Wywołało to oburzenie wśród ludzi zaniepokojonych pozornie nonszalanckim podejściem do liczby ofiar śmiertelnych i entuzjazm ze strony osób, które bardziej od pandemii martwiły się ograniczaniem osobistej wolności i ochroną gospodarki. Skutkiem strategii była wyższa niż u skandynawskich sąsiadów śmiertelność, ale także słabszy negatywny wpływ pandemii na gospodarkę niż w większości innych europejskich krajów (z wyjątkiem takich jak Dania).

Z biegiem czasu, gdy Europa zmaga się z nawrotem pandemii, coraz więcej krajów po cichu zwraca się w kierunku szwedzkiego modelu. Rządy chętnie nakładają rygorystyczne środki na miasta i regiony, w których wybuchają ogniska zakażeń (co zaczyna robić sama Szwecja), ale bardzo niechętnie wprowadzają ograniczenia dotyczące interakcji obywateli, co robiły wiosną.

Politycy słusznie obawiają się o gospodarkę i publiczne finanse, które zostały zdewastowane w pierwszej połowie roku oraz o psychiczny stan populacji, która jest coraz bardziej zmęczona lockdownami. Bardziej zniuansowane podejście do państwowych restrykcji (porównywane metaforycznie w pierwszej fazie pandemii do „tańca”, w opozycji do „młota”) może mieć polityczny i gospodarczy sens, pomimo oskarżeń ze strony przywódców miast, które zostały nimi objęte, o niesprawiedliwość. Pytanie brzmi – czy podejście to może zapobiec ponownemu trwałemu wzrostowi liczby zgonów i hospitalizacji.

W niedzielę (18 października – przyp. red.) w nocy Włochy stały się ostatnim europejskim krajem, który uniknął wprowadzenia środków podobnych do wiosennych. Rząd zdecydował się pozostawić otwarte bary i restauracje, tak samo jak salony fryzjerskie i siłownie, pomimo tego, że w kraju rośnie liczba hospitalizacji. We Francji prezydent Emmanuel Macron obiecał, że nie wprowadzi nowego ogólnokrajowego lockdownu, polegając zamiast tego na lokalnych ograniczeniach, na przykład w okolicach Paryża. Hiszpania, czyli najmocniej dotknięte drugą falą pandemii państwo, również zaostrzyła przepisy dotyczące stołecznego regionu, gdzie ograniczyła zbędne przypadki przemieszczania się ludności, ale uniknęła wprowadzenia szeroko zakrojonych ograniczeń na terenie całego kraju.

Zmiana taktyki jest widoczna w danych. Wchodzące w skład Oxford University Blavatnik School of Government śledzi stopień rygorystyczności wprowadzanych na całym świecie środków do walki z wirusem w celu wyliczenia „indeksu rygoru”. W przypadku Włoch, Francji i Hiszpanii wartość wskaźnika utknęła w połowie października na około 50. W maju przekroczyła 80. Wartość wskaźnika dla Szwecji w okresie pierwszej fali pandemii wynosiła 46 (obecnie 37.).

Reklama
Bloomberg

Uzasadnieniem łagodniejszego podejścia jest to, że nowy wybuch pandemii jest lepiej kontrolowany niż wiosną. Liczba zgonów i hospitalizacji rośnie, ale jest ich znacznie mniej niż wcześniej. W szczytowym okresie pierwszej fali pandemii we Włoszech na oddziałach intensywnej terapii przebywało 4 tys. pacjentów z Covid-19. Obecnie to mniej niż jedna piąta tego. Krajowy system opieki zdrowotnej wykonuje znacznie więcej testów niż w kwietniu i jest lepiej przygotowany na wzrost liczby pacjentów.

Bloomberg

Istnieje nadzieja, że dobrowolne dystansowanie społeczne, które wynika tego, że ludzie lepiej rozumieją powagę zagrożenia, ograniczy rozwój zarazy. Szwedzi polegali przecież na sobie i zdolności do wzięcia odpowiedzialności za własne działania, a pandemia została tam zatrzymana latem podobnie jak w innych częściach Europy.

Istnieją również pewne, wstępne oznaki, że regionalne blokady mogą okazać się skuteczne. W Hiszpanii ogólnokrajowa liczba zakażeń wciąż rośnie, ale w Madrycie gwałtownie spadła, włącznie z liczbą hospitalizacji.

Nie sposób niestety przewidzieć, czy to wszystko wystarczy. Niewiele potrzeba, by pandemia wymknęła się spod kontroli. Wraz ze wzrostem liczby zakażeń, systemy śledzenia mają problemy z monitorowaniem transmisji wirusa. Testy nie zawsze są dostępne, z „wąskimi gardłami” na obszarach poważnych ognisk: w Belgii na przykład, tylko osoby z objawami choroby będą mogły poddać się testowi. Europa wkracza poza tym w zimę, kiedy ludzie gromadzą się w pomieszczeniach, a koronawirusy łatwiej się rozprzestrzeniają.

robią co mogą, aby uniknąć kolejnych państwowych lockdownów, ale wybór ostatecznie nie należy do nich. Irlandia blokuje zbędne przemieszczanie się obywateli, by powstrzymać wzrost liczby infekcji. Jeśli jednak w europejskich szpitalach zabraknie łóżek, trudniej będzie opierać się (politykom – przyp. red.) przed wprowadzeniem większych ograniczeń. Europejski zwrot w stronę szwedzkiej strategii nie został jeszcze tak naprawdę przetestowany.