To już koniec rynku pracownika?

Dowodzi tego między innymi gwałtowny spadek liczby ogłoszeń o zatrudnieniu – wynika z Barometr Ofert Pracy, przygotowywanego przez Katedrę Ekonomii i Finansów WSIiZ w Rzeszowie oraz Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych. Tak tendencja utrzymuje się od ponad trzech miesięcy.

– Redukcję liczby ogłoszeń o pracy notujemy we wszystkich szerokich grupach zawodowych. Stosunkowo dużo wakatów ubyło dla pracowników fizycznych, choć ogłoszeń zatrudnienia dla tego typu pracowników nadal ukazuje się dość dużo – zauważają autorzy raportu. Wskazują jednocześnie, że po ubiegłorocznych wzrostach niewielka korekta objęła także zawody wymagające wykształcenia w naukach ścisłych lub inżynieryjnych.

Z danych wynika również, że stopa bezrobocia rejestrowanego – po wyłączeniu osób uczestniczących wyłącznie w pracach sezonowych – w grudniu utrzymała się na poziomie 5,7 proc., czyli takim samym jak miesiąc wcześniej. W porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku liczba bezrobotnych jest nieznacznie wyższa. W styczniu natomiast, po wyeliminowaniu pracy sezonowej, spadek liczby internetowych ofert zatrudnienia miał charakter powszechny.

Jak to wygląda w ujęciu regionalnym?

Największe miesięczne spadki liczby wakatów odnotowano w województwach podlaskim, świętokrzyskim oraz mazowieckim. Najmniejsze – choć nadal wyraźne – w kujawsko-pomorskim, pomorskim oraz lubelskim. Ubywa ogłoszeń we wszystkich szerokich grupach zawodowych. Najsilniejszą redukcję w stosunku do poprzedniego miesiąca zanotowano w zawodach fizycznych oraz w profesjach wymagających wykształcenia w naukach ścisłych i inżynieryjnych. Najłagodniejsze spadki dotyczą usług.

– Dla przedstawicieli zawodów fizycznych liczba ogłaszanych ofert pracy, z wyjątkiem września, ustawicznie kurczy się od dziesięciu miesięcy – wskazują autorzy opracowania. Podobne zjawisko obserwowane jest w przypadku wakatów skierowanych do absolwentów nauk społecznych i prawnych. W zawodach z obszaru nauk społecznych po dłuższym okresie stabilizacji liczba ofert ponownie zaczęła spadać.

Eksperci podkreślają, że na tle poprzednich lat liczba wakatów w obszarze nauk społecznych jest dziś wyraźnie niższa. W profesjach związanych z naukami ścisłymi, po ubiegłorocznym ożywieniu, nastąpiła niewielka korekta. W usługach od sierpnia utrzymują się bardziej pesymistyczne nastroje, choć skala spadków jest tu płytsza niż w innych segmentach gospodarki, co wynika ze specyfiki tego sektora.

Jak to wygląda z perspektywy tych, którzy pracy szukają

Obrazują to wyniki analizy Instytutu Badawczego Randstad przedstawione w raporcie „Monitor Rynku Pracy”, przywoływanym przez serwis mycompanypolska.pl. Z danych wynika, że w 2025 roku przeciętny czas potrzebny na znalezienie nowej pracy w Polsce wydłużył się do 4,5 miesiąca.

Największa grupa badanych – 37 procent – znajduje zatrudnienie w ciągu dwóch lub trzech miesięcy. Jednocześnie aż jedna dziesiąta kandydatów potrzebowała od siedmiu do dwunastu miesięcy, aby zakończyć proces rekrutacyjny. Wydłużający się okres poszukiwań sprawia, że rośnie znaczenie jakości dokumentów aplikacyjnych, w szczególności CV. W warunkach spowolnienia gospodarczego i rosnącej konkurencji to właśnie pierwsze wrażenie może zadecydować o powodzeniu w rekrutacji.

Eksperci Randstad zwracają uwagę, że wydłużenie średniego czasu poszukiwania pracy o około półtora miesiąca w porównaniu z ubiegłym rokiem świadczy o wyraźnym wyhamowaniu rynku. Kandydaci zachowują umiarkowany optymizm – niemal 30 procent wierzy, że w ciągu pół roku uda im się znaleźć nowe zatrudnienie. Jednocześnie tylko 12 procent zakłada, że kolejne stanowisko będzie porównywalne lub lepsze od obecnego. To pokazuje, że realia stały się bardziej wymagające, a zdolność wyróżnienia się na tle innych kandydatów nabiera kluczowego znaczenia.

Kto ma dziś najtrudniej?

Z raportu wynika, że czas poszukiwania pracy jest zróżnicowany w zależności od płci i wieku. Kobiety potrzebują średnio niemal pięciu miesięcy, aby znaleźć nowe zatrudnienie, podczas gdy mężczyźni kończą poszukiwania przeciętnie po około czterech miesiącach. Najstarsza grupa pracowników, czyli pokolenie baby boomers, musi liczyć się z ponad siedmioma miesiącami oczekiwania. W przypadku pokoleń Z, Y oraz milenialsów okres ten skraca się do około czterech miesięcy.

Różnice są widoczne także między branżami i stanowiskami. Największą pewność w ocenie swojej sytuacji wykazują inżynierowie, kierowcy oraz menedżerowie wysokiego szczebla. Ostrożniej przyszłość postrzegają pracownicy administracji, brygadziści czy sprzedawcy. W ujęciu branżowym relatywnie optymistycznie sytuację oceniają hotelarstwo, gastronomia, transport i sektor ochrony zdrowia. Znacznie więcej rezerwy widać w administracji publicznej, handlu oraz finansach.

Ostrożność zamiast mobilności

Rotacja na rynku pracy pozostaje umiarkowana. Od połowy 2023 roku 19 procent pracowników zmieniło pracodawcę, a kolejne 16 procent objęło nowe stanowisko w ramach tej samej firmy. Najbardziej mobilne pozostają osoby najmłodsze – 30 procent przedstawicieli pokolenia Z zmieniło firmę, a 23 procent stanowisko. W grupie pracowników po pięćdziesiątym roku życia wskaźniki te są kilkukrotnie niższe.

Powody zmian pozostają niezmienne: wyższe wynagrodzenie, lepsze perspektywy rozwoju oraz korzystniejsze warunki zatrudnienia. Znacznie rzadziej decyzje motywowane są dodatkowymi benefitami czy znużeniem dotychczasowymi obowiązkami.

Raport pokazuje również, że choć niemal połowa pracujących regularnie przegląda oferty pracy, realne działania w kierunku zmiany zatrudnienia podejmuje tylko co dziesiąta osoba. To nieznaczny spadek w porównaniu z poprzednim rokiem i sygnał rosnącej ostrożności wobec niepewnej sytuacji gospodarczej. Najbardziej otwarte na nowe propozycje pozostają osoby młodsze – milenialsi oraz przedstawiciele pokolenia Z. W starszych grupach wiekowych stabilność zawodowa staje się wyraźnym priorytetem.