Dietmar Nietan, poseł do Bundestagu, skarbnik niemieckiej partii SPD, koordynator MSZ ds. polsko-niemieckiej współpracy społecznej i przygranicznej / Materiały prasowe
Polska przygotowała notę dyplomatyczną w kwestii strat wojennych z II wojny światowej i zadośćuczynienia ze strony Niemiec.
Reklama
Nie widziałem jeszcze tej noty. Nie ma wątpliwości, że Niemcy są odpowiedzialne za straszliwe zbrodnie popełnione na Polakach w czasie II wojny światowej. Ta odpowiedzialność się nie kończy i cały czas musimy inwestować w pojednanie, mamy wiele zobowiązań. Ale sądzę, że dyskusja dwóch członków UE o reparacjach wojennych to nie jest dobry sposób, by zrobić to, co jest potrzebne.
Użył pan słowa „inwestować”. To inwestowanie zakłada używanie euro albo złotówek?
W mojej osobistej opinii dobrym sygnałem byłoby, gdyby Niemcy się spytały: co możemy zrobić, także w kontekście euro. Na przykład stworzyć dużą fundację zajmującą się historią polsko-niemiecką, młodzieżą czy promocją demokracji. Jest wiele obszarów, w których Niemcy mogą zadziałać także finansowo. Podczas wizyty w Warszawie minister spraw zagranicznych Baerbock obiecała na przykład, że Niemcy uzupełnią braki w finansowaniu Cmentarza Powstańców Warszawy. Ale to inny sposób rozmawiania o historii niż oficjalne rozmowy o reparacjach. Powiedzmy sobie wprost: od 2015 r. nikt z rządu PiS nie zwrócił się do rządu niemieckiego z konkretną propozycją tego, co można by zrobić w ramach zadośćuczynienia.
Wcześniejsze rządy chyba też o tym nie rozmawiały.
Tak, ale rozmawiały np. o polsko-niemieckiej wymianie młodzieży.
Teraz jednak jesteśmy w momencie, gdy polski rząd wysyła notę dyplomatyczną, a pan mówi, że to nie jest właściwy sposób załatwiania sprawy. Dlaczego nie?
Bo jeśli spojrzymy wstecz, to kilka rządów przed i po 1989 r. powiedziało, że reparacje już nie są kwestią w naszych stosunkach. A umów powinno się dotrzymywać - pacta sunt servanda. W czasie konferencji „2+4” w 1990 r. zostało to potwierdzone.
Ale przecież Polska nie brała w niej udziału.
Jednak przed przygotowaniem tej konferencji Polska wysyłała sygnały, że to nie będzie problemem. Wraz z Paryską kartą nowej Europy w 1990 r. Polska przyjęła traktat „2+4” z „wielką satysfakcją” do wiadomości. A także później rządy polskie wielokrotnie potwierdzały, że roszczenia reparacyjne nie będą dochodzone.