Portal Zerkalo.io, który został uruchomiony w czwartek, będzie prowadzony z zagranicy. Dziennikarze zapowiedzieli, że zakończy on swe istnienie w momencie, gdy Tut.by będzie mógł legalnie wznowić pracę w pełnym zakresie.

„Nadal będziemy czytać wszystkie wasze listy i wspólnie rozwiązywać wszystkie pilne problemy: od wyłączenia ciepłej wody po kolejki i sądy” – zadeklarowali dziennikarze Zerkalo.io. Redakcja zapowiedziała, że sieci społecznościowe Tut.by będą odtąd sieciami Zerkalo.io i zmienią nazwę.

Reklama

Zołatawa podkreśliła w tekście napisanym dla Zerkalo.io z aresztu, że pracownicy Tut.by nie są ekstremistami, a ludzkie życie jest dla nich największą wartością. „Naszym głównym zadaniem zawsze było wiarogodne i szybkie informowanie odbiorców o tym, co się dzieje w kraju i na świecie. Fakty przede wszystkim. Jestem przekonana, że właśnie to pozwoliło nam stać się najważniejszym białoruskim medium online. I to było przyczyną, dla której władze postanowiły zniszczyć Tut.by” - napisała.

Redaktor naczelna zaznaczyła, że w tym roku mija 30. rocznica powstania niepodległej Białorusi, a portal Tut.by uwiecznił dwie trzecie tej historii. „Uznać go za ekstremistyczny to zniszczyć 20-letnie archiwum białoruskiej historii i wieloletni trud jego wielkiego zespołu. I pozbawić 3-milionowe audytorium ulubionego źródła informacji” – podkreśliła.

Działający od blisko 21 lat Tut.by to największy portal informacyjny na Białorusi, regularnie czytało go ponad 60 proc. odbiorców internetu na Białorusi. Za swoją działalność i „nieprawomyślność” był wielokrotnie krytykowany przez państwowe media.

18 maja przedstawiciele władz weszli do redakcji i biur Tut.by w Mińsku, biur regionalnych oraz mieszkań niektórych pracowników. Część pracowników zatrzymano, w tym Zołatawą, jej zastępczynię Wolhę Łojkę oraz dziennikarkę Alenę Tołkaczawą.

Komitet Kontroli Państwowej poinformował o wszczęciu sprawy karnej wobec kierownictwa Tut.by za „uchylanie się od płacenia podatków”. Tego samego dnia dostęp do Tut.by został zablokowany. Prokuratura generalna wyjaśniła, że jest to związane z „publikowaniem niedozwolonych treści”. (PAP)