W ostatnich miesiącach na wschodniej flance NATO wyraźnie przyspieszyły przygotowania do obrony przed Rosją. Coraz częściej mówi się wprost o tym, że agresor może sprawdzić jedność Sojuszu poprzez uderzenie w jeden z krajów bałtyckich. Dyskusja nie dotyczy już wyłącznie tego, czy NATO zareaguje, ale jak szybko i skutecznie byłoby w stanie odpowiedzieć w pierwszych godzinach konfliktu.
Państwa bałtyckie zdane na siebie przez pierwsze dni rosyjskiej agresji
W rozmowie z niemieckim dziennikiem "Die Welt" gen. Hodges podkreślił, że państwa bałtyckie nie mogą zakładać natychmiastowej pomocy ze strony całego NATO. Jego zdaniem Litwa, Łotwa i Estonia powinny być przygotowane na to, by przez kilka dni bronić się samodzielnie.
Generał zwrócił uwagę na newralgiczny punkt w regionie, czyli przesmyk suwalski. To wąski pas terytorium Polski między Suwałkami a Augustowem, łączący Polskę z Litwą i jednocześnie oddzielający rosyjski obwód królewiecki od Białorusi. Ewentualne uderzenie w tym miejscu mogłoby odciąć państwa bałtyckie od reszty NATO drogą lądową.
– NATO musiałoby szybko odzyskać inicjatywę (...). Niekoniecznie tylko tam, gdzie doszłoby do ataku. Odstraszanie oznacza jasne danie Rosji do zrozumienia, że straci Królewiec – i to bardzo szybko. Muszą wiedzieć, że jesteśmy gotowi i zdolni to zrobić – powiedział gen. Hodges.
Królewiec sparaliżowany w dobę. Twardy scenariusz odstraszania
W jego ocenie kluczową rolę w ewentualnej odpowiedzi odegrałby obwód królewiecki. Według niego "Królewiec zostałby zneutralizowany w ciągu pierwszych 24 godzin". – Inni dowódcy mówili to samo. Nie mam na myśli wejścia wojsk lądowych na ten obszar, ale raczej użycie środków kinetycznych i niekinetycznych do zneutralizowania Królewca jako ośrodka wojskowego Federacji Rosyjskiej – twierdzi wojskowy.
Gen. Hodges zaznaczył, że NATO posiada szczegółowe informacje na temat rosyjskiego potencjału w tym regionie. Według niego pierwszym krokiem byłyby działania w cyberprzestrzeni i walce elektronicznej, a dopiero później użycie artylerii lub rakiet. Co więcej, wyraził przekonanie, że Polska i państwa bałtyckie mogłyby "wyrządzić znaczne szkody w Królewcu nawet bez pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych".
Polska nie ruszy na pomoc Litwie. Generał kreśli czarny scenariusz
Generał wyraził przekonanie, że Polska i kraje bałtyckie mogłyby "wyrządzić znaczne szkody w Królewcu nawet bez pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych". Jednocześnie gen. Hodges wątpi, by Polska zdecydowała się wysłać wojska na Litwę, gdyby znalazły się tam oddziały rosyjskie.
– Nie dlatego, że boją się walki, ale dlatego, że zakładają, że jeśli Litwa zostanie zaatakowana, główne uderzenie zostanie skierowane na nich – na Polskę. Że inwazja na Litwę to dopiero początek czegoś większego – wyjaśnił. – Dlatego dziś niemieccy i amerykańscy żołnierze są na Litwie, aby wesprzeć przesmyk suwalski, ponieważ granica ta jest często uważana za najsłabszą. Dlatego celowo wzmacnia się tam zdolności – dodał.