Rosyjska wojna kretów. Walka przeniosła się pod ziemię

wołzańsk, ukraina, wojna
Wołczańsk był ostrzeliwany przez Rosjan od początku 2024 roku./PAP
Nie wszędzie Rosjanom na froncie idzie tak dobrze, jak by tego chcieli, ale jak się okazuje, nawet z czasowych porażek wyciągają pewne lekcje. Tak stało się w Wołczańsku, którego nie są wstanie zdobyć od kilku miesięcy i zakopali się w miejskich walkach pozycyjnych. Dzięki temu jednak wprowadzają do służby nową wojskową specjalizację, potocznie nazwaną „kopaczami”.

W ostatnich tygodniach głośno zrobiło się o rosyjskich postępach na wschodnim odcinku frontu, zajęciu Wuhłedaru i postępach w Torecku, a w cieniu cały czas tli się krwawa walka o Wołczańsk. Tu Rosjanom nie udzie już tak dobrze.

W mieście zaczęła się podziemna wojna

Liczący przed wojną 18 tys. mieszkańców Wołczańsk, położony niedaleko Charkowa, stał się celem Rosjan w maju 2024 r. Mieli nadzieję na zdobycie miasta jednym, wielkim uderzeniem, ale natknąwszy się na stalowy wręcz opór Ukraińców, wdali się w trwające wiele miesięcy walki miejskie. Do końca września udawało im się powoli posuwać do przodu, ale nagle zaskoczył ich ukraiński kontratak.

Rosyjskie jednostki, którym wcześniej udało się przedostać na drugą stronę rzeki, dzielącej miasto na dwie części, zostały wyparte, a od kilku dni na Ukrainie radują się z tego odcinkowego sukcesu. Gdy na zajmowane wcześniej przez Rosjan pozycje wkroczyła armia ukraińska, odkryła, iż okupanci starali się dosłownie wkopać w ziemię, a do komunikowania się pomiędzy poszczególnymi odcinkami używali podziemnych przejść. Korzystali nie tylko z istniejących już kanałów kanalizacyjnych, ale też ryli pod ziemią własne tunele. Sposób przeniesienia miejskiej wojny pozycyjnej pod ziemię podchwycić mieli nie tylko wojskowi, ale też rosyjscy propagandyści.

- W swoich publikacjach wróg dyskutował o konieczności wprowadzenia jednostek inżynieryjnych do składu jednostek szturmowych, które będą zajmowały się budową komunikacji podziemnej, budową podziemnych przejść komunikacyjnych – mówił tuż po odbiciu południowego Wołczańska Witalij Sarantsev, rzecznik ukraińskich sił na odcinku charkowskim.

Z Wołczańska zostało morze ruin

W rosyjskiej propagandzie coraz częściej zaczął pojawiać się postulat, aby do jednostek, które są zmuszone walczyć o ukraińskie miasta, włączać specjalnie wyszkolone jednostki inżynieryjne, tzw. „kopaczy”. Mieliby oni odpowiadać za wykonywanie całej sieci podziemnych tuneli.

- Ta taktyka jest naprawdę stosowana i nie jest dla wroga niczym nowym, stosował ją wcześniej w innych kierunkach. W szczególności miało to miejsce w Awdijiwce – mówi Witalij Sarantsev.

Wojska ukraińskie starają się opracować taktykę wykrywania sieci tych podziemnych tuneli, a w razie ich namierzenia, starają się je burzyć i zalewać ogniem. Wołczańsk, po kilku miesiącach intensywnych walk i zasypaniu południowej części miasta rosyjskimi bombami, zamienił się w morze ruin, a mieście ciężko jest znaleźć choć jeden nieuszkodzony budynek. W tym księżycowym krajobrazie duża część walk przenosi się do ruin i pod ziemię.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Wojciech Kubik
Dziennikarz Dziennika Gazety Prawnej specjalizujący się w tematyce obronności i bezpieczeństwa.
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraRosyjska wojna kretów. Walka przeniosła się pod ziemię »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj