Deputowani na zwołanym w Brukseli nadzwyczajnym posiedzeniu dyskutowali o wynikach zakończonego we wtorek szczytu UE, na którym szefowie państw i rządów porozumieli się ws. funduszu odbudowy gospodarki po koronawirusie oraz budżetu UE na lata 2021-2027.

"Nasza grupa udzieli zgodę (na ten pakiet - PAP) wtedy i tylko wtedy, jeśli będą tam gwarancje powiązania wypłacania środków z zasadą praworządności. Deklaracje są niepotrzebne, tylko konkretne, praktyczne kroki" - powiedział szef grupy Odnowić Europę Dacian Ciolos.

Zapewniał, że nie jest to wymierzone przeciwko Węgrom, Polsce, czy innemu krajowi europejskiemu. "Chodzi o to, żeby środki europejskie nie finansowały polityków u władzy, którzy odwracają się plecami od naszych zasadniczych wartości" - oświadczył.

Przewodniczący Europejskiej Partii Ludowej w PE Manfred Weber mówił, że po raz pierwszy UE wiąże środki europejskie "z wiążącym mechanizmem praworządności". "To dobrze, ale kiedy spojrzę dziś na deklaracje przywódców politycznych, to już nie rozumiem" - przyznał niemiecki polityk nawiązując do sprzecznych deklaracji unijnych liderów w tej spawie.

W tym kontekście zwrócił się do szefowej KE Ursuli von der Leyen, by ta przedstawiła termin, od kiedy środki UE nie będą wypłacane bez przestrzegania przepisów i mechanizmów europejskich.

Reklama

Weber krytykował przyjęte przez unijnych przywódców rozwiązania ws. unijnych finansów i cięcia w wydatkach na które się zdecydowali. "Póki co nie jesteśmy w stanie przełknąć tej gorzkiej pigułki" - powiedział.

Jak zaznaczył 90 proc. środków z funduszu odbudowy wróci do budżetów krajów członkowskich. Wyraził obawę, że przez to pieniądze te będą wydawane "byle jak". "Będziemy się skarżyć, że obywatele nie widzą wartości dodanej projektu europejskiego i na tym polega dramat z jakim będziemy musieli się mierzyć, jeśli znowu nie wykorzystamy środków na wyraźne projekty europejskie, tak jak robili nasi poprzednicy" - oświadczył niemiecki polityk.

"Zadłużenie europejskie, które będziemy zwracać wspólnie nie będzie miało sensu, jeśli nie będziemy finansować prawdziwie europejskich programów" - wtórował mu szef grupy Odnowić Europę.

Również szefowa frakcji Socjalistów i Demokratów (S&D) Iratxe Garcia Perez krytykowała pakiet. Jak przekonywała, że UE nie może zawieść ludzi, którzy byli na pierwszej linii frontu walki z koronawirusem. "Niestety porozumienie nie zawsze jest w stanie temu sprostać" - oceniła.

Roberts Ziele, który zabierał głos w imieniu grupy Europejskich Konserwatystów i reformatorów podkreślał, że choć porozumienie jest dobre dla UE, to większość funduszy nie będzie dostępna od razu dla krajów członkowskich. "Nawet przez 12 miesięcy może się to jeszcze nie udać, a jest to z punktu widzenia reakcji dość opóźnione działanie. Jesteśmy gotowi, by uczestniczyć w pracach, by w sposób konstruktywny sfinalizować ostateczne porozumienie" – zadeklarował.

To, co nie podoba się frakcji EKR w umowie ze szczytu UE – jak mówił – to cięcia na wspólną politykę rolną. "Nie zgadzamy się na to. Jeśli chodzi o konkurencyjność i wspólny rynek, chcielibyśmy, aby doszło w tym zakresie do postępów, a jeśli nie, to ucierpimy jako Europa na globalnej arenie" - powiedział.

Również lider grupy Zielonych Philippe Lamberts skrytykował zaproponowane cięcia w budżecie. "W czasie, gdy świat martwi się o drugą falą pandemii, jak to możliwe, że europejscy przywódcy drastycznie ograniczają środki na badania naukowe i programy zdrowia publicznego? Cięcie w sektorze zdrowia w środku pandemii są po prostu nieodpowiedzialne!" – mówił.

Zapowiedział, że PE będzie chciał brać aktywną rolę w rozmowach na temat ostatecznego kształtu przyszłych ram finansowych UE. "Mamy nadzieje na wynegocjowanie porozumienia, które nas uzdrawia, jeśli chodzi o wydatki i warunkowość" - powiedział.

Wskazał też na potrzebę pozyskiwania przez UE nowych dochodów własnych. "Naszym zdaniem, państwa członkowskie muszą wreszcie przyznać UE prawo do nakładania podatków, zwłaszcza na +drapieżników+, którymi stały się firmy międzynarodowe" – powiedział.