16 satelitów… na papierze
Choć rosyjskie władze zapewniają, że projekt „Biuro 1440” idzie zgodnie z planem, pierwszy zaplanowany na 2025 rok start 16 satelitów nie doszedł do skutku. Wiceminister cyfryzacji nie wyjaśnił, dlaczego przesunięto start na 2026 rok, mimo że całość środków budżetowych została oficjalnie wykorzystana. Co więcej, już wiosną 2025 roku firma próbowała obniżyć zakładane cele i liczby satelitów, z 18 do 16, tłumacząc się wysoką stopą procentową i problemami z finansowaniem.
Według pierwotnego planu, w 2026 roku na orbicie miało znaleźć się już 156 urządzeń, a do 2028 roku – ponad 300. Tymczasem w praktyce Rosjanie nie zdołali wystartować nawet z pierwszą serią. Oficjalne stanowisko? „Wszystko zgodnie z harmonogramem”. Tyle że ten harmonogram nikt już nie pokazuje.
Rosyjskie drony na Starlinkach? Ukraina potwierdza
Rosja coraz częściej używa amerykańskich terminali Starlink na dronach bojowych, które uderzają w cele na Ukrainie, alarmuje niemiecki „Der Spiegel”. Doniesienia te potwierdził ukraiński wywiad wojskowy HUR. Jak wynika z ich informacji, terminale Starlink montowane są zarówno na dronach dalekiego zasięgu typu Szahed (Gerań), jak i na taktycznych maszynach Mołnia.
Te urządzenia, w wersji Starlink Mini, kosztują w Niemczech około 250 euro i prawdopodobnie trafiają do Rosji za pośrednictwem państw trzecich. Dzięki nim drony mają stabilną łączność, którą trudno zagłuszyć, nawet w warunkach aktywnej walki radioelektronicznej. To z kolei pozwala na dokładniejsze sterowanie maszynami i zwiększa precyzję uderzeń.
Dlaczego Starlink działa, skoro Rosja jest na czarnej liście?
W teorii, usługa Starlink jest zablokowana na terytorium Rosji przez samą firmę Elona Muska. Jednak nad Ukrainą system działa, co daje rosyjskim siłom lukę, z której skwapliwie korzystają. Terminale na dronach pozwalają ominąć zakłócenia sygnałów GPS, Glonass i Galileo, które są bardziej podatne na neutralizację.
Według ekspertów, Starlink wykorzystuje wąskopasmowy sygnał o wysokiej częstotliwości, który jest trudny do zakłócenia. Drony mogą nie tylko transmitować swoją pozycję, ale również odbierać dane i polecenia w czasie rzeczywistym – nawet będąc częścią roju komunikującego się za pomocą zwykłych kart SIM.
Starlink działa, ale można go namierzyć?
Choć terminale Starlink zapewniają niezawodną łączność na froncie, ich używanie nie jest całkowicie bezpieczne. Eksperci ostrzegają, że aktywne terminale mogą zostać wykryte i zlokalizowane. W kontekście niedawnych protestów w Iranie pojawiły się spekulacje, że Teheran otrzymał od zaprzyjaźnionego państwa technologię pozwalającą wykrywać pracujące zestawy Starlink. Informacje te pozostają jednak niepotwierdzone, a nie wiadomo też, czy podobne narzędzia wykorzystuje Rosja lub Ukraina.
Co jednak bardziej przyziemne antenę Starlinka da się po prostu wypatrzyć z powietrza. Drony zwiadowcze regularnie lokalizują charakterystyczne białe talerze, co nierzadko kończy się precyzyjnym atakiem. Mimo korzyści, jakie daje system Elona Muska, jego obecność na froncie to również realne ryzyko dla operatorów i sprzętu.
Na własny system trzeba jeszcze poczekać
Rosja stara się uniezależnić technologicznie od Zachodu. Ale w przypadku internetu satelitarnego pozostaje uzależniona od amerykańskiego rozwiązania, którego w teorii nie powinna móc używać. Próba stworzenia narodowego odpowiednika Starlinka skończyła się na razie niepowodzeniem. A skoro na niebie brakuje rosyjskich satelitów, a na ziemi brakuje czasu i pieniędzy – wojskowi wciąż muszą polegać na technologii z Doliny Krzemowej.