelski ambasador przy ONZ Gilad Erdan odpowiadał, że Izrael podejmuje "bezprecedensowe kroki", by unikać ofiar cywilnych, podczas gdy Hamas, rządzący Strefą Gazy radykalny ruch palestyński, dąży do jak największej ich liczby, używając cywili jako "ludzkich tarcz". Oskarżył też islamistów o celowe wykorzystanie napięć w Jerozolimie do "rozpoczęcia tej wojny".

Pozostali uczestnicy spotkania wzywali do zawieszenia broni w trwającej od poniedziałku wymiany ognia. Ambasador USA Linda Thomas-Greenfield oznajmiła, że USA "pracują bez wytchnienia" nad rozmowami w sprawie rozejmu i zaoferowała wsparcie Stanów Zjednoczonych, "jeśli strony będą dążyć do zaprzestania przemocy". Jednocześnie Waszyngton zablokował inicjatywy przyjęcia wspólnego stanowiska w sprawie kryzysu proponowane przez Norwegię, Tunezję i Chiny. Chiny, które obecnie sprawują przewodnictwo w Radzie, skrytykowały "obstrukcję" ze strony USA i wezwały Waszyngton do "przyjęcia sprawiedliwego stanowiska".

W niedzielę król Jordanu Abdullah oświadczył, że jego państwo jest zaangażowane w "intensywną dyplomację" w sprawie przerwania konfliktu, choć jednocześnie szef jordańskiej dyplomacji ostrzegł Izrael, że eskalacja przemocy może wywołać szerszy konflikt w regionie. W podobnych rozmowach uczestniczą też m.in. USA, Egipt i Katar.

Mimo tych wysiłków i wezwań do zaprzestania działań wojennych premier Izraela Benjamin Netanjahu oświadczył w niedzielę, że operacje przeciwko Hamasowi są kontynuowane "z pełną mocą" i "mogą jeszcze potrwać", bo Izrael chce zmusić islamistów do zapłacenia wysokiej ceny za ostrzał rakietowy. Niedziela była też najtragiczniejszym dniem w obecnej eskalacji napięć - w izraelskich nalotach na Gazę tego dnia zginęło 42 Palestyńczyków, w tym dzieci.(PAP)

osk/ akl/

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj