Naukowcy z Berlińskiego Centrum Nauk Społecznych WZB twierdzą, że niesłuszne było początkowe podejście WHO i władz UE, według którego pandemii nie da się zmniejszyć ograniczeniem podróży.

„To przekonanie było fatalnym błędem. Restrykcjom odnośnie podróżowania należało nadać dużo większe znaczenie. Odnosi się to również do przyszłych fal pandemii COVID-19 oraz innych pandemii” - przekonuje Ruud Koopmans, jeden z autorów opracowania opublikowanego na łamach „WZB Discussion Paper”.

Opisane badanie pokazuje, że kraje, które były celem dużej liczby podróży, takie jak Francja, Włochy i USA zanotowały znacząco wyższą liczbę zgonów z powodu pandemii w porównaniu do krajów czy stanów na obrzeżach podróżniczych sieci. Jak można się spodziewać, im szybciej takie środki ostrożności zostały wprowadzone, tym bardziej udało się ograniczyć śmiertelność. Co ważne, aby działać, ograniczenia musiały zostać zaimplementowane, zanim epidemia zaczęła się w danym kraju rozprzestrzeniać.

Śmiertelność z powodu COVID-19 w krajach, które wprowadziły restrykcje podróży na początku marca, była aż o 62 proc. niższa niż w tych, które zrobiły to w połowie miesiąca. Badacze wymieniają w tym kontekście takie kraje jak Australia, Izrael i Czechy.

Reklama

Z kolei na przykład Niemcy, które wprowadziły ograniczenia od 16 marca, znalazły się drugiej grupie państw wprowadzających restrykcje, ale Wielka Brytania, Francja czy Brazylia zareagowały jeszcze później.

Naukowcy porównali też kwarantannę z zakazem przekraczania granicy kraju. Okazało się, że obowiązkowe kwarantanny dla wjeżdżających do kraju działały lepiej niż zakazy wjeżdżania. Prawdopodobnie działo się tak, ponieważ zakazy wjazdu w wielu przypadkach były uchylane dla obywateli i rezydentów. Kwarantanna zaś obowiązywała praktycznie każdego.

Analiza pokazała także, że restrykcje celowane - dotyczące tylko szczególnych krajów (w analizie dotyczyły one Chin i Włoch) działały lepiej niż ogólne, dotyczące wszystkich państw.