Stwierdzenie, że USA i Chiny staczają się w kierunku technologicznej zimnej wojny, stało się już niemal prawdą wiary. Dwie potęgi rywalizują o dominację w obszarze technologii, a wraz z nią o dominację nad globalną gospodarką. Polityka amerykańskiej administracji względem Chin stale ewoluowała, aby stoczyć tę wojnę, co wyrażało się m.in. w działaniach mających na celu zatrzymanie amerykańskiego know-how poza zasięgiem Chin.

Ostatecznie jednak zapowiadana „wojna” może być określeniem nieco przebrzmiałym i obejmować niewiele bitew. Narracja o wojnie technologicznej opiera się bowiem na wątpliwym założeniu, że Chiny nieuchronnie staną się potęgą pod względem innowacji i będą dysponowały takimi narodowymi czempionami, które rzucą wyzwanie Intelowi, Apple czy Google’owi. Aby jednak Państwo Środka mogło stać się takim zagrożeniem dla USA, chińskie firmy musiałby najpierw pokonać kilka istotnych przeszkód, których pokonanie nie jest łatwe.

Istnieje powód, dla którego na świecie nie ma zbyt wielu firm pokroju Qualcomm czy Microsoft, ponieważ to czym zajmują się te firmy, jest wyjątkowo trudne. Niewiele podmiotów, a już szczególnie przedsiębiorstw z rynków wschodzących, pokazało, że ma możliwości wejścia do pierwszej ligi w obszarze technologicznym w skali świata. Wystarczy zapytać szefów koreańskiego Samsung Electronics, jak długą i bolesną ścieżkę musiała pokonać ta firma, aby wspiąć się po drabinie innowacji.

Waszyngton obawia się, że Chiny działają na swoją korzyść poprzez masowe subsydiowanie swoich przemysłów technologicznych, począwszy od elektrycznych aut po półprzewodniki. Ale te same polityki subsydiowania mogą nawet bardziej zaszkodzić, niż pomóc w realizacji technologicznych ambicji Państwa Środka. Nowoczesna historia gospodarcza pokazuje nam, że pompowanie państwowych pieniędzy w preferowane sektory często jest nieskuteczne jeśli chodzi o tworzenie innowacyjnych przedsiębiorstw. Szanse na taki sukces w przypadku Chin są nawet jeszcze mniejsze, odkąd duża część pomocy finansowej państwa jest kierowana do notorycznie przerośniętych i zbiurokratyzowanych firm państwowych.

Taka państwowa hojność skutkuje raczej zbyt dużym zwiększeniem produkcji, aniżeli tworzeniem konkurencyjnych przedsiębiorstw. Chińskie osiągnięcia są jak dotąd co najwyżej średnie. Weźmy na przykład przemysł samochodów elektrycznych. Państwo Środka wpompowało w ten obszar miliardy juanów, aby w efekcie otrzymać kilka nieskutecznych i niedoświadczonych start-upów, kiepskie pojazdy i niezadowolonych kierowców.

Scenariusz „wojny technologicznej” zakłada także, że amerykańskie firmy będą siedzieć z założonymi rękami i czekać, aż zostaną wyprzedzone przez przedsiębiorstwa z Chin. Tymczasem wraz z przyspieszeniem chińskich firm, amerykańscy gracze o uznanej już pozycji podejmą walkę. Nawet takie chińskie firmy, jak producent półprzewodników Semiconductor Manufacturing International Corp. (SMIC), który istnieje od ponad dwóch dekad, jest wciąż 5-6 lat za konkurentami z USA – twierdzi Lindley Gwennap, prezydent Grupy Lindley, która specjalizuje się w produkcji czipów. Jak dodaje Gwennap, gdy chiński SMIC wyrówna dystans, prawdopodobnie okaże się, że amerykańscy konkurenci zrobili już kolejne kroki.

Nawet jeśli firmy z Państwa Środka zdołają stworzyć konkurencyjne technologie, nie oznacza to, że od razu staną się globalnymi graczami. Innowacje bowiem to jeden problem, a drugi to chętni klienci. Chińskie firmy musiałyby przekonać zagraniczne przedsiębiorstwa i konsumentów, aby ci porzucili swoich dostawców i marki, czasem stosowane od dekad, na rzecz pochodzących z Chin alternatyw.

Nie jest to oczywiście niemożliwe. Chiński gigant telekomunikacyjny Huawei pokazał już, jak można tego dokonać, ale wciąż bariery są wysokie. Jednym z powodów, dla którego Intel czy AMD pozostają liderami na rynku mikroprocesorów jest fakt, że stworzyli oni także całą bazę oprogramowania dla swoich produktów. W tej sytuacji każdy nowy gracz ma duże problemy, aby wejść do grona liderów. „Chiny mogą ostatecznie stworzyć swoją własną infrastrukturę i ekosystem, ale nie oznacza to od razu wejścia na światowy rynek - podsumowuje Lindley Gwennap.

Zamiast tego Chiny mogą podjąć walkę o technologiczną niezależność i po prostu izolować własną gospodarkę od świata, gdzie chińskie firmy i chińscy konsumenci korzystają z technologii nigdzie indziej nie używanych. To już się dzieje. Niektórym firmom z Państwa Środka udało się odnieść sukces za wielką zaporą ochronną. Chodzi o Baidu, ale wciąż mają problem ze znalezieniem globalnej klienteli.

Polityki prowadzone przez Donalda Trumpa mogą popchnąć Chiny w kierunku takiej pozbawionej konkurencyjności izolacji poprzez odmówienie chińskim firmom dostępu do amerykańskich technologii. Co prawda przedstawiciele Huawei zapowiedzieli, że są gotowi do końca roku stworzyć swój własny system operacyjny, który mógłby zastąpić Androida i Windows, ale jednocześnie firma wyjaśniała, że zrobi to tylko w przypadku wprowadzenia przez USA zakazu sprzedawania oprogramowania chińskim podmiotom. Szefowie Huawei są bowiem na tyle roztropni i wiedzą, że przestawienie się na chiński system operacyjny odciąłby ich smartfony od oprogramowania głównego nurtu i mógłby ograniczyć dostęp ich klientów do popularnych usług.

Oczywiście Chiny stworzą kilka liczących się na świecie i konkurencyjnych firm technologicznych. Kraj ma zbyt wielu sprytnych przedsiębiorców i utalentowanych inżynierów, aby tak się miało nie stać. To jednak zupełnie co innego niż Chiny, które stają się międzynarodowym zagrożeniem dla amerykańskich technologii. Wciąż wydaje się mało prawdopodobne, aby chińskie firmy były zdolne podjąć to wyzwanie, wyprzedzając amerykańskich rywali technologicznych w wielu sektorach i na globalną skalę – bez względu na to, ile pieniędzy przeznaczą na to chińscy biurokraci.

Najlepszą ścieżką dla Chin byłoby podążanie śladami Japonii i Korei Południowej – czyli stworzyć kilka przodujących firm, które będą zdolne do zaznaczenia swojej obecności na świecie i staną się częścią światowego systemu technologicznego. Trudno jednak byłoby to nazwać zimną wojną – byłaby to raczej kapitalistyczna konkurencja.

>>> Czytaj też: Słabnąca Rosja stanie się satelitą Chin? Cztery prognozy na 2030 rok [RAPORT]