Po co Putinowi Czarnobyl?

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
28 lutego 2022, 06:30
Blok elektrowni w Czarnobylu po przejęciu przez Rosjan
<p>Blok elektrowni w Czarnobylu po przejęciu przez Rosjan</p>/PAP/EPA
Zlokalizowane w Czarnobylu przechowalniki wypalonego paliwa oraz blok czwartego reaktora osłonięty arką nie są po 36 latach od awarii żadnym zagrożeniem - twierdzi Maciej Lipka z fundacji nuclear.pl.

Rosjanie weszli do Czarnobyla. Jak wysokie jest obecnie promieniowanie w najbliższym otoczeniu sarkofagu? Czy łatwo jest go rozszczelnić?

Poziom promieniowania w otoczeniu Czarnobyla jest taki jak zawsze. Są tam miejsca, gdzie jest stosunkowo wysoki, są też takie gdzie jest niższy niż w Warszawie. Istotnie po wkroczeniu rosyjskich wojsk zanotowano jego podniesienie, do nadal niskich poziomów, w bezpośrednim sąsiedztwie kilku stacji pomiarowych. Ukraiński dozór jądrowy poinformował, że było to spowodowane ruchami ciężkiego sprzętu, który niszcząc ściółkę i mieląc wierzchnią warstwę gleby, wzbił w powietrze nagromadzone w nich substancje promieniotwórcze, które znalazły się tam po awarii z 1986 roku. Pył ten nie przemieszcza się, lecz opada w bezpośrednim sąsiedztwie, nie stanowiąc żadnego zagrożenia radiologicznego dla położonych dalej terenów.

Odpowiadając na drugą część pytania: Sarkofag, a właściwie Arka, która go zastąpiła w 2019 roku, jest stalową konstrukcją, która osłania czwarty reaktor Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej – ten, który uległ awarii w 1986 roku. Jego rola to ochrona bezpośredniego otoczenia przed promieniowaniem oraz umożliwienie tzw. decomissioningu czyli rozbiórki elektrowni. Natomiast nawet bez niego Czarnobyl nie oddziaływałby po 36 latach od katastrofy, na obszary położone w znacznej odległości od niego. Warto też wspomnieć, że elektrownia w Czarnobylu nie działa od 2000 roku i nie ma żadnej możliwości, by ponownie ją uruchomić.

Nie, ani w Arce, ani w zlokalizowanych w jej pobliżu przechowalnikach wypalonego paliwa jądrowego nie ma lotnych substancji promieniotwórczych, które po wydostaniu się z nich stanowiłyby jakiekolwiek zagrożenie poza bezpośrednim otoczeniem tych konstrukcji. Tak więc nawet ich potencjalne całkowite zniszczenie nie będzie miało istotnych konsekwencji poza ich najbliższą okolicą.

Wypalone paliwo obecne w przechowalnikach jest skrajnie niepraktycznym materiałem do produkcji tzw. brudnej bomby. Tutaj może słowo, czym takie urządzenie jest: to normalny ładunek wybuchowy otoczony substancjami promieniotwórczymi, które w wyniku eksplozji są rozpylane w powietrzu. Ich zasięg jest bardzo ograniczony i nie ma to nic wspólnego z bronią jądrową. Lękiem przed brudnymi bombami karmi się popkultura, tymczasem pamiętając, że wojna to straszna rzecz, należy wprost powiedzieć: nie jest to urządzenie groźniejsze od bomb normalnych.

Nie jestem ekspertem od wojskowości, jako inżynier jądrowy sądzę jednak, że teren Czarnobyla jest bezużyteczny dla takich przygotowań. Po prostu poza kilkoma miejscami poziom promieniowania jest tam taki sam, jak np. w Warszawie. Przypominam, że Czarnobylską Strefę Wykluczenia przed rosyjskim atakiem można było zwiedzać z przewodnikiem. Natomiast czysto hipotetycznie rosyjscy żołnierze mogliby się tam przygotowywać również np. do turnieju szachowego albo mistrzostw świata w piłce nożnej.

Nie ma możliwości, by promieniotwórczość z Czarnobyla dotarła do Polski w jakichkolwiek istotnych ilościach. Stanowczo odradzam picie płynu Lugola i zażywanie na zapas suplementów jodu. W ten sposób można tylko sobie zaszkodzić, zwłaszcza że promieniotwórczego jodu-131, przed którym mogłyby ochronić, po prostu w Czarnobylu już nie ma. Jego okres półrozpadu (czas po jakim zostaje połowa początkowej ilości) to 8 dni, więc przez 36 lat, które upłynęły od awarii w Czarnobylu, samoczynnie zniknął ze środowiska i odpadów jądrowych.

Dodatkowo uspokajam: Państwowa Agencja Atomistyki ma wzdłuż polskich granic nowoczesne stacje pomiarowe, które są w stanie wykryć poziomy promieniowania tysiące razy niższe od tych, które mogą być groźne dla zdrowia. Monitoring jest prowadzony w czasie rzeczywistym. Do komunikatów i stron internetowych (www.paa.gov.pl) tej instytucji odsyłam też, jako do sprawdzonego i pewnego źródła informacji o bieżącej sytuacji radiacyjnej kraju.

Zlokalizowane w Czarnobylu przechowalniki wypalonego paliwa oraz blok czwartego reaktora osłonięty arką, nie są po 36 latach od awarii żadnym zagrożeniem.

O kurzu wspomniałem już wcześniej; tak – radionuklidy zgromadzone np. w ściółce leśnej i wierzchnich warstwach gleby mogą wzbić się w powietrze, jednak bardzo szybko opadają w bardzo bliskim otoczeniu. Z tego typu sytuacją mamy do czynienia niemal co roku podczas pożarów lasów w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia. Nie stanowiło to i nie stanowi zagrożenia dla obszarów położonych poza jej granicami. Z kolei otwarcie sarkofagu lub demontaż silnie napromieniowanych w wyniku awarii przedmiotów – na przykład zezłomowanych w strefie spychaczy i ciężarówek skażonych po awarii, zagrażałoby tylko osobom dokonującym tych czynności. Takie celowe działania nie miałyby też żadnego sensu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj