Czekają na pierwszą wypłatę i liczą dni do przelewu, a tymczasem kalendarz nieubłaganie przesuwa się dalej. Dla wielu nowo zatrudnionych to dobrze znany scenariusz: praca rusza od pierwszego dnia miesiąca, ale pieniądze pojawiają się na koncie dopiero po kilku tygodniach. Teraz ma się to zmienić. Ustawodawca mówi jasno: pensja nie może być odkładana w nieskończoność, a termin jej wypłaty został ustawiony sztywno. I to nie dobra wola pracodawcy, lecz obowiązek wynikający z prawa.
Nowe przepisy, które obowiązują od 27 stycznia 2026 roku są efektem wdrożenia unijnej dyrektywy, które wprost wskazują, że wynagrodzenie musi trafić do pracownika najpóźniej do dziesiątego dnia kolejnego miesiąca kalendarzowego. Pracodawca może więc ustalić termin wypłaty maksymalnie na dziesiąty dzień miesiąca. Później już nie.
Koniec przeciągania przelewów
Podstawą jest Kodeksu pracy, który stanowi, że wypłaty wynagrodzenia dokonuje się co najmniej raz w miesiącu, w stałym i ustalonym z góry terminie. Jeżeli wyznaczony dzień wypłaty przypada na dzień wolny od pracy, pieniądze powinny zostać przekazane wcześniej – w dniu poprzedzającym.
Wedle ustawowych regulacji wynagrodzenie za pracę płatne raz w miesiącu wypłaca się z dołu, niezwłocznie po ustaleniu jego pełnej wysokości, nie później jednak niż w ciągu pierwszych 10 dni następnego miesiąca kalendarzowego. To oznacza jedno. Pensja nie może „czekać”, aż księgowość znajdzie dogodny moment. Termin jest określony wprost i nie podlega dowolnej interpretacji.
Zmiana szczególnie ważna dla nowych pracowników
Nowe regulacje w praktyce mają największe znaczenie dla rozpoczynających pracę. Resort rodziny, pracy i polityki społecznej zwraca uwagę, że zdecydowana większość pracodawców wypłaca wynagrodzenia terminowo. Problem pojawia się jednak przy pierwszej pensji.
Klasyczny przykład? Pracownik zaczyna pracę z początkiem stycznia, a pierwsze wynagrodzenie otrzymuje dopiero 10 lutego. W praktyce oznacza to ponad miesiąc oczekiwania na pieniądze. Dla tych, którzy nie mają oszczędności bywa to poważnym obciążeniem finansowym. Nowe przepisy mają uporządkować tę sytuację i ograniczyć przeciąganie wypłat pod pretekstem rozliczeń.
Warto też pamiętać, że od stycznia 2026 roku minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi 4806 zł brutto, czyli około 3606 zł netto. Przy takich kwotach terminowość wypłaty przestaje być formalnością – staje się realnym elementem bezpieczeństwa finansowego pracownika.
Zaniżona pensja? Kary są dotkliwe
Co w sytuacji, kiedy pracodawca płaci mniej niż powinien? Zaniżenie pensji grozi surową karą. Tę kwestię jasno precyzują przepisy przytoczone przez pulshr. pl. „Kto, będąc przedsiębiorcą albo działając w imieniu przedsiębiorcy albo innej jednostki organizacyjnej, wypłaca przyjmującemu zlecenie lub świadczącemu usługi wynagrodzenie za każdą godzinę wykonania zlecenia lub świadczenia usług w wysokości niższej niż obowiązująca wysokość minimalnej stawki godzinowej lub nie wypłaca przyjmującemu zlecenie lub świadczącemu usługi wynagrodzenia za każdą godzinę wykonania zlecenia lub świadczenia usług, podlega karze grzywny od 1500 zł do 45 tys. zł.”
To nie są symboliczne sankcje
Grzywna może sięgnąć 45 tysięcy złotych, co ma jasno pokazać, że minimalna stawka godzinowa i termin wypłaty wynagrodzenia nie są sugestią, lecz obowiązkiem.
Dla pracowników oznacza to jedno. Pensja ma być nie tylko w odpowiedniej wysokości, ale i na czas. Z kolei dla pracodawców, że opóźnianie czy zaniżanie wypłat przestaje być ryzykiem czysto wizerunkowym. Staje się realnym problemem prawnym.