"Monitorujemy sytuację w kontekście starć (między uczestnikami protestów a policją - PAP), które obserwujemy. Kluczowe jest, aby wszystkie strony wykazały się powściągliwością. Przemoc jest całkowicie nie do przyjęcia. Rzeczywisty dialog, pojednanie i zaangażowanie społeczne są ścieżką do znalezienia rozwiązania. Wolność wypowiedzi i wolność zgromadzeń powinny być szanowane w kontekście przemocy, którą obserwujemy" - powiedziała w piątek rzeczniczka KE Maja Kocijanczicz.

Wskazała, że należy podjąć wszelkie wysyłki, by wybory lokalne w Hongkongu odbyły się zgodnie z planem. "Bedzie to ważnym sygnałem, że szanowane są demokratyczne prawa, wolności i prawa podstawowe. Przykładamy ogromną wagę do dużej autonomii Hongkongu" - podkreśliła.

Dodała, że KE jest w stałym kontakcie ze stronami sporu, w tym Chinami.

Starcia między prodemokratycznymi demonstrantami a policją trwają w wielu częściach Hongkongu, w tym na kampusie Uniwersytetu Chińskiego (CUHK), gdzie studenci we wtorek rzucali koktajle Mołotowa, a policja użyła gazu łzawiącego i gumowych kul. Kampus CUHK „zmienił się w pole bitwy” - relacjonował portal Hong Kong Free Press. Na nagraniach publikowanych w mediach społecznościowych widać było płonące barykady i sylwetki ubranych na czarno demonstrantów w obłokach ciemnego dymu i gazu łzawiącego.

Uczestnicy trwających od czerwca protestów domagają się między innymi demokratycznych wyborów władz regionu i niezależnego śledztwa w sprawie działań policji wobec demonstrantów, której zarzucają używanie nadmiernej siły. Popierana przez rząd centralny szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam wykluczyła jednak ustępstwa i określiła demonstrantów jako „wrogów publicznych”.

Reklama

Protestujących rozgniewało między innymi postrzelenie jednego z demonstrantów ostrą amunicją w czasie starć w poniedziałek. Na nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych widać, że postrzelony 21-latek nie był uzbrojony. Młody mężczyzna przeszedł w szpitalu operację i jest w stanie krytycznym. Policja twierdzi, że usiłował on wyrwać broń z ręki funkcjonariusza, który strzelił, by temu zapobiec.

Z Brukseli Łukasz Osiński (PAP)