Ujawniamy nową broń Rosji na 2026 rok! „Sarma” ma być pogromcą polskich HIMARS-ów i Homarów-K?

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
8 lutego 2026, 07:52
Sarma w drodze na światową premierę
Sarma w drodze na światową premierę/Media
Rosjanie zawieźli na World Defense Show 2026 w Rijadzie nową wyrzutnię rakietową „Sarma”. Po lekcji, jaką w Ukrainie dały im amerykańskie HIMARS-y, chcą grać mobilnością, automatyką i precyzją zamiast masy rakietowej salwy. W oficjalnych wypowiedziach pada, że pierwsza partia systemu trafiła już do rosyjskich sił zbrojnych i przechodzi testy w warunkach bojowych. Mniej prowadnic, szybciej „wejść–strzelić–zniknąć” dokładnie pod pole walki, na którym drony widzą prawie wszystko.

HIMARS był dla Rosjan zimnym prysznicem

Wojna w Ukrainie pokazała brutalną prawdę: artyleria, która stoi za długo w jednym miejscu, długo nie pożyje. HIMARS-y zasłynęły w Ukrainie tym, że potrafiły uderzać precyzyjnie i szybko zmieniać stanowisko, przez co trudniej było je „dopaść” kontrbateryjnie. Rosyjska „Sarma” wygląda jak próba zrobienia własnej wersji wyrzutni działającej w tej filozofii. Podkreśla to sama konstrukcja i nacisk na automatykę. Rosjanie zaznaczają że system ma działać także z nieprzygotowanych pozycji, rozkładać się „z marszu” i koordynować uderzenia grupowe, a obsługa ma wykonać przygotowanie do strzału bez wychodzenia z kabiny. To brzmi jak projekt pod realia, w których każdy dymek na horyzoncie może zostać zauważony przez drona. Rosjanie twierdzą że pierwsza partia tych rakiet już dziął na ukraińskim froncie, ale na światowych targach zbrojeniowych zadebiutowała w sobotę,

Sarma jest dużo mniejsza od wcześniejszych rosyjskich wyrzutni tej klasy.
Sarma jest dużo mniejsza od wcześniejszych rosyjskich wyrzutni tej klasy.

Sarma kontra HIMARS: podobny pomysł, inne liczby

Najbardziej rzuca się w oczy prosty trik konstruktorów: 6 prowadnic zamiast 12. W rosyjskich realiach to duża zmiana, bo „Sarma” ma być lżejsza i bardziej mobilna od cięższych systemów w rodzaju Tornado-S, właśnie dzięki redukcji „pakietu” rakiet. I tu pojawia się skojarzenie z HIMARS-em: amerykańska wyrzutnia też jest „kompaktowa”. Przenosi jedną kasetę (6 pocisków GMLRS) i stawia na szybkie wejście w rejon, strzał i odskok. Różnice? HIMARS waży około 16 ton, a „Sarmę” Rosjanie opisują jako maszynę rzędu 24–25 ton, czyli to wciąż większy pojazd, choć w rosyjskiej rodzinie 300 mm ma być „odchudzony”.

Wyrzutnia M142 HIMARS z sześcioma pociskami GMLRS.
Wyrzutnia M142 HIMARS z sześcioma pociskami GMLRS.

A co z zasięgiem, o który najczęściej pyta Internet? Rosyjskie materiały mówią o użyciu kierowanych pocisków 9M544/9M549 o zasięgu do ok. 120 km. Dla porównania standardowe rakiety GMLRS od HIMARS-a często podaje się w widełkach do ok. 84–92 km, a wersja ER ma sięgać do ok. 150 km (a sama wyrzutnia może odpalać też pociski o jeszcze większym zasięgu z rodziny ATACMS). Innymi słowy: „Sarma” może wyglądać efektownie na tle klasycznych rakiet 227 mm, ale w „rodzinie” amerykańskiego systemu są już rozwiązania zarówno krótsze, jak i dużo dalszego zasięgu.

Mobilność i precyzja zamiast „ciężkiej pięści”

W rosyjskich opisach „Sarma” jest kontynuacją linii Smercz/Tornado-S, ale z wyraźnym zwrotem w stronę manewru. Rozstawienie w do 3 minut, pełna salwa w 18 sekund i zwinięcie w kolejne 3 minuty — to zestaw liczb, który ma robić jedno: zmniejszyć czas, gdy wyrzutnia jest „przybita” do ziemi i narażona na kontruderzenie. Do tego dochodzi automatyzacja: przygotowanie do strzału bez wychodzenia z kabiny, możliwość sterowania z pulpitu zdalnego, a więc teoretycznie większa przeżywalność załogi. Z kolei decyzja o 6 prowadnicach, choć oznacza mniejszą salwę niż w klasycznych radzieckich ciężkich systemach, ma sens w świecie, w którym liczy się nie tyle „tornado ognia”, co celny strzał i ucieczka zanim przeciwnik zdąży zareagować.

Polska nie ma się czego wstydzić: HIMARS + Homar-K

W tym całym porównywaniu łatwo przegapić jedno: Polska już jest w klubie użytkowników HIMARS-a, a równolegle buduje potężną rakietową „drugą nogę” z koreańskim K239 Chunmoo (Homar-K). To ważne, bo dyskusja o wyrzutniach zwykle sprowadza się do pojedynczego „cudownego systemu”, a w praktyce liczy się skala, logistyka i różne typy amunicji — od klasycznych po precyzyjne. Polski miks amerykańsko-koreański daje elastyczność i masę ognia, a do tego jest czytelnym sygnałem odstraszania w regionie. A rosyjska „Sarma”? Jeśli faktycznie powstała jako odpowiedź na „efekt HIMARS”, to znaczy tylko tyle, że Moskwa też zrozumiała, co w Ukrainie działało najlepiej: szybkość, precyzja i znikanie z mapy, zanim przeciwnik zdąży odpowiedzieć.

Jelcz z napędem 8x8 uzbrojony w wyrzutnię Homar-K, czyli koreańską K239 Chunmoo
Jelcz z napędem 8x8 uzbrojony w wyrzutnię Homar-K, czyli koreańską K239 Chunmoo/1 Mazurska Brygada Artylerii im gen. J. Bema
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj