Stało się już niemal normą, że w Rosji, która od blisko czterech lat bezwzględnie próbuje podporządkować sobie Ukrainę, lekceważąc cierpienie jej mieszkańców, każda zapowiedź odwetu wywołuje histeryczną reakcję. Tak było i tym razem, a w roli harcownika, który ma zastraszyć Europę, wystąpił rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.
Rosjanie grożą bronią jądrową. Nie spodobał im się pomysł Estonii
Powodem gwałtownej reakcji Moskwy była deklaracja władz w Tallinnie, że Estonia nie wyklucza rozmieszczenia na swoim terytorium broni jądrowej, jeśli taka decyzja zapadnie w ramach planów obronnych NATO. Wystarczyła zapowiedź gotowości do twardego odstraszania, aby z Kremla popłynęły groźby o najcięższym kalibrze.
–Jeśli Estonia ma broń jądrową wymierzoną w Rosję, Moskwa skieruje swoją broń jądrową w Estonię. Rosja nie zagraża Estonii ani innym krajom, ale zawsze będzie robić wszystko, co konieczne, aby zapewnić sobie bezpieczeństwo – oświadczył Dmitrij Pieskow.
Dmitrij Pieskow podkreślił, że z punktu widzenia Moskwy sprawa jest jednoznaczna i nie wymaga dodatkowych wyjaśnień. Przekonywał, że Rosja nie postrzega Estonii jako zagrożenia i nie ma wobec niej wrogich zamiarów, tak jak – w jego narracji – wobec innych państw europejskich.
Rosjanie podnieśli alarm. Wycelują atomówkę w europejską stolicę
Rzecznik Władimira Putina jednocześnie zaznaczył, że ewentualne rozmieszczenie na terytorium sąsiada broni jądrowej wymierzonej w Rosję spotka się z natychmiastową reakcją. W takim scenariuszu rosyjskie systemy nuklearne zostałyby skierowane w Estonię.
– Estonia jest nam bardzo bliska i nie zagrażamy Estonii tak, jak każdemu innemu krajowi europejskiemu. Jeśli jednak na terytorium Estonii znajduje się broń jądrowa wymierzona w nas, nasza broń jądrowa zostanie wymierzona w terytorium Estonii i Estonia musi to jasno zrozumieć – powiedział Pieskow.
Estończycy mają dość bezkarności Rosjan. Grożą atakiem w głąb kraju
Podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa estoński minister spraw zagranicznych Margus Tsahkna był pytany o ryzyko rosyjskiej inwazji. Odpowiedział bez dyplomatycznych ozdobników. Uznał, że jego kraj mógłby być logicznym celem Moskwy, ale jednocześnie zapewnił, że Estonia nie zamierza czekać z założonymi rękami.
– W rzeczywistości znacznie zwiększamy nasze możliwości. Wierzę, że NATO jest silniejsze niż kiedykolwiek. Mamy już nowe plany obronne, a to oznacza, że nie czekamy bezczynnie. Jeśli Rosja najedzie nasze terytorium i zacznie stawiać opór, przeniesiemy wojnę na ich terytorium – zapowiedział Tsahkna w rozmowie z "Deutsche Welle".
To deklaracja, która w Moskwie musiała zabrzmieć jak policzek. Zwłaszcza że Estonia od lat należy do najbardziej konsekwentnych orędowników twardej polityki wobec Kremla. Tsahkna nie ukrywał, że niepokoi go postawa europejskich stolic. W tle jego wypowiedzi wybrzmiewała obawa, że nawet najlepsze plany obronne okażą się niewystarczające, jeśli zabraknie politycznej determinacji po stronie sojuszników.