Ponad pięć miesięcy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji na pełną skalę rosyjska ofensywa została w dużej mierze powstrzymana, zaś Ukraina przygotowuje się do przeprowadzenia kontrofensywy. Zdaniem Philipa Wasielewskiego, analityka amerykańskiego ośrodka Foreign Policy Research Institute, jej losy zależeć będą w dużej mierze od dwóch czynników: ukraińskich rezerw ludzkich oraz broni dostarczanej przez USA i Zachód.

"(Pruski generał Carl) von Clausewitz mawiał, że każdy atak ma swój punkt kulminacyjny: powinniśmy myśleć o tym jak o fali, która dociera do brzegu i osiąga szczyt, po czym się cofa" - mówi Wasielewski. "Teraz wygląda na to, że kulminację osiągnęła (rosyjska) ofensywa w Donbasie, tak jak wcześniej było to w przypadku ataku na Kijów" - dodaje.

Reklama

Zdaniem wieloletniego funkcjonariusza CIA i żołnierza amerykańskiej piechoty morskiej, choć siły rosyjskie wciąż posuwają się nieznacznie naprzód, to duża część jednostek lądowych wysłanych na Ukrainę jest zniszczona lub poważnie uszkodzona, podobnie jak wysłane tam rezerwy, a Rosjanie mają duże trudności ze znalezieniem dodatkowych sił.

"To nigdy nie jest dobry znak, jeśli szuka się ludzi do walki w więzieniach czy w klubach emerytów i rencistów" - zauważa Wasielewski. Jak dodaje, Rosja prowadzi w ten sposób "ukrytą mobilizację", bo boi się ogłoszenia mobilizacji powszechnej.

Zaznacza jednak, że również Ukraińcy ponieśli znaczne straty.

"Zwycięzcą tej wojny będzie ten, komu uda się odnowić, odbudować swoją armię i wspierać ją logistycznie" - mówi ekspert. "Kluczowe pytanie brzmi teraz: gdzie są ukraińskie rezerwy? Wiemy, że wielu (żołnierzy) zostało powołanych do uzupełnienia jednostek na froncie, ale czy są inne jednostki, formowane na tyłach, przygotowujące się do kontrofensywy?" - dodał.

Kluczowy będzie też sprzęt dostarczany z Zachodu. Jak zaznacza Wasielewski, dotychczasowe dostawy były dobrze skrojone pod potrzeby Ukraińców, ale teraz te potrzeby się zmieniają. Chodzi m.in. o wycofywane ze służby amerykańskie myśliwce F-15 i F-16, czołgi, bojowe wozy piechoty oraz rakiety dalszego zasięgu.

"Teraz potrzebna jest broń, której Ukraińcy mogliby użyć do kontrataku, do zniszczenia okopanych rosyjskich sił, by przejąć inicjatywę i odzyskać swoje ziemie" - mówi.

Jak dodaje, choć wdrożenie niektórych systemów, takich jak myśliwce, może zająć miesiące, decyzja potrzebna jest już teraz. Powołuje się też na ekspertów, według których do wyszkolenia pilotów w prowadzeniu ataków powietrze-ziemia wystarczyłoby kilka miesięcy.

Szczególną uwagę Wasielewski poświęca kwestii dostarczenia ATACMS, pocisków o zasięgu 300 km kompatybilnych z posiadanymi przez Ukraińców wyrzutniami HIMARS.

"Ze względu na dostawy HIMARS Rosjanie już musieli odsunąć od frontu na 80 km węzły, w których rozładowywali swoje pociągi z zaopatrzeniem, co znacznie skomplikowało ich logistykę. Dostawy ATACMS zakłóciłyby ich logistykę w jeszcze większym stopniu, czyniąc zaopatrzenie ich wojsk niemal niemożliwym" - ocenia Wasielewski.

Mimo nacisku ze strony amerykańskiego Kongresu administracja prezydenta USA Joe Bidena nie zgodziła się dotąd na dostarczenie tych pocisków. Jak powiedział doradca Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan, powodem jest chęć uniknięcia eskalacji i "znalezienia się na drodze do III wojny światowej".

Według rozmówcy PAP taka argumentacja jest bezsensowna i jest przykładem "samoodstraszania", a za taką politykę zapłacą Ukraińcy swoim życiem.

"Nasze wahanie nie może być kontynuowane. To kosztuje ich tym więcej, im dłużej trwa rosyjska okupacja. Już ponad milion Ukraińców zostało deportowanych do Rosji, jak to miało miejsce w przypadku Litwinów, Łotyszy, Estończyków i Polaków podczas II wojny światowej. Nie mówiąc już o brutalności, którą widzieliśmy w Buczy, i możemy tylko sobie wyobrażać, co dzieje się na okupowanych (obecnie) obszarach" - argumentuje.

Zdaniem Wasielewskiego, choć polityka Waszyngtonu, polegająca na tym, by unikać bezpośredniego zaangażowania w wojnę, jest słuszna, nie powinna ona ograniczać wsparcia dla Ukrainy.

"Historia pokazała, że Rosja i Stany Zjednoczone w wielu poprzednich wojnach zderzały się i nie prowadziło to do większej eskalacji. W wojnie koreańskiej rosyjscy piloci ścierali się z amerykańskimi. W wojnie wietnamskiej rosyjskie rakiety ziemia-powietrze w Wietnamie Północnym strącały amerykańskie bombowce. W Afganistanie Amerykanie dostarczali broń afgańskim rebeliantom. Ledwie kilka lat temu w Syrii rosyjscy najemnicy z grupy Wagnera zostali zabici przez siły USA, kiedy ruszyli na pola naftowe i gazowe" - wymienia ekspert.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)